Diariusz 2020 roku

diariusz-2020-roku

Koniec roku zbliża się wielkimi krokami. Przyszła pora, by uporządkować całoroczne chwile codzienności i sporządzić diariusz 2020 roku.

“Nie potrafimy przewidzieć tego, co nas czeka każdego dnia.
To samo można powiedzieć o całym roku, a także o całym życiu.
Kiedy uznamy, że wszystko dzieje się inaczej, niż oczekujemy,
może się zdarzyć, że niektóre zamierzenia spełnią się dokładnie po naszej myśli.”
Kenkō Yoshida „Zapiski dla zabicia czasu”

Czas upływa zdecydowanie za szybko. Wydaje się, że zaledwie kilka chwil temu dokonywałam rozrachunku 2019 roku, a znów nadszedł grudzień.  

Co wpiszę w diariusz 2020 roku, zobaczycie poniżej, a poprzednie podsumowanie znajdziecie w Diariuszu roku 2019.

 

DIARIUSZ 2020

STYCZEŃ

Na blogu pojawiają się dwie nowe serie: Szkice flanerskie i Minimalistyczne migawki.

Pierwsze splatają w sobie przeszłość z teraźniejszością. Sięgam w nich do historii, by opowiedzieć ciekawe dzieje zapomnianych miejsc. 

Drugie ukazują moją wizję minimalizmu w fotografii.

Kończę też krótki cykl wpisów o trudnych emocjach: Trudne emocje. Eksplozja i Trudne emocje. Rezultat

LUTY

Miesiąc moich urodzin przynosi w prezencie metamorfozę.

Dotychczasowa strona “ESENCJA ZEN” przestaje istnieć i od tej pory prowadzę blog już pod własnym imieniem i nazwiskiem.

Drugim podarkiem miesiąca jest Miasto w obiektywie – migawki dokumentujące moje spacery po Szczecinie.

W lutym poszukuję zen, wspominam swoją przygodę z hipnozą i pochylam się nad debiutancką powieścią Janusza Muzyczyszyna.

Dokładnie w rocznicę wykonania MRI u Wegi, dokonuję rozrachunku i za rok, który minął, jestem losowi niewymownie wdzięczna.

MARZEC

Miejsce, które codziennie odwiedzam na spacerach z Wegą – rozległa łąka i otaczający ją las – odsłaniają przede mną swoje tajemnice, które odkrywam, pisząc o dawnym majątku Trzebusz.

Korzystając z bezlistnej pory roku, udaję się do Puszczy Bukowej, by odnaleźć ruiny nieistniejącego sanatorium, miejsca tchnącego melancholią, w którym z dawnej świetności pozostały już tylko rozsypane gdzieniegdzie resztki cegieł i zdziczały żywotnik.

Wracam także pamięcią do czasów prosperity Wieży Baresela, w otoczeniu której niegdyś tętniło życie.

W wirtualnej sferze życia rozpoczynam porządki i zastanawiam się na sensem życia.

Aż wreszcie nadchodzi Covid. Dżuma współczesna.

KWIECIEŃ

Kwiecień ma smak wspomnień. Znów czuję posmak płynu Lugola po katastrofie elektrowni atomowej w Czarnobylu, dokąd przenoszę się podczas lektury książki Tomasza Ilnickiego.

Wracam także pamięcią do Słowenii i cudownego miejsca, w którym narodziła się moja pasja.

To Rakov Škocjan jest matką chrzestną mojej przygody z fotografią. Marzę, by znów powrócić do tej magicznej doliny, choć już w innych okolicznościach życiowych, nie z ciężko chorą Wegą.

Na chwilę zamykam się w swoim klasztorze zen, by wyciszyć myśli rozproszone i ukoić ból, który nie pozwala mi się poruszać.

MAJ

W maju spaceruję w masce i zaczynam snuć opowiastki z łąk, pól i lasów.

Podsumowuję też kurs Małgosi Trzaskowskiej, który przywrócił mi wiarę w swoją wartość. 

Minimalistyczne migawki wraz z dwudziestym odcinkiem przestają istnieć.

W chwilowym stanie zawieszenia przechodzę na cyfrowy detoks.

CZERWIEC

W czerwcu planuję małe radości i udaję się na przechadzkę z telefonem.

Magia Nocy Świętojańskiej przypomina mi, że to czas spełniania marzeń. Korzystam więc z zaproszenia Słońca, by ujrzeć legendarną Autostradę Spełnionych Marzeń.

Otwieram też osobisty skarbiec z alfabetem zen.

LIPIEC

Pomimo kreślenia optymistycznych planów na lipiec, na moim niebie wykwita ogromne czarne słońce.

Pojawia się osobisty kryzys, ale nie poddaję się trudnym emocjom.

Na przekór losowi układam chwile pomyślności, tworząc z nich sekwencje migawek szczęścia.

Wchodzę na ścieżkę prostej obfitości i uświadamiam sobie, że marzenia się spełniają.

Tajemniczy zamek w Ostrężniku wabi mnie swoimi zagadkami.

Słucham także szeptu kamiennych olbrzymów i odwiedzam ruiny zamku w Mirowie.

SIERPIEŃ

W sierpniu sporządzam rozpiskę małych radości, podziwiam Tatry w obiektywie Kapitana MO i uczestniczę w przepięknym spektaklu tańczących perseidów, aż nadchodzi kres miesiąca.

Mój blog obchodzi pierwsze urodziny, a Czytelnicy w prezencie dostają 50 faktów o mnie.

WRZESIEŃ

Wrzesień, to nie tylko preludium jesieni, ale i koniec moich kolejnych projektów.

Żegnam się z Migawkami szczęścia i po raz ostatni idę z Nikonem na spacer pośród łąk, pól i lasów.

U progu października szukam na niebie gwiazdozbioru Plejad i układam listę drobnych przyjemności.

PAŹDZIERNIK

Na blogu dalszy ciąg pożegnań.

Ukazuje się piętnasty, ostatni odcinek szkiców flanerskich. Żegnam się z nimi historią olsztyńskiej warowni.

Cierpliwie poleruję rysy na monolicie swej egzystencji, starając się żyć w zgodzie z filozofią zen.

Zatrzymuję się na pomoście życiowej ścieżki, by po raz kolejny przypomnieć sobie, że żyje się tu i teraz.

LISTOPAD

Pomimo nostalgicznej tęsknicy, listopad to triumf.

Ostateczne zwycięstwo nad moimi rozterkami i niepewnością – czy jestem już dostatecznie gotowa, by ukazać szerokiemu gronu odbiorców swoje fotografie?

13 listopada, w piątek, zamieszczam na Behance swój pierwszy projekt.

Od tej chwili blogowa kategoria „fotografia” zostaje definitywnie zamknięta, a blog przechodzi reorganizację, w wyniku której pojawia się na nim spis treści, zmienia się układ kategorii i dokonują drobne kosmetyczne retusze. 

Rozszyfrowuję też tajemnice SEO i pozycjonowania strony blogowej.

Mimo wszystko, wciąż jednak rozmyślam nad ścieżkami swego powołania, a nadchodzący grudzień nie budzi we mnie emocji, towarzyszących mi zwykle podczas tego miesiąca.

GRUDZIEŃ

W grudniu powracam do lektury ukochanej „Dżumy” i przychodzi do mnie refleksja, że chciałabym być, jak jeden z jej bohaterów – Jean Tarrou.

Zafascynowana pięknem leśnych mchów, decyduję się wejść na ścieżkę makrofotografii.

Kreślę plany utworzenia zbiorku opowiastek o wenie twórczej, zamieszczam na Behance kolejne zdjęcia, a w prezencie gwiazdkowym dla Rodziców drukuję swój pierwszy kalendarz z wybranymi fotografiami.

Problemy z kręgosłupem zmuszają mnie wreszcie do podjęcia decyzji i oto po dwudziestu jeden latach przerwy staję powtórnie na macie, by kontynuować przerwaną na wiele lat przygodę z jogą.

Mimo przeróżnych przeciwności losu, nawrotu depresji i towarzyszącego mi od lat bólu fibromialgii, jestem wdzięczna za mijający rok.

Zamykam diariusz 2020 roku.

Ufam, że za rok sporządzę kolejny, a później jeszcze wiele, wiele następnych…

Katisha

Related Post

4 Replies to “Diariusz 2020 roku”

  1. Oj, działo się! A działo się pięknie! Zawsze interesująco, z kulturą i ze smakiem! To wciąż jedyny blog w sieci, jaki regularnie śledzę i odwiedzam. Zasmuciły mnie zamknięcia projektów tutaj, bo je lubiłem. Twoje foto-wypady na łąki i okraszanie potem tych pięknych zdjęć liryką, nie dość, że było wyjątkowe, to tchnęło potężnym optymizmem! Piękno tego małego świata, piękno słowa – było (i jest nadal) lekarstwem idealnym na tą covidową rzeczywistość. Liczę, że na Behance taki cykl się również pojawi, wiosenno-letnią porą! Bo pora jesienna, jak widzę, jest już tam smacznie reprezentowana! 🙂

    1. Dziękuję z całego serca za to, że jesteś! Za każde słowo wsparcia, za życzliwość wobec moich prób literackich i fotograficznych, za rady i za regularne wizyty na blogu. Ten komentarz od Ciebie sprawił, że bardzo się wzruszyłam… Projekty, rzecz jasna, będą realizowane na Behance. Nie mogę zawieść moich Czytelników 😉 Uściski!

  2. Kasiu, to był rok obfitości. Mimo trudnych chwil przeszłaś piękną drogę. Cieszę się, że mogłam ją śledzić 💙💙💙
    Oby kolejny rok był równie twórczy 🙂 Wszystkiego dobrego 😘

    1. Dziękuję, Kochana! Mam nadzieję, że nadchodzący rok będzie jeszcze bardziej twórczy. Ściskam Cię mocno 💙

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *