Reminiscencje. Moleskine

Moleskine. Kultowy notatnik, o którym z wypiekami na twarzy czytałam, iż był nieodłącznym atrybutem wielkich artystów. Odkryty przez mnie wiele lat temu.

Preludium

Zaczynałam swą przygodę z Moleskinem od najprostszej czarnej wersji. Kolejne lata wzbogacały mą kolekcję o inne formaty i kolory okładek.

Nadszedł też i czas na wersje limitowane.  Fistaszki, Mały Książę…

Szczególnie ulubiony przeze mnie kalendarz miał płócienną oprawę w zgaszonym odcieniu naturalnego lnu.

Do moich zbiorów dołączył również Book Journal Moleskine. Kiedy tylko pojawił się w Polsce w sprzedaży, dla mnie, kochającej nade wszystko książki, został wręcz odkryciem roku.

W czasach, kiedy namiętnie kolekcjonowałam te kalendarze i notesy, nie były one dostępne stacjonarnie w sklepach. Trzeba było zamawiać je przez internet.

W ostatnim kwartale każdego roku sprawdzałam codziennie z niecierpliwością stronę sklepu, w którym wybrany przeze mnie kalendarz na kolejny rok wciąż miał status „w oczekiwaniu”…

Continuum

W kalendarzu czy notatniku pisałam najczęściej piórem. Uwielbiałam wytworny kremowy papier. Cieszyły mnie dodawane naklejki i kieszonka z tyłu na drobne skarby.

Mój BJM także stał się małym dziełem sztuki – systematycznie uzupełniany recenzjami książek, pęczniejący od wpisów i wklejanych opinii, zdjęć książek i moich rysunków.

Branie Moleskina do ręki było czystą przyjemnością. Traktowany jak klejnot, rozpieszczany i wymuskany, zawsze obok mnie. W torebce, w domu na biurku.

Pod ręką w pogotowiu, by zapisać, by poczytać, by pogładzić…

Na jego stronicach już od początku roku pojawiały się zapiski, cytaty, sentencje, urywki poetyckie… Tworzyłam w nim przeróżne listy, wklejałam barwne karteczki.

Czasami wpadł między kartki kolorowy jesienny liść, by już tam pozostać, często wstępowały na stronice bilety kinowe, od czasu do czasu zaglądały opakowania po owocowych herbatkach, otulając kalendarz delikatnym aromatem.

Początek roku dawał życie nowemu Moleskinowi, podczas gdy zeszłoroczny był pieczołowicie odkładany do pudła. Z upływem lat pudło musiało powiększać swą objętość, by mieściły się w nim kolejne egzemplarze, moje skarby…

Transformacja

Pewnego zimnego i deszczowego majowego popołudnia stanęłam na środku pokoju, z przerażeniem uświadamiając sobie, że nie mam już miejsca na kolejne książki. Pomyślałam, że należałoby zabudować dwie ściany półkami do sufitu, bo stojące na pięciu regałach książki (także w podwójnych rzędach) już przestały się mieścić w domu. 

Wtedy właśnie nastąpił zwrot, który całkowicie odmienił moje życie. Otworzyła się przede mną brama do szczęścia. Wstąpiłam na ścieżkę minimalizmu.

Rozstanie

Któregoś dnia usiadłam na podłodze i wyjęłam drogocenne pudło z Moleskinami. Długo siedziałam, czytając zapisane kartki i przeżywając związane z nimi emocje.

A później…

Systematycznie, perfekcyjnie i powoli kartka po kartce zniszczyłam je wszystkie, prócz BJM (podarowałam go przyjaciółce). Nie zostało nic. Pocięte oddałam B., by spaliła je w swoim piecu. Poprzez ich unicestwienie dokonałam symbolicznego pożegnania z przeszłością.

Nie mam nawet zdjęć, którymi mogłabym zilustrować dzisiejszy tekst. Zamieszczona fotografia pochodzi z internetu.

Teraźniejszość

Uświadomiłam sobie, że oto opuściło mnie przywiązanie do kolejnego przedmiotu, o którym sądziłam, że musi być ze mną zawsze i nigdy nic go nie zastąpi. I naprawdę stałam się szczęśliwa…

„Szczęśliwość można osiągnąć wyłącznie wtedy, gdy człowiek uwolni się od wszelkiego przywiązania. Przywiązanie podobne jest do ognia, który trawi nawet rzeki i góry, jak trawi słomę. Źródłem tego ognia są pragnienie i przyjemność.”*

Katisha

*Słowa mniszki zwanej Uptalą cytuje Henri Bunel w swej książce “Rozmyślania zen na każdy dzień roku”, tłum. Magdalena Pluta

*źródło zdjęcia: klik

 

Related Post

4 Replies to “Reminiscencje. Moleskine”

  1. Też powoli pozbywam się na razie książek, tych, do których nie wrócę.
    Notesów nie miałam, ale mam zeszyty, w których piszę. Możliwe, że podobnie jak Ty
    kiedyś je wyrzucę. Teraz oddaję książki do biblioteki lub innym ludziom.

    1. Sądzę, że czasami potrzebne jest takie oczyszczenie przestrzeni, żeby wpuścić powiew świeżości i nowej energii do życia. Książki – temat rzeka – będzie o nich osobny wpis, bo od nich zaczęła się moja przemiana. Ściskam, Aniu 🙂

    1. Dziękuję. Decyzja nie była rzeczywiście łatwa, ale to był początek prawdziwej wolności. Będę o tym jeszcze pisała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *