Deszczowe rozważania

deszczowe-rozwazania

Sobotni ranek to dobry dzień na rozważania, choć niekoniecznie deszczowe.

Dzień budzi mnie dziś dzwoniącym o szyby ciężkim deszczem. Otwieram oczy. Niebo jest mętne. Ma bury kolor. Przesuwają się po nim ołowiane skłębione chmury. A miała być miła słoneczna sobota i spacer, i może fotografowanie…

Nie, nie mogę dopuścić do siebie ponurych myśli!

Na przekór aurze wyczarowuję na twarzy uśmiech.

Szeroko otwieram okno. Do pokoju wraz z kroplami wody wnika chłód. Rześkie świeże powietrze zachłannie wciągam w płuca.

Porządkuję futon, biorę prysznic. Drobne czynności rozpoczynające dzień, układają się w uporządkowany dla każdej daty wzór.

Ulubiona filiżanka, aromat kawy, wilgotna bryza. Bagatelki szczęścia.

O określonej porze wyciszam umysł, zapalam świecę i siadam do medytacji z Sanghą.  Czytam gathę.

“Ciało, mowa i umysł w doskonałej jedności.
Wysyłam serce z dźwiękiem tego dzwonu.
Oby słyszący go przebudzili się z zapomnienia
i przekroczyli wszelkie troski i smutki.”*

Chwilę potem rozlega się kryształowo czysty dźwięk Dzwonu. Dźwięk, będący głosem Buddy, wzywający nas do przebudzenia.

Od kiedy praktykuję z Sanghą, codzienny głos dzwonu mocno zakotwicza mnie w teraźniejszości. Czekam na niego z radością każdego dnia.

Ślę więc w kosmos wibracje pełne dobra, płynące z serca z nadzieją, że otulą troską i ciepłem wszystkie Istoty, które potrzebują wsparcia.

A później przez dwadzieścia minut wypełniam ciszą umysł. Słyszę w oddali szum deszczu i ptasie trele, tak wspaniale dopełniające moją medytację.

Dźwięk dzwonu rozlega się ponownie, kończąc praktykę.

Z kuchni dochodzi już zapach świeżo upieczonej foccaci…

W tle o deszczowym lipcu śpiewa Zdzisława Sośnicka, a ja cicho snuję swoje deszczowe rozważania i zauważam, że oto przestało padać.

Zamykam więc laptop, zakładam wygodne ubranie, łapię aparat, kluczyki i wychodzę w piękno dnia.

Na trawniku przed domem zatrzymuję się, by zakotwiczyć się na chwilę w tu i teraz.

“Przez deszczu strugi
widzę szczęśliwe zioło.
Śmieję się głośno.”
Henri Brunel

Cieszę się, że jestem.

Katisha

*Gatha Dzwonu

Posty powiązane

6 Replies to “Deszczowe rozważania”

  1. Aż tutaj czuć Twe Wyciszenie i Jedność! Grupa medytacyjna Ci służy. No i Wena wróciła! 🙂 Ja dziś napędzam się cudowną nutą “Urszula & Budka Suflera – Twoje zdrowie, mała”. 🙂

    1. Cieszę się, że z tekstu bije wyciszenie. Tak, grupa medytacyjna mi służy, a to przekłada się też na twórczość. Za nasze wspólne zdrowie wkrótce wypijemy toast dobrą herbatą w Columbusie 😉

Comments are closed.