Spacer z Nikonem #19

Przy zalążku ulicy Tytanowej, wiodącej wzdłuż lasu z jednej strony i rozległej łąki z drugiej strony, kawałku asfaltu, który kiedyś będzie zapewne jedną z głównych ulic SSE Trzebusz, zostawiam samochód.

Ślepa ulica kończy się nieformalnym parkingiem. Obecnie coraz więcej ludzi przyjeżdża tam z psiakami na spacer po ogromnej łące.

Wśród gęsto rosnących sosen delikatnie i nieśmiało bieli się drzewko dzikiej śliwy.

Skręcam w las. Wega ochoczo podąża przed siebie. Wdycham zapach sosnowego boru, delektując się ciszą i słońcem.

Przechodzę pod wiaduktem, biegnącym nad linią kolejową i zagłębiam się w starą aleję nieistniejącego majątku Trzebusz, o którym pisałam szerzej tutaj: klik.

Choć po obu stronach ścieżki splątane mocno gałązki krzewów i młodych drzewek bronią dostępu, dla duszy eksploratora, która obudziła się we mnie, nie stanowi to przeszkody.

Chwilę potem klęczę wśród gruzów i wyławiam skarby.

Kawałek porcelanowego talerzyka z sygnaturą Fabryki Porcelany Bareuther z Bawarii z lat 1931-1950 to pamiątka po istniejącej tu przed wojną restauracji.

Dalej natrafiam na rozbity kubeczek. Widnieje na nim powojenna już (1952-1993) sygnatura Bogucice.

Skręcam w prawo. Wysoko po prawej stronie biegnie nasypem ulica Irydowa.

Zanurzam się w kolejną gęstwinę gałązek i uważnie rozglądam po lesie w poszukiwaniu pozostałości starego cmentarza w Trzebuszu, który funkcjonował w majątku od drugiej połowy XIX wieku do końca II wojny światowej.

Natrafiam wreszcie na niewielkie wzgórze, gdzie pośród zeschłych liści odkrywam pozostałe obramowania grobów.

Zauważam z daleka jedyny ocalały pomnik.

Inskrypcja wskazuje, że spoczywają tu szczątki Augusty Lehrke, urodzonej w 1867, a zmarłej w 1928 roku.

Stoję dłuższą chwilę przy betonowej steli, oznaczonej jedynie prostym krzyżem. Nigdy nie dowiem się, kim była Augusta i jak płynęło jej życie, ale poświęcam jej duszy chwilę refleksji.

Smutny widok opuszczonego cmentarza w słoneczne wiosenne południe rekompensuje mi piękno przyrody.

Choć ostre południowe cienie nie są idealnym tłem do fotografowania, uwieczniam w obiektywie porośnięte mchem korzenie drzew.

Pośród zarośli natrafiam na krzewy mahonii pospolitej. Drobne żółte kwiatuszki dopiero zaczynają rozkwitać.

Wychodzę wreszcie z lasu na łąkę. A tu niespodzianka! Wśród gęstych zeschłych traw rośnie kępka żonkili.

Powoli docieram do samochodu. Podnoszę wzrok. Głęboki błękit nieba z białymi obłoczkami jest taki urzekający…

Katisha

 

Related Post

4 Replies to “Spacer z Nikonem #19”

  1. Spacer, jak zwykle, bardzo interesujący! Mnie urzekła ponad wszystko fota kwiatów śliwy… Smacznie rozmyte tło, przepiękna, żywa kolorystyka, delikatność i biel kwiatów oraz przebijający się w tyle kadru błękit nieba – no normalnie MNIAM! 🙂

    1. Były też i szafirki, ale tak maleńkie, że trudno w wysokiej trawie byłoby je uchwycić w kadrze 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *