Jesień – czas równowagi

Jesień – czas równowagi.

Na jednej szali kolory malowane przez naturę, błyszczące kasztany i długie wieczory oświetlone miękkim światłem lampionów, na drugiej – melancholia i płacząca deszczem aura.

Co roku przybywają na ziemię dwie jesienie, dwie bliźniacze, jakże różne, siostry.

ZŁOTA JESIEŃ

Złota Jesień, w sukni z żółtych listków klonu podąża wesoło parkową aleją. Pod jej nogami ścielą się szeleszczące dywany opadłych z drzew różnokolorowych liści.

Ona sama, pogodna i radosna, przysiada chwilę na ławce otulając się płaszczem z czerwieni dzikiego wina. Na szyi ma wisior z kasztanów.

Przesuwając jarzębinowe koraliki swej bransoletki, uśmiecha się do słońca. Cieszy ją obecność jasnych promieni, niosących na ziemię ciepło. 

Kolorowa postać, pozytywnie nastawiona do świata, wywołuje uśmiech na twarzach mijających ją przechodniów. 

„Jaką mamy w tym roku piękną złotą jesień” – mówią.

A ona lekko odgarnia z czoła srebrne nitki babiego lata i obdarowuje wszystkich swym bogactwem.

Rozrzuca na trawniku błyszczące kulki kasztanów, wtyka w ziemię nóżki grzybów z gładkimi kapeluszami, maluje pilnie nocami czerwienią wiszące na drzewach jabłka i barwi na liliowo leśne wrzosy.

Dźwiga kosze pełne dojrzałych orzechów, zawiesza na maleńkich krzaczkach lśniące czerwone koraliki borówek. 

Biega zaaferowana, bez chwili wytchnienia.

A gdy wreszcie chce odpocząć chwilę i nacieszyć się kolorami świata, słońce rozkazuje jej przekazać berło władzy bliźniaczej siostrze.

SŁOTNA JESIEŃ

Słotna Jesień, stale zapłakana, sunie ścieżkami wśród grobów, ciągnąc za sobą smętnie długą szarą szatę. Nagie konary drzew przepełniają ją smutkiem.

Z chmurnego parasola kapią krople zimnego deszczu, dzwoniąc minorowymi tonami.

Ona, osłonięta woalem gęstej mgły, grzęźnie w nostalgii.

Pod rękę z melancholią, zatrzymuje się przy zapomnianych opuszczonych grobach, zapalając na nich maleńkie płomyki.

Zamyślona, nieobecna, refleksyjna, czasem kapryśna, płaczliwa i chimeryczna. 

Błąka się zimnymi ciemnymi ulicami miast, tuła po opuszczonych leśnych duktach. Dżdżyste łzy rzeźbią głębokie rysy na jej obliczu. 

“Cóż za wstrętna plucha” – pomstujemy, uciekając do przytulnych domów.

Bez odpoczynku, wyczerpana depresją, jak wycieńczona pokutnica odchodzi powoli, by skonać od pierwszego zimowego przymrozka.

Cicho, niepostrzeżenie, samotnie…

Płacze za nią tylko melancholia i żal. 

„Staram się jednak nie poddawać melancholii.
Wierzę w zen i w najmniejszej pękniętej łupinie kasztana, leżącej na leśnej ścieżce,
upatruję… obietnicę nieskończoności.”
Henri Brunel

Katisha

 

Related Post

2 Replies to “Jesień – czas równowagi”

    1. Aniu, czas tak szybko płynie, że nawet się nie obejrzymy, a znów będzie lato. Mnie brakuje coraz częściej światła i długich jasnych letnich wieczorów, ale cóż… cykliczność przyrody jest nieubłagana. Życzę Ci, aby ta złota jesienna aura trwała jak najdłużej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *