Pomost

Trudno ostatnio zebrać myśli. W głowie chaos i wszechobecny lęk. Próbuję mu się przyjrzeć z boku. To nie jest lęk znany z przeszłości. Tamten był oswojony, choć paraliżował osobowość, nakładał blokady na umysł, uniemożliwiał normalne funkcjonowanie. Znałam go i, wiedząc, czego się po nim spodziewać, czekałam, aż przeminie.

Obecny lęk jest inny. Nieoswojony. Pełen grozy. Złowieszczy i nieprzewidywalny. Obcy. Tkwi w umyśle, choć próbuję z nim walczyć. Jest jak ćmiący ząb, stale i uporczywie o sobie przypominający. Zamyka wokół głowy stalową obręcz i podnosi ciśnienie ku niebezpiecznym granicom.

W umyśle wciąż od nowa przewija się taśma z widokiem najgorszego biegu spraw.

Najbliższa rodzina i znajomi oddaleni od nas setki kilometrów. Tu, samotność wokół. Brak dłoni, która mogłaby pomóc, wesprzeć…

Lęk o siebie, lęk o psa w przypadku, gdyby groziła kwarantanna, lęk o bliskich którzy są daleko…

Zbyt wiele lęków.

Wkreślam z głowy czarne scenariusze, choć w głębi umysłu zakodowana jest myśl o spakowanej na wszelki wypadek torbie.

Codziennie wypełniam sobie czas do maksimum. Powracam do segregowania zawartości szuflad. Robię kolorowe notatki z każdej lekcji kursu obsługi Lightrooma. Przygotowuję sentencje do kart afirmacyjnych. Próbuję poskładać mapę marzeń. Ostatnio zrobiłam przegląd swojej garderoby, skąd usunęłam kilka rzeczy – pójdą dalej w świat.

Codziennie obiecuję sobie, że w końcu, po latach, rozłożę ponownie matę do jogi, ale wciąż jeszcze nie jestem w stanie tego zrobić.

Porządkuję zdjęcia i natrafiam na fotografię, która ilustruje dzisiejszy tekst.

Nachodzi mnie refleksja, jak bardzo życie przypomina pomost. Stąpamy po nim, często nie patrząc, w którym kierunku zmierzamy.

Czasami zaczynamy rozmyślać nad sensem istnienia, dopiero gdy spostrzegamy rysujący się blisko koniec kładki.

Najczęściej jednak ze wzrokiem utkwionym daleko przed siebie, dążąc do nieosiągalnego ciągle drugiego brzegu, nagle lądujemy w łodzi Charona, skąd nie ma powrotu i żadna ilość zgromadzonych oboli nie zagwarantuje nam comebacku do świata żywych.

Od dawna staram się podążać uważnie swym pomostem.

Teraźniejszość obliguje mnie jednak do częstszych przystanków i szczególnego poświęcania uwagi otoczeniu.

Wpatruję się w toń jeziora.

Nie dążę za wszelką cenę na drugi brzeg.

Zatrzymuję się, dostrzegam teksturę drewna, siadam na deskach i wyczuwam pod dłonią ich szorstkie ciepło…

W tu i teraz zakotwicza mnie na chwilę pieczenie kruchych ciastek czy pierników, szykowanie musu dyniowego do zamrożenia na zimę, gotowanie kiczeri czy porannej owsianki.

Wczoraj upieczona szarlotka pachnie cynamonem, przyrządzony czekoladowy krem czeka w lodówce, a Jack-o’-lantern na kuchennym stole rozjaśnia ciepłym blaskiem ciemność świtu.

Celebruję każdą chwilę życia.

Niespokojne czasy wymuszają rezygnację z planów. Czy za dwa miesiące będę mogła pojechać kilkaset kilometrów, by spędzić z bliskimi świąteczny czas?

Pytanie zawiesza się w próżni, gdzie nie ma odpowiedzi i nic pewnego.

Dbam więc nadzwyczajnie o emocjonalne relacje z najbliższymi mi ludźmi. Telefonuję, wysyłam wiadomości, wspieram duchowo.

Nie wiem, kiedy nasze ścieżki osiągną kres pomostu.

Mam jednak nadzieję, że kiedy się to wydarzy, każdy z nas ujrzy

„Strumień światła – i otwiera się wieczność.”
 Albert Camus, Notatniki

Katisha

Related Post

8 Replies to “Pomost”

  1. Chaos na świecie, chaos w kraju, chaos we własnej, rodzonej głowie… Mam podobnie. Staram się przepychać dni za plecy, praca-dom-praca-dom-weekend-praca-dom… Potrzeba nam to przetrwać. Jakkolwiek. Cokolwiek z nami robią… Jeszcze przyjdą dobre czasy!

    1. Bardzo chcę wierzyć, że dobre czasy jeszcze nadejdą i pewnie tak się stanie, bo każda dżuma kiedyś przemija. Pytanie tylko, czy tego dożyję…

  2. Nie działa na mnie. Bardziej złość na ograniczenia i restrykcje. Nie wierzę, że jest tak źle jak nam wmawiają, ale to już inny temat, zbyt długi na tu i teraz.
    Co Ci poradzić? Może naprawdę joga by się przydała, więcej medytacji, wizualizacji czegoś dobrego.

    1. Medytacja i mantry bardzo pomagają, masz rację, jeszcze dołączę wizualizację. Do jogi też pewnie wrócę, za jakiś czas… Dziękuję, że jesteś!

  3. Ten czas działa na większość ludzi.
    Zadziwia mnie to, że jestem taka spokojna. Mam w sobie inne myśli i lęki. Staram się nie uczestniczyć w zbiorowym strachu.
    Ważne, by być blisko siebie i wspierać się tak, jak jest to możliwe. Robisz, co możesz i to jest najważniejsze.
    Życzę Ci stabilnego pomostu i samych pięknych widoków na przyszłość z kładki… Tulę 💙

    1. Jakiś czas temu potrafiłam zachować spokój, jednak ostatnie codzienne statystyki przerażają. Zaczynam dostrzegać, jak w zastraszającym tempie znika resztka bezpiecznego świata, stąd obawy. Dodatkowo jeszcze pogłębia lęki samotność i brak ewentualnego wsparcia w potrzebie. Wszystko to kładzie się cieniem na mojej codzienności, choć bardzo staram się nie poddawać czarnym scenariuszom.
      Pielęgnuj w sobie swój spokój, bo on jest teraz najważniejszy! Uściski!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *