Czarne słońce*. Ścieżki depresji

Lipiec. Lato. Wakacje. Czas królowania słońca i jasne wieczory. Lekkość w powietrzu i błękitne niebo. Esencjonalna zieleń drzew. Łąki kwietne w rozkwicie. 

I absolutnie

„… nieprzystający do okoliczności kamienny, ciężki niczym ołów nastrój apatii i przygnębienia, który pokrywa wszystko wokół grubą warstwą trującej patyny.”**

I ona. Lady Depresja. Nie pasująca zupełnie do letniego krajobrazu. Powinna być na wieki związana z ciemnym i ponurym listopadem.

Dlaczego nagle odważyła się zjawić w blasku słońca?

Nie, nie wtargnęła tak po prostu, nie zadzwoniła do drzwi.

Wysłała najpierw emisariuszy: smutek, żal, melancholię, apatię. Sama wśliznęła się cicho  któregoś wieczoru przez uchylone okno.

Rano rozgościła się na dobre, zasłaniając sobą błękit nieba i promienie słońca.

„Aura depresji nie podlega żadnym modulacjom,
dominuje w niej mrok, światło traci swój blask.”**

Udręczone ciało nie potrafi poddać się sile umysłu i rano żwawo wstać z łóżka, jak dotychczas między godziną piątą a szóstą. Zwłóczy się zmaltretowane niemocą, spowite w mrok, gdy słońce jest wysoko na niebie.

Cienie Depresji zarysowują się po kątach, wypełzają z nich, zalewając ciemnością psyche. Umysł próbuje walczyć, ale przegrywa z kretesem.

Odczucie zawieszenia w próżni jest przejmujące.

Ciało tkwi w gęstej mazi. Każdy gest jest olbrzymim wysiłkiem.

Dziwne wrażenie, jakby było się owiniętym szczelnym kokonem błota na środku bagniska, które obserwuje z daleka własne alter ego.

„Niezwykłym zjawiskiem, na jakie zwraca uwagę wiele osób w ciężkiej depresji,
jest pojawiające się u nich poczucie drugiego ja, które im towarzyszy
– coś w rodzaju widmowego, bezcielesnego obserwatora,
który, wolny od mentalnych cierpień swego sobowtóra,
przypatruje się z beznamiętną ciekawością, jak jego alter ego walczy,
starając się zapobiec nadciągającej katastrofie,
lub decyduje się wyjść jej naprzeciw.”**

W myślach chaos i poczucie trwania na rozdrożu. Kilka ścieżek wokół ściele się pod stopami. I rozterka.

Którą pójść dalej? 

Pierwsza wiedzie poprzez pobliski peron prosto ku otchłani. Pociągi pośpieszne tutaj nie stają. Pędzą po torach, wyhamowując dopiero przed następnymi stacjami. Każdy z nich jest zaproszeniem do kolejnego wcielenia.

„Jednakże tragicznego legionu tych,
których ból nie do wytrzymania zmusza do odebrania sobie życia,
nie powinno się potępiać bardziej niż tych, którzy umierają na raka.”**

Druga prowadzi do klasztoru zen. Jej wybór to pożegnanie z dotychczasowym życiem. To uwolnienie się od długich włosów i akceptacja skrajnego minimalizmu, brak kontaktu z rodziną, całkowite zanurzenie się w ciszy i medytacji. Odcięcie wszystkiego, co się kocha, ale też tego, co rani i uwiera, jak przysłowiowy cierń.

„… obojętność świadczy dobitnie o tym,
że człowiek z zewnątrz nie jest w stanie pojąć istoty takiej choroby jak depresja.”**

Trzecia  ścieżka jest otulona gęstą mgłą. U jej progu widnieje drogowskaz z napisem „NIEZNANE”.

„Depresja jest zaburzeniem afektywnym,
tak tajemniczo bolesnym oraz w tak nieuchwytny sposób objawiającym się jaźni – intelektowi, który pełni funkcję mediatora –
że opisanie jej słowami graniczy z niemożliwością.”**

Szeroka jasna droga opatrzona inskrypcją „SZCZĘŚLIWE ŻYCIE” jest  teraz zamknięta…

Czy zdąży się otworzyć zanim nadjedzie pośpieszny „REINKARNACJA”?

Katisha

*nawiązanie do tytułu książki „Czarne słońce. Depresja i melancholia” autorstwa Julii Kristevej
**Ciemność widoma, William Styron

Related Post

10 Replies to “Czarne słońce*. Ścieżki depresji”

    1. Trzymam się. Także dzięki Twojemu wsparciu… Co do tekstu, do którego link podałeś, pozostaję nieodmiennie pod ogromnym wrażeniem Twej kreatywności, stylu i języka… Marnujesz talent!

  1. Ja mogę jedynie posłać rozpuszczalnik na czarne słońce – uśmiech z samej głębi serca, czyli stamtąd gdzie najgoręcej, i ten wiersz, który powstał teraz, po lekturze Twojego pięknego, choć smutnego tekstu.

    To prawda, chandry dziwne są meandry
    a jednak nie jest niezwyciężona.
    Jak by tak schwycić bestię za pysk
    i przyłożyć…
    Buzię otworzy zdziwiona
    nagłym porywem mocy
    i wtedy zgarbiona, skruszona
    odpłynie w bezkres nocy.

    1. Mag, dziękuję za uśmiech i wiersz. Jakie to budujące i poruszające, że dostaję tak piękne dowody wsparcia… Popłakałam się, ale to łzy dobrego wzruszenia. Czarne słońce się powoli rozpuszcza. Przytulam mocno!

  2. Kiedy słońce ubiera się w czerń, znika wiatr… Nic nie jest w stanie przegonić czerni. To musi minąć… Na chwilę niestety…
    Tulę Cię do serca ❤

    1. Dziękuję, Kochana! Na szczęście wiatr się już pojawił i czerń zaczyna się rozpuszczać. Uściski!

    1. Dziękuję, Karolina! Mnie częściej odwiedzała depresja podczas innych pór roku, latem – sporadycznie. W tym roku wprosiła się letnią porą, ale patrzę z nadzieją, jak powoli pakuje swoje manatki. Przytulam Cię i wiesz, paczajmy na zielone, Kochana! To niesie ukojenie.

  3. Nie znam tej książki, do której nawiązujesz. Ciekawa jestem, czy autorka podaje jakieś rady, czy tylko opisuje depresję. Przypomina mi się jak kiedyś dyskutowałam ze znajomym o tym, czy depresja jest psychozą. On twierdził, że tak, ja, że taka zwykła, nie. Ale co to ma za znaczenie. Najważniejsze jak ją przeżyć, nie poddać się, co robić. Jeśli masz jakieś swoje sposoby, koniecznie się nimi podziel. Po powrocie znad morza, czuję jak za mnie się zabiera, podkopuje wiarę w siebie, a i sytuacja zewnętrzna nie sprzyja. Paskudne miasto i nadal maski w pomieszczeniach. Czy zostaje powrót do leków? Czy inne możliwości i jakie? O jak dobrze rozumiem osoby w depresji, choć wiadomo każda depresja jest trochę inna.
    Życzę poprawy nastroju 🙂

    1. Aniu, książka Julii Kristevej to nie jest zwyczajny kliniczny opis choroby. Autorka, owszem, poddaje analizie przypadki pacjentów z własnej praktyki, ale czyni to poprzez pryzmat dzieł kultury (m.in. Dostojewskiego). Szerzej o “Czarnym słońcu” przeczytasz tutaj:

      https://przekroj.pl/spoleczenstwo/czarne-slonce-adam-aduszkiewicz

      i tutaj:
      http://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=52&artykul=1125

      Ja czytałam ją dawno temu, fragmentami, nie w całości od razu. To dość trudna lektura, wymagająca ogromnego skupienia podczas czytania.
      Czy mam sposoby na przeżycie depresji? Z pewnością pewne rytuały, które wdrożyłam w życie, pomagają ją przetrwać. Najczęściej zamykam się wówczas w świecie książek. To mi pomaga, odrywa od realnego świata. Pomaga też porządkowanie, ale to już w kolejnych etapach walki. Ponieważ walczę z tą chorobą od lat, wiem, że mija. I po prostu wiem, że muszę przeczekać ten najgorszy czas. Leków antydepresyjnych nie biorę, nigdy nie pomagały wiele.
      Rozumiem Twą tęsknotę za morzem. Powroty z wakacji są trudne, a gdy wracamy do miejsca, którego nie kochamy, jest jeszcze gorzej. Pozostają wtedy tylko wspomnienia i nadzieja na kolejny wyjazd. Otaczaj się zdjęciami widoków morskich i przywołuj w pamięci jak najczęściej piękne chwile tam spędzone.
      Uściski dla Ciebie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *