Tęsknica listopadowa

Listopad jest chyba jedynym miesiącem w roku, wielce sprzyjającym nostalgicznym rozmyślaniom. Melancholijna aura, kobierce barwnych liści, umierających pod naszymi butami, coraz krótsze dnie i mroczne wieczory.

Żyję w rzeczywistości, w której wszystko ma swój koniec. Nie ma tu niczego wiecznego. Kończy się każde życie, myśl, najpiękniejsza medytacja, cudowny spacer… Każda idylla ma swój kres. 

Wieczorem siadam na futonie z laptopem na kolanach. Obok, spokojnie oddychając, śpi Wega. W rogu pokoju lśnią delikatne światełka, z kominka wydobywa się aromat pomarańczy, cynamonu i goździków, a stojący na podłodze przy oknie lampion, rzuca ciepły blask odbijając się w szybie.

Patrzę na to wszystko, chłonąc całą duszą i sercem te chwile. Pragnę je zatrzymać, by trwały i trwały. Nie ma jednak takiej migawki, która utrwaliłaby w kadrze życia teraźniejszość, smak, zapach, dotyk…

Chwila upływa nieubłaganie i wszystko zmierza ku końcowi.

O przemijaniu przypomina mi codziennie widok z okna. Piękna soczysta zieleń drzew zniknęła. Puszcza Bukowa przywdziała złote szaty, które miejscami mienią się szkarłatem.

Wieczorem woń lawendy i rumianku koi na chwilę, ale nie zapewnia spokoju na całą noc. Sny są ciężkie, mocno wyraziste, męczące, choć to nie osławione koszmary, nękające mnie dawniej.

Oczekując na powrót do normalności (kiedy nastąpi i czy w ogóle się to stanie?) tkwię w notorycznym stanie gotowości. Jak włączona non stop lampka stand by w urządzeniu elektronicznym, tak w moim mózgu pulsuje dioda „do biegu, gotowi…” Niepewność, czy i kiedy padnie słowo „start”?

Gdzieś w głowie tłucze się myśl, że normalności jednak już nie będzie.

Rozsypała się rzeczywistość, którą znałam i pokruszone kawałki lustra nie chcą się złożyć w piękny wzór w kalejdoskopie.

Tubus się zepsuł…

Z jeszcze większą zachłannością łapię więc chwile szczęścia. Układam je troskliwie w sercu. Zamykam w obiektywie. Delektuję się nimi, zapalając kominek z olejkami do aromaterapii. 

Zen wymaga ode mnie, bym w tych trudnych momentach żyła zgodnie z jego przesłaniem. I choć to dziś skomplikowane, staram się pamiętać, że

„… cokolwiek się dzieje, nie stanowi ani początku, ani końca.
Jest częścią zwykłego ludzkiego doświadczenia,
właściwego wszystkim istotom od początku istnienia świata.
Myśli, emocje, nastroje i wspomnienia przychodzą i odchodzą,
podczas gdy fundamentalna teraźniejszość jest stale obecna.…”
Pema Chödrön

Katisha

Related Post

8 Replies to “Tęsknica listopadowa”

    1. Dziękuję! To polana Widokowa w Puszczy Bukowej. Byliśmy tam podczas Twojej wizyty u nas 🙂 Czekamy na przyszły rok i kolejną wizytę!

  1. Nic nie trwa wiecznie, więc i ten stan się skończy i Twój nastrój teraz paskudny stanie się lepszy. Odbije się od dna, a Ty razem z nim.
    Nie wiem, czy to choć trochę Cię pocieszyło. Mnie pociesza myśl o zmienności świata, braku trwałości, bo to znaczy, że smutek musi minąć, nienormalność też.
    O, dziwo ostatnio mam spokojne sny.

    1. Aniu, masz rację! Wszystko się zmienia i, na szczęście, nie ma nic trwałego na świecie. Pocieszające jest to, że mijają też i te złe chwile i dziękuję, że o tym napisałaś. Życzę Ci nadal spokojnych snów i ściskam!

    1. Niepewność przeraża, bezsilność wykańcza, łapię więc te chwile szczęścia, które dostaję od losu i cieszę się z coraz większej liczby drobnostek. Uściski!

    1. Jest to trudne, przyznaję. W zderzeniu z obecnie panującą sytuacją chwilami wręcz niemożliwe, ale staram się. Pozostaje tylko nadzieja, że kiedyś się to skończy… Ściskam Cię mocno!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *