13 lutego 2022

2022-02-13-PT

13 lutego 2022

Wpis nr 31

Cześć!

Dawno mnie tu nie było, wiem, ale pańcia nie miała czasu, żeby dodać mój post.

Pisałam więc sobie tylko w swoim pamiętniczku cichutko ołówkiem, aż w końcu pańcia powiedziała, że musi się zlitować nad Tessą i napisać nowy tekst, bo kilka osób się dopytywało, czemu Tessa przestała pisać.

No i bardzo się ucieszyłam, że o mnie moi Czytelnicy nie zapomnieli i się też ucieszyłam, że pańcia napisze ten nowy post.

Bo pańcia jest teraz bardzo zajęta pisaniem haiku – tu możecie sobie poczytać te miniaturki: haiku i jeszcze oprócz projektu – haiku na każdy dzień roku, czyli 365 haiku w 2022 roku, zaczęła pisać haiku do tomiku 🙂 

To będą takie haiku na jeden temat, ale nie mogę o tym napisać, bo to tajemnica. Pańcia ostatnio zapisywała sobie hasła, robiła takie coś, co się nazywa fiszki (hmm… dokładnie jeszcze nie wiem, co to znaczy, ale pańcia mi na pewno wytłumaczy) i w sumie wypisała prawie 300 haseł.

No i teraz będzie do każdego hasła układać haiku, więc dużo pracy pańcię czeka.

A u mnie też trochę nowinek.

Pod koniec stycznia znów pojechałam z państwem w długą podróż. Ponad 500 kilometrów jechaliśmy.

Pogoda była bardzo brzydka. Padał deszcz i deszcz ze śniegiem, i jeszcze wiał bardzo silny wiatr.

Całą drogę prawie spałam w swojej klatce.

Aha, na wiosnę już będę się uczyła jeździć w samochodzie bez klatki, bo urosłam i trochę w klatce zaczyna się robić niewygodnie.

No, ale podczas podróży pańcio się często zatrzymywał, żebym mogła wysiąść i chwilę pospacerować, ale tak padało i wiało, że nawet nie chciało mi się długo chodzić.

Państwo mieli ze sobą termos z herbatą i bułeczki, kupione rano w dniu wyjazdu w piekarni, pyszne takie, chrupiące. Jedli je na parkingu i ja też dostałam trochę, bo bardzo lubię pieczywo.

No i potem znów jechaliśmy i jechaliśmy, aż w końcu dotarliśmy do celu i pańcia zdecydowała, że prosto z trasy pojedziemy jeszcze na nowy wybieg dla psów.

Powiedziała, że wiele lat temu, gdy Wega mieszkała przez jakiś czas w Lublińcu, nie było wybiegu, a teraz jest. Nowy i bardzo fajny!

Bardzo mi się tam spodobało, ale było zimno, padał wściekle deszcz ze śniegiem i tak wiało, że nie można było długo tam biegać.

W czasie całego pobytu byłam tam jeszcze tylko dwa razy, bo cały czas była taka nieładna pogoda.

Fajny ten wybieg!

Bardzo mi się tam spodobały zamarznięte kałuże. Próbowałam ząbkami podgryzać lód. A potem biegłam szybko i się pośliznęłam, i wywróciłam na lodzie. Super zabawa!

A u Dziadków w domu też było fajnie, bo pańcia ustawiła moje legowisko przy balkonie i mogłam sobie obserwować wszystko.

Z parteru fajnie widać wiele ciekawych rzeczy.

A na dodatek na balkonie i obok na krzewach głogu są karmniki, do których codziennie sypane jest ziarno i mnóstwo ptaków tam przylatuje. Są też kosy, które dostają jabłka i siedzą potem na gałązkach i je jabłka wyjadają.

Ekstra widowisko!

Pańcia mi wyjaśniła, które ptaszki to mazurki, a które sikorki, kosy i sierpówki. I nawet taki ptak, który się nazywa grubodziób też przyleciał. I jeszcze takie malutkie ptaszki, które się nazywają dzwońce.

Wielka szkoda, że moi państwo nie mają balkonu, ale przynajmniej sobie tam u Dziadków obejrzałam fajne ptaszki.

No, a poza tym, byłam niedawno u pana doktora na obcięciu pazurków i zważyć się, i ważę już prawie dwadzieścia kilogramów.

Pan doktor powiedział, że wyglądam dobrze, mam ładną sierść i jeszcze mi zęby sprawdził, i powiedział, że bardzo ładnie się już wyprostowały i urosły.

Chodzę sobie teraz z państwem na wybieg na ulicę Kopalnianą, czyli tam, gdzie jest obok zaraz Jezioro Szmaragdowe. Dziś tam pobiegałam z nowym kolegą, takim dużym psem, który się nazywa malinois (tak, jak ja się nazywam gończy polski). Bardzo miły ten kolega.

Potem państwo uczyli mnie przybiegania na wołanie i to była super sprawa, bo dostawałam za każdym razem coś pysznego.

Pańcia miała w trenażerce pocięte patykosy, pokrojone takie miękkie kawałki przysmaków, smaczki z kurczaka, takie, które lubię, małe ciasteczka dla psów i najważniejsze – najfajniejszą rzecz, czyli żółty ser, pokrojony na takie małe kostki.

Uwielbiam ten ser i zawsze miałam nadzieję, że jak przyjdę na wołanie, to akurat trafi mi się taka kosteczka i rzeczywiście się wiele razy trafiła.

Ostatnio też państwo kupili mi jeszcze jedną nową obrożę i taką specjalną linkę do treningów, i jeszcze jedną długą smycz, którą można przepinać na różne długości, i dostałam też taką fajną miękką szczotkę do czesania.

Pańcia zamówiła też dla mnie nowe legowisko, bo stare już się zrobiło trochę za małe.

Znów się za jakiś czas odezwę, a dziś już Was serdecznie pozdrawiam i życzę miłego niedzielnego popołudnia.

Wybieramy się zaraz na jeszcze jeden spacerek, tym razem do lasu.

Tessa

Posty powiązane

6 Replies to “13 lutego 2022”

  1. No pieknie Tesuniu. Urosłaś i wypiękniałaś niesamowicie. Taka piękna istotka z Ciebie. Super że tyle się dzieje u Ciebie.

  2. Świetnie, Tesso, że się odezwałaś. Nie próżnowałaś przez ten czas, tylko pięknie rosłaś 🙂 Państwo o ciebie dbają i dobrze cię wychowują. Nie to, co nasz Teo. Z niego będzie szalony łobuz, bo jest za bardzo rozpieszczany, a potem wszystkich denerwuje swoimi wariactwami. Z ciebie będzie ułożona psinka. Już wkrótce roczek minie i będziesz dużą Tessą.
    Pozdrawiamy z Teodorem 🙂

    1. My też pozdrawiamy z Tessą i wysyłamy buziaki dla Teosia. Hmm.. Tessa jest też rozpieszczona, ale niestety, większa od Teosia i znacznie silniejsza, więc musi się nauczyć pewnych zasad. Na szczęście to mała mądrala i już po dwóch dniach zaczęła rozumieć powoli, o co chodzi, więc szkolenie idzie w dobrym kierunku 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.