bez początku bez końca

bez-poczatku-bez-konca

bez początku bez końca

przesuwają się w głębi błękitu puszyste chmury

patrzę w niebo, tak lżej, choć na chwilę odwracam wzrok i uwalniam ból

stoję długą chwilę, nie ma już po co się spieszyć

nikt na nas w domu nie czeka

ból rozlany w sercu i ciele

jutro miną dopiero/ aż trzy tygodnie, gdy patrzyłam po raz ostatni w Jej oczy i głaskałam lśniącą czarną sierść

bez początku, bez końca, spod przeciwsłonecznych okularów płyną po policzkach łzy

nie, nie przywiązuję się już do niczego, tak lżej, bo gdy usuniesz przywiązanie, cierpienie znika

tego uczy zen, ale

nie, nie potrafię jeszcze przestać cierpieć

proszę Wszechświat o dar akceptacji i go otrzymuję, wiem, że musiała już przejść przez mityczny Tęczowy Most

“Z niepoczętego początku i bezkresnego kresu nieustannie wyłaniają się wszystkie dharmy, aby zaraz wrócić, skąd przyszły.”
Jakusho Kwong

ostatnie godziny Jej życia były tak trudne i bolesne

co za paradoks – pragnęłam zatrzymać na zawsze te finalne chwile, jednocześnie zaklinając czas, by płynął szybciej, żeby już przyszedł lekarz i zakończył Jej cierpienie

rano w niedzielę pojechaliśmy z Nią pożegnać Jej ukochane Jezioro Szmaragdowe

i później już do przychodni dla zwierząt

ulubiony kocyk na stole w gabinecie

głaskanie, patrzenie w oczy, żeby widziała nas do samego końca

szeptanie, że jesteśmy, że kochamy, że zaraz już przestanie boleć…

pierwszy zastrzyk

chwilę potem drugi

godzina 10.15

stetoskop w ręku lekarza

serduszko umilkło

Wega przeszła przez Tęczowy Most

czekanie na samochód z cmentarza dla zwierząt, aż przyjadą po ciepłe jeszcze, ogrzane promieniami słońca, ciałko

trzymanie Jej za złożone łapki, głaskanie po aksamitnej główce

i patrzenie, jak z rosnącej opodal japońskiej wiśni lecą płatki kwiatów

bez końca sypały się dla Wegi

na pożegnanie

następnego dnia nie było już na drzewku śladu po kwiatach

pakowanie Jej rzeczy

tworzenie pamiątkowej fotoksiążki dla Bliskich

drukowanie fotografii do domu

teraz na wiszącym w pokoju zdjęciu, już po radioterapii

szczęśliwa, z piłką, na wybiegu

spogląda na nas błyszczącymi pięknymi oczami

jak się trzymasz? pytania…

staram się, daję radę

nie, nie daję, bo cisza w domu boli

pusty kąt

“zaglądam w kąt
zwinięta w kłębek
nieskończoność”
Miron Białoszewski

nie ma już Wegi

przytulam do serca prostą drewnianą skrzyneczkę, w której są Jej prochy

płaczę

tęsknię

świadomość, że miała cudowne życie, pełne dobra i miłości, próbuje złagodzić cios

kojący e-mail od profesora Butinara ze Słowenii, że zrobiliśmy dla Wegi wszystko, co mogliśmy

wspierające słowa doktora Marcina, którego Wega była pacjentką, że dzięki radioterapii dostała dwa piękne lata życia

Thich Nhat Hanh, Henri Brunel, Ajahn Brahm i wielu innych pomagają przetrwać ciężki czas

w południe wychodzę z domu, na spacer, Jej ścieżkami, ale już sama

i wracam do pustego domu, w którym teraz wita mnie tylko Jej fotografia

zagłębiam się w duchową ścieżkę, w tym widzę obecnie sens życia

zaczynam drugi stopień Reiki, już dla siebie i swego wzrastania

pierwszy robiłam jeszcze dla Wegi, by w ostatnich chwilach wesprzeć Ją tą piękną energią

każde miejsce, w którym z nami była, teraz otulone jest wspomnieniami

po Jej ulubionej łące idę ostrożne, by nie zerwać kruchej nici, łączącej mnie z pozostawionymi przez Nią tutaj śladami

bez początku bez końca 

szukam Jej w śpiewie ptaków i szeleście zielonych liści

odnajduję Ją w przepływających po niebie chmurach

zauważam w kwitnących kwiatach

i staram się pamiętać, że 

“Zen ma świadomość jedności wszystkich istot, wie, że iluzją jest istnienie „ja osobnego”. Jesteśmy różnymi formami, w których przejawia się ta sama natura Buddy, jesteśmy nietrwałością obłoków na jednej nieskończoności nieba.”
Henri Brunel

Katisha

Posty powiązane

8 Replies to “bez początku bez końca”

  1. Nie mogę spokojnie czytać Twojego wpisu. Tak bardzo chce mi się płakać.
    Psy żyją zbyt krótko.
    Życzę Ci spokoju. Jestem pewna, że Wega jest teraz w lepszym świecie.

    1. Tak, masz rację, Aniu, psy żyją zbyt krótko, ale wiem, że nawet, gdyby żyły dłużej o kilka lat, zawsze byłoby to i tak za krótko. Wierzę, że Wega jest teraz w pięknym miejscu i najważniejsze, że już nie cierpi. Spokój przyjdzie, za jakiś czas… Dziękuję, że jesteś!

  2. Dobrze, że się podzieliłaś tutaj tymi bolesnymi emocjami. Co bym tutaj nie napisał (a próbowałem), pozbawione w zasadzie będzie jakiejkolwiek mocy. Współczuję straty członka rodziny, jak i nieznośnego bólu tą stratą spowodowanym.

    1. Pisałam ten tekst, nie widząc prawie wcale, co piszę, z powodu lejących się łez. Ale te słowa, tkwiące we mnie, musiałam uwolnić. Każda strata jest bolesna, ale w wypadku Wegi, dla mnie szczególnie dotkliwa, bo ostatnie lata była ze mną całymi dniami. Dlatego pustka stała się tak bardzo przejmująca zimnem… Dziękuję Ci za wspieranie nas.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.