Być jak Tarrou. Kilka luźnych refleksji

byc-jak-tarrou-kilka-luznych-refleksji

Gdybym była sama na świecie, chciałabym być jak Jean Tarrou pomyślałam, odkładając, przeczytaną po raz kolejny, „Dżumę” Alberta Camusa. A raczej, byłabym jak on, poprawiłam się w myślach.

Do tej powieści wracam często, gdyż dostarcza mi ona za każdym razem wielu refleksji. Dzieliłam się częścią z nich ostatnio w marcu, gdy pisałam o epidemii koronawirusa, czyli dżumie współczesnej.

Obecnie najnowsza lektura „Dżumy” uświadomiła mi trzy ważne kwestie: 

  1. poświęcenie jest czymś, co podziwia się u innych, na kartach książek i u bohaterów filmowych, ale w szarej codzienności niekoniecznie w danym momencie życia można się z różnych przyczyn całkowicie poświęcić idei/ludziom/itp.
  2. życiowe priorytety nie są wykreśloną linią prostą, lecz dynamiczną sinusoidą, podlegającą ciągłym zmianom
  3. miłość, czułość i przyjaźń są bezcennymi skarbami, o które należy dbać, pielęgnować je i okazywać innym jak najczęściej

P O Ś W I Ę C E N I E

„A więc mam plan organizacji ochotniczych oddziałów sanitarnych. (…)
Rzecz prosta, że sam wezmę w tym udział.”

Pomyślałam sobie, jak wspaniale byłoby móc teraz zostać wolontariuszem w szpitalu covidowym. Poświęcać swój czas, zdrowie i życie innym… 

„Ale ta praca może skończyć się śmiercią, pan wie o tym dobrze (…)”

Tak wiem i właśnie dlatego nie potrafię przełamać w sobie lęku.

Bo to nie jest już honorowe krwiodawstwo.

To nie jest też bycie dawcą szpiku, dawcą organów czy wreszcie bycie donatorem zwłok.

To igranie z wirusem, niebezpiecznym, śmiertelnym, podstępnym.

To wreszcie narażanie na utratę zdrowia lub życia nie tylko siebie, ale też swoich bliskich.

Dopóki więc nie jestem samotną wyspą na oceanie życia, walka z epidemią na pierwszej linii frontu nie jest dla mnie możliwa.

„Nazajutrz Tarrou wziął się do pracy i zebrał pierwszą grupę,
za którą miało pójść wiele innych.”

Ale przecież, uświadomiłam sobie, przecież i ja dawno temu igrałam ze śmiercią, narażając codziennie przez wiele lat swoje życie i zdrowie, podczas pełnienia służby w policji.

Wychodząc z domu nigdy nie miałam pewności, że wrócę.

Biegłam do pracy, jak na skrzydłach, niosąc wsparcie ludziom żywym i duchową pomoc zmarłym, którym zwracałam ich tożsamość.

Jak wyglądała moja praca i czym zajmowałam się po kilku latach ciężkiej służby patrolowo-interwencyjnej, zrelacjonowałam we wpisach: Dzień z życia gliniarza oraz Reminiscencje. Prosektorium

Tarrou, cichy bohater, altruista, walczący zawsze po stronie poniżanych i cierpiących,  dla którego ważny był los każdego pojedynczego człowieka, za swoje poświęcenie zapłacił życiem. 

„Burza wstrząsająca konwulsyjnie tym ciałem
rozświetlała je coraz rzadszymi błyskawicami
i Tarrou, w głębi tej nawałnicy, odbijał powoli od brzegu.
Rieux miał już przed sobą tylko nieruchomą maskę, z której znikł uśmiech.
Ten kształt ludzki, który był mu tak bliski,
przybity teraz ciosami oszczepu, wypalony nadludzkim bólem,
wykrzywiony przez wszystkie nienawistne wiatry nieba,
na jego oczach zanurzał się w wodach dżumy,
a on był wobec tej katastrofy bezsilny.”

Moje wieloletnie codziennie mierzenie się z ludzkim nieszczęściem i sięganie dna nie skończyło się wprawdzie zgonem (choć kilka razy byłam blisko drugiego brzegu), lecz przyniosło mi długotrwały, ciągnący się po czasy obecne, proces zmagania się z trudnymi emocjami i ich efektami. 

Kamuflaż całego Spektrum emocji doprowadził do ich Eksplozji, a jaki był Rezultat?

P R I O R Y T E T

Tarrou jest autorem kroniki, opisującej drobiazgowo życie w Oranie podczas epidemii. Z jego notatek korzysta również narrator powieści. 

Mnie szczególnie zapada w pamięć ten wpis:

„Pytanie: co robić, by nie tracić czasu?
Odpowiedź: doświadczać go w całej jego rozciągłości.”

Staram się więc doświadczać danego mi czasu, w pełni go przeżywając. Ciesząc się nim i doceniając swoje życie. Wdzięczność za wszystko, co dostaję, towarzyszy mi od dawna. Dziękuję nawet za trudne doświadczenia i ból, bo i one mnie czegoś uczą. 

Dziś, idąc do paczkomatu, uśmiechałam się do siebie.

Wokół mnie bezsłoneczna szarość, zimno, wiatr i padające drobinki śnieżne. Pogoda zdecydowanie niesprzyjająca spacerom, a raczej skłaniająca do zakopania się pod ciepłym kocem.

A ja, mimo tego, że tęsknię do słońca i ciepła letnich dni, idę i dziękuję.

Za to, że idę samodzielnie, bo iść potrafię.

Za to, że widzę świat i słyszę szelest wiatru pośród bezlistnych już gałęzi, bo wzrok i słuch są sprawne.

I cieszę się, że za chwilę wrócę do skromnego mieszkanka, ale przytulnego i ciepłego, w którym czeka mój ukochany pies.

Pies po ciężkiej chorobie, z którą wygrywamy walkę codziennie i dziękujemy za każdą wspólną chwilę.

Siadam przy stole w kuchni.  Zaparzona herbata z ziół z cynamonem i pomarańczą stoi obok. W miseczce leżą upieczone wczoraj pierniczki. Z dyfuzora unosi się aromat olejków.

W pokoju Wega śpi spokojnie pod ciepłym kocykiem.

Piszę post, wybieram niespiesznie zdjęcie do ilustracji.

Za oknem wciąż szarość, ale w moim sercu słońce.

Mimo silnego bólu kręgosłupa, który towarzyszy mi od kilku dni. 

Jestem.

Trwam.

Doświadczam czasu mi danego. W całej jego rozciągłości.

To mój priorytet.

Jedyny.

Pozostałe sprawy to przeróżne cele, które podlegają wciąż przeobrażeniom, bo w obecnych czasach nie ma niczego pewnego, prócz zmian, spadających na nas nagle i niespodziewanie.

Nie dążę więc już do realizacji planów za wszelką cenę.

Pozostaję przy tej jednej, najistotniejszej intencji.

Być tu i teraz. 

U C Z U C I A – P R A W D Z I W Y   S K A R B

„Rieux wiedział, że kochać kogoś to nic wielkiego,
a przynajmniej, że miłość nie jest nigdy dość mocna, by znaleźć swój własny wyraz.
Tak więc jego matka i on będą się kochali zawsze w milczeniu.
I ona umrze z kolei – lub on – choć przez całe życie
nie mogli posunąć się dalej w wyznaniu swej czułości.
W ten sam sposób żył obok Tarrou i Tarrou umarł tego wieczora,
zanim mieli czas naprawdę przeżyć swą przyjaźń.”

Jesteśmy jak liść, niesiony wiatrem. Nasze życie trwa chwilę w kosmicznej skali czasu.

Nim liść osiągnie kres swej wędrówki, zatrzymajmy się w pędzie codzienności.

Rozmawiajmy jak najczęściej – ja czynię to codziennie, telefonując do rodziców i siostry, bo nie mamy możliwości w tym czasie, by spotkać się osobiście.

Szanujmy zatem fakt, gdy mamy blisko siebie swą rodzinę.

Czy dziękujemy za to codziennie, czy wydaje się nam to tak zwyczajne, że nawet o tym nie myślimy?

Wysyłajmy sobie miłe wiadomości i życzenia dobrego dnia.

Pielęgnujmy miłość i przyjaźń, zanim uświadomimy sobie, że dany nam czas minął już i nie zdążyliśmy powiedzieć komuś, jak bardzo był dla nas ważny.

Troszczmy się o czułość, bo ona dodaje życiu magii.

Wspomnijmy, jak pięknie mówiła o niej Olga Tokarczuk w swej mowie po otrzymaniu nagrody Nobla.

Pamiętajmy o tym codziennie i codziennie okazujmy swe uczucia naszym bliskim…

„Tarrou przegrał partię, jak mówił. Ale on, Rieux, co wygrał?
Wygrał tylko tyle, że poznał dżumę i pamiętał o niej,
że poznał przyjaźń i pamiętał o niej,
że poznał czułość i pewnego dnia będzie mógł sobie o niej przypomnieć.
Wszystko, co człowiek może wygrać w grze dżumy i życia, to wiedza i pamięć.” 

Katisha

Wszystkie cytaty w tekście pochodzą z “Dżumy” Alberta Camusa

Related Post

8 Replies to “Być jak Tarrou. Kilka luźnych refleksji”

  1. Kasiu, wczoraj miałam problemy z zarejestrowaniem się na Twojego bloga. Ale nasza wspólna znajoma dała link i dzisiaj przeczytałam ostatni wpis. Piszesz o czułości i miłości do najbliższych. Choć mieszkamy 15 minut drogi od siebie, to ze względu na zaawansowany wiek naszych rodziców widujemy się raz w tygodniu, ale na dworzu, na powietrzu, w połowie drogi. I codziennie dzwonię, szczególnie do moich rodziców, ponieważ są w grupie podwyższonego ryzyka, dokuczają im różne choroby, i bardzo się o nich martwię. Dzwoniąc do nich zawsze staram się powiedzieć im jak bliscy są dla mnie, że ich kocham, okazuję czułość i serdeczność. Kiedyś, gdy byliśmy młodsi, takie uczucia wydawały się oczywiste i nie mówiliśmy sobie o nich. Im stawaliśmy się starsi, tym częściej okazujemy sobie te uczucia, mówimy o nich. Bo nigdy nie wiemy, kiedy kogoś z nas zabraknie i nie będzie wiedział, jak bliski nam był. Więc staram się codziennie okazywać swoje uczucia do moich najbliższych, mówię im, że ich kocham, że są mi bliscy, że martwię się o nich i chciałabym, by byli zdrowsi, dbali o siebie, by żyli jak najdłużej. Pociesza mnie trochę to, że są odpowiedzialni, uważają na siebie nawzajem, przestrzegają obostrzeń i poważnie traktując obecną sytuację rzadko wychodzą z domu, a żeby się przewietrzyć chodzą z dala od ludzi na działkę. Tam odpoczywają psychicznie i nie są narażeni na ryzykowne kontakty z ludźmi. Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale poruszył mnie Twój wpis, szczególnie słowa o czułości, dbaniu o bliskich. Życzę Ci Kasia, aby ból kręgosłupa minął jak najszybciej i żeby Wega też szybko odzyskiwała zdrowie. Ciepło, serdecznie i przyjaźnie Cię pozdrawiam i podrap Wegę ode mnie. Przytulam Cię mocno!!! Ewa😘💖💚🍀💚🌸🌷😊🌞

    1. Dziękuję Ci, Ewo, za podzielenie się swoimi refleksjami. Cieszę się, że mój tekst poruszył w Tobie strunę wrażliwości. Moim bliscy, niestety, są bardzo daleko, bo aż na drugim końcu kraju. Nie mamy więc możliwości spotkania się, nawet “przez balkon”, dlatego tak szczególnie ważny jest teraz kontakt telefoniczny. I cieszę się, że istnieją telefony komórkowe, bo w każdej chwili mogę zadzwonić i porozmawiać, nie muszę biegać na pocztę lub szukać czynnego automatu telefonicznego.
      Wega już w pełni zdrowia nie odzyska, bo guz nie zniknie, ale radioterapia zahamowała jego rozwój. Mam nadzieję, że na zawsze.
      Dziękuję za życzenia zdrowia i także je odwzajemniam. Wszystkiego dobrego, ciepła i spokoju w tych trudnych czasach 💙💙💙

  2. Najważniejsze to pamiętać, by zawsze być człowiekiem dla drugiego człowieka. Pamiętać o prostych rzeczach – uśmiechu i dobrym słowie.
    Piękny wpis 💙

    1. Uśmiech i dobre słowo, to tak niewiele, a jak może być cenne dla drugiej osoby! Dziękuję 💙

  3. Obecną sytuację bardziej porównywałam bym do Roku 1984 niż Dżumy. Na dżumę umierali wszyscy. Na obecną chorobę niekoniecznie. Wszystko zależy od organizmu. Jest tak bardzo podobna w tym do grypy. Prawda, że dziwne, że ostatnio nie mówi się nic o grypie. Chyba ją wirus zjadał razem z całym naszym normalnym życiem. Teraz normalność nam dyktują odgórnie. Podają liczby zmarłych jak w Roku 1984 wygrane i przegrane. Od nas zależy, czy się w to wkręcimy, czy pozostaniemy w swoim życiu spokojni. Tego ostatniego Ci życzę. Niech spokój będzie z Tobą. Nie poddawaj się 🙂

    1. Dziękuję, Aniu, staram się spokój zachować, choć to dla mnie trudne. Mimo wszystko jednak wierzę, że jeszcze za czasów swego życia powróci normalność. Pozdrawiam 🙂

  4. “Wszystko, co człowiek może wygrać w grze dżumy i życia, to wiedza i pamięć.”

    Wiedza o uczuciach i pamięć o nich. Reszta elementów około życiowych stanie się z czasem jeno “prochem i niczem”, więc zachodu większego zwyczajnie nie jest warta… Mądre słowa tutaj, mądre też cytaty. Ja do “Dżumy” (po raz wtóry) wciąż się przymierzam, czekam na pogodniejszy i bardziej pewny nastrój! Ten mój wewnętrzny, jak i ten na świecie – zewnętrzny. Pomimo, iż czekanie na “lepsze czasy” sensu również nie ma, gdyż zwyczajnie można ich – z różnych przyczyn – sobie nie dożyć! No ale, póki co, jestem jeszcze w Lothlórien…

    1. Dziękuję, że jesteś i czytasz! Ja niedługo chyba powrócę do “Czarodziejskiej góry”. A Lorien być może odwiedzę w ten weekend na ekranie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *