Ścieżki powołania

Listopad mija w tym roku szybko. Dnie, podobne do siebie, upływają w zawrotnym tempie. Widzę za oknem ogołocone gałęzie orzecha włoskiego, rosnącego na trawniku przed domem. Jeszcze tak niedawno zielona gęstwina liści cieszyła oczy. Dziś trawnik i chodnik zasypane są grubym dywanem pożółkłego listowia. 

Czas. Płynie wciąż szybciej i szybciej.

A ja szukam nadal swego nowego powołania…

Fotografia. Fascynuje mnie niezmiennie i coraz chętniej zagłębiam się w jej tajniki, a cyfrowa ciemnia odsłania przede mną powoli coraz więcej swych tajemnic.

Kilka dni temu odważyłam się w końcu opublikować pierwszy projekt na stronie, na której swoje prace pokazują światu artyści różnych dziedzin, między innymi fotografowie i graficy.

Przez blisko rok miałam tam już założone konto, ale wciąż było mi brak pewności, czy to, co robię, jest w ogóle warte pokazania, czy moje zdjęcia są na tyle dobre, by prezentować je światu?

No bo przecież wciąż nie wiem wszystkiego, nie mam pełnoklatkowego aparatu, nie posiadam całej szuflady obiektywów po kilkadziesiąt tysięcy za każdy, a w chwili obecnej nie używam do obróbki płatnego Lightrooma, który na razie jest poza moimi możliwościami finansowymi.

STOP! Powiedziałam sobie i przypomniały mi się słowa Basi Szmydt, której blog czytam od dawna: „Gram kartami, które mam.”

Pierwsze projekty zostały więc opublikowane.

A ja zastanawiam się, czy do krainy fotografii wiedzie moja ścieżka?

Powróciłam ostatnio do pisania krótkich dykteryjek o mojej Wenie Twórczej, która po kilku miesiącach nieobecności pojawiła się ponownie, ale zamiast pomagać mi w pisaniu poważnych dzieł, kaprysi, marudzi i domaga się pierników.

Opowiastki te piszę ad hoc, strumieniem świadomości, siadam po prostu do komputera, a spod palców płyną mi słowa.

Zgoła inaczej miewa się sytuacja, kiedy piszę posty na blog, ale to już inna opowieść. 

Powinnam sięgnąć do swojej pierwszej książki i stworzyć na nowo cykl krótkich opowiadań o Tęczowym Moście, jednak ciągle nie potrafię się do tego zabrać.

Porzucone „Makabreski” leżą nieukończone w czeluściach iClouda, a pomysł na „Co-Dziennik zen” odłożyłam gdzieś głęboko na półki umysłu.

Powieść autobiograficzna o walce z depresją liczy kilka stron i od dnia, w którym zaczęłam ją pisać, upłynął prawie rok. Plik tkwi w folderze zamknięty na głucho.

Pisanie. Przez rok uczestniczyłam w różnych wyzwaniach, warsztatach, obejrzałam wiele webinarów, przeczytałam sporo postów i wysłuchałam podcastów.

Pisanie z planem, konspekty, budowanie postaci bohatera… Setki porad, często wzajemnie się wykluczających.

Wszystko to spowodowało u mnie chaos w głowie i zniechęciło mnie do pisania. Pozostaję więc na razie przy tekstach blogowych. 

Pisanie, niegdyś moja wymarzona droga… A dziś?

Stoję więc na rozdrożu. Ścieżki nie rysują się wyraziście, ich krańce nikną zamglone wątpliwościami.

W którą iść stronę? Szukam w umyśle odpowiedzi, próbuję je odnaleźć w sercu, proszę intuicję, by dała mi jakąś wskazówkę.

Odpowiada mi milczenie. 

Po latach poszukiwania swej ścieżki dochodzę do wniosku, że moim przeznaczeniem jest… poszukiwanie powołania.

Wynik rozwiązanego kilka dni temu testu nie stał się dla mnie zaskoczeniem.

Archetyp Poszukującej, brzmiał werdykt.

Co zatem dalej? Wspinać się schodami, czy balansować na kładce? 

Katisha

Related Post

8 Replies to “Ścieżki powołania”

  1. Nikonuj ile wlezie! Twój warsztat i umiejętności oraz sposób postrzegania przedstawianego świata są coraz okazalsze i jeszcze bardziej interesujące! Rozwijasz się – i to widać. Nie zbaczaj więc z tej ścieżki, gdyż to dobra ścieżka jest! 🙂

    A historyjki o Wenie są moimi ulubionymi, jestem ich fanem od początku, wiesz o tym, nie wyobrażam więc sobie, aby ich mogło zabraknąć! No i chciałbym je kiedyś zobaczyć razem… 😉

    1. Ze ścieżki nikonowej nie zbaczam. Pnę się nią coraz wyżej, choć mozolna jest. Co do Weny, może kiedyś coś powstanie, może wrócę też do innych szkiców. Czas pokaże. Pozdrawiam!

  2. Kasiu, wspinaj się schodami. Ukończ jeden projekt literacki, a fotografią zajmuj się równolegle. Z literatury wybierz to, co najmniej obciąża Cię psychicznie. Kontynuuj miniatury o wenie i pomyśl nad wydaniem ich w formie książki. Autobiografię o depresji na razie odłòż. Chyba nie jesteś psychicznie na to gotowa. Trzeba taki temat podjąć, gdy nie jesteś w depresji, rozbita, wątpiąca. Sama zmagam się od 16 roku życia z nawracającą depresją. Obecnie tylko regularnie łykany antydepresant stabilizuje mnie psychicznie. Może i Ty spróbuj pomóc sobie w ten sposób. Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam i życzę Ci dużo optymizmu, zdrowia i odnalezienia swojej obecnej ścieżki twórczej. Mocno i cieplutko Cię przytulam! Ewa

    1. Dziękuję Ci, Ewo, za komentarz. Co do autobiografii, w moim przypadku pisanie jest formą terapii, jednak chwilowo nie umiem ubrać w słowa tego, co chciałabym przekazać. Antydepresantów w swym życiu brałam sporo, ale żaden mi nie pomógł. Także przeróżne terapie dawały nie całkiem oczekiwane efekty. Poradziłam sobie z depresją inaczej, ale jak wiadomo, nic nie jest nam dane na zawsze, zatem i depresyjne stany czasami wracają. Na szczęście już nie w tak drastycznej formie, jak dawniej.
      Miniatury o wenie piszę chwilowo, bo mam wenę ;-), ale tylko na ich pisanie. Szkoda, że nie na pozostałe literackie szkice 🙁
      Myślę, że ta fotografia jest jednak bardziej mi bliższa, niż pisanie. Uściski!

  3. Jakże to wszystko mi bliskie…
    Pytania, rozterki, poszukiwanie. Mam też rozpoczęte projekty, które miały być moją szansą, moim oczkiem w głowie.
    I nie umiem Ci doradzić niczego poza tym, byś szła własną ścieżką. Nawet jeśli długa i kręta. Ściskam mocno. 💙

    1. Dziękuję. Rozumiemy się doskonale, dwa te same archetypy… Jedyną szansą na odzyskanie spokoju jest akceptacja faktu, że poszukiwanie jest przeznaczeniem. Uściski!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *