Diariusz 2021

diariusz-2021

DIARIUSZ 2021

Koniec roku coraz bliżej, więc na blogu nadszedł czas podsumowania.

Mijające miesiące przyniosły, jak to zwykle w życiu bywa, zarówno radość, jak i smutek.

Otwieram swój diariusz 2021. Niech opowie o mijającym moim roku.

 

STYCZEŃ

Rok rozpoczynam nie od postanowień noworocznych, gdyż nie czynię ich już od lat, lecz od obrania swego duchowego przewodnika na kolejne 365 dni.

Wybieram ważkę, która z jej bogatą symboliką idealnie wpisuje się w moje życie.

W Szczecinie, mieście którego zimy pozbawione są zwykle śniegu, nieoczekiwanie pojawia się wieczorna śnieżyca. Z radością idę na długi spacer, by móc wspominać w śnieżnej opowieści daleką przeszłość.

Uświadamiam sobie, co jest ważne w życiu i dzielę się refleksjami, za co okazuję wdzięczność.

LUTY

W lutym opowiadam o swoich rytuałach, które towarzyszą mi w mojej codzienności.

Kreślę też wiosenne scenariusze i piszę list do mojego Lęku.

MARZEC

Marzec przynosi mi wspomnienie walki z chorobą Wegi, od której minęły dwa lata.

Otwieram Dzienniki słoweńskie, cofam się w przeszłość i znów jestem przez chwilę w pięknym kraju, który dał mojej ukochanej suni nowe życie.

Zastanawiam się też, czy moja codzienność zgodna jest z filozofią zen?

Ustępujący powoli miejsca kwietniowi marzec, od niechcenia rzuca mi koronę, której nie pragnę.

Covid gości w naszym domu wiele dni…

KWIECIEŃ

W kwietniu zauważam, jak inna jest wiosna od tej, która towarzyszyła mi w 2020 roku.

Widzę, jak Wega powolutku zaczyna przygotowywać się do podróży za Tęczowy Most i czekam, aż nieoczekiwanie zrodzi się we mnie spokój satori.

Opowiadam także o mojej ścieżce duchowego wzrastania

MAJ

Maj, przez wiele osób uważany za najpiękniejszy miesiąc, przynosi mi splecione ze sobą radość i ogromny smutek.

W maju kończę pierwszy stopień Reiki, czym spełniam jedno z moich marzeń i fakt ten budzi mą wielką radość.

Spisując intencje majowe i snując refleksje nieplanowane nie wiem jeszcze, że czekają mnie ciężkie chwile.

Piętnastego maja, w sobotni wieczór nad Szczeciniem przechodzi burza. W domu na kocu rozłożonym na podłodze leży Wega. Tulę ją do siebie wiedząc, że to już ostatni wieczór, który spędzamy wspólnie. Choroba zwycięża ostatecznie…

W niedzielę rano mój ukochany pies po trzynastu latach i trzynastu dniach życia żegna się ze swoim ulubionym Jeziorem Szmaragdowym, by o godzinie dziesiątej piętnaście przejść przez Tęczowy Most. Towarzyszymy Wegusi w lecznicy, której była cierpliwą pacjentką. Sunia zasypia spokojnie i cicho, otoczona do końca naszą wielką miłością.

Po niedługim czasie do naszego domu wracają w drewnianej skrzyneczce jej prochy, a na ścianie zawisa plakat ze zdjęciem, na którym jest już po radioterapii, szczęśliwa.

CZERWIEC

Czerwiec, na który czekam co roku, bo przynosi moją ulubioną letnią porę roku, to czas żałoby.

Na długich spacerach, staram się jednak wypatrywać jego blasków.

Przeraźliwie pusty dom po odejściu Wegi nie jest już moim azylem. Uciekam z niego jak najczęściej, podążając ścieżkami, którymi z nią wędrowałam.

Ostatecznie w czerwcu zapada decyzja o tym, że w domu pojawi się kolejny gończy polski.

LIPIEC

Lipiec staje się powoli czasem wyciszenia. Zauważam, że wszystko dzieje się tak, jak powinno, zgodnie z kosmicznymi prawami.

Otwiera się przede mną skarbiec z pełnią letnich darów.

Staram się cieszyć z deszczowych dni, rozmyślam też o tym, co dzieje się w moim wnętrzu, gdy pojawia się emocjonalna antynomia i dwoistość.  

Dokładnie miesiąc po odejściu Wegusi, po raz pierwszy widzę swojego przyszłego pieska. Wybieramy maleńkiego szczeniaczka, który niedługo przybędzie do naszego domu.

Tymczasem jeszcze musimy poczekać miesiąc, aż maleństwo urośnie i stanie się bardziej samodzielne.

Dzięki temu możemy spędzić wspaniały weekend z naszym Przyjacielem.

Wspólny rejs po Odrze, bogata kolacja z widokiem na rozjarzoną światłami wesołego miasteczka Łasztownię i wieczór spędzony nad jeziorem Miedwie, gdzie podziwiamy przepiękny wschód Księżyca – te miłe chwile lipca zachowuję w swej szkatule wspomnień, ufając, że i w nadchodzącym roku będzie nam dane spędzić wespół podobnie miły czas.

SIERPIEŃ

Sierpień, niezmiennie kojarzony z Perseidami, to czas przepięknych letnich wieczorów, na które czekam przez cały rok.

W tym sierpniu na moim niebie błyszczy jedyna spadająca gwiazda, która zjawia się, gdy patrząc w atramentową czerń, wspominam zeszłoroczny deszcz perseidów, a moje myśli biegną ku Wedze.

Miesiąc spadających gwiazd przynosi mi w darze nowe życie – w domu pojawia się wyczekiwana maleńka Tessa.

Sierpień to także miesiąc urodzin mojego blogu, który w tym roku obchodzi drugą rocznicę swego istnienia.

I tak oto nadchodzi polecie, niezwykły czas między przemijaniem lata, a pojawieniem się jesieni.

Koniec sierpnia staje się dla mnie osobiście końcem pewnej epoki, zamykającej ostatecznie czas, spędzony z Wegą.

Ukochana Wegi i moja łąka, otoczona lasem, przestaje istnieć. Obejmuje ją w posiadanie strefa ekonomiczna. Uroczy sosnowy zagajnik zostaje wycięty, a ścieżki, którymi przechadzałam się z Wegą, zaorane. Rozpoczyna się budowa zakładu przemysłowego.

Coś się kończy, coś zaczyna. Epilogi i preludia, koło życia…

WRZESIEŃ

We wrześniu przybywa do mnie tęsknica, z którą wspólnie usiłuję odszukać swój osobisty mikrokosmos.

Podczas wyciszających spacerów po lesie, spotykam Złocisty wrzesień, który wręcza mi zaproszenie na ekwinokcjum.

Rozmyślam o końcach i początkach, wplatam w teksty pisane przez siebie haiku i słuchając gitarowych popisów Ludwika Konopko wpatruję się w przestrzeń swego wnętrza.

Moja maleńka gończa idzie do psiego przedszkola i zaczyna spisywać swe wrażenia i refleksje, które przybierają formę oryginalnego pamiętnika.

PAŹDZIERNIK

Z nastaniem października wyrażam życzenie, aby stał się dla mnie drugą wiosną.

Gubię się jednak momentami w otaczających mnie realiach i zastanawiam nad perspektywą, jaka czeka mnie w najbliższej przyszłości.

Informuję moich Czytelników o nowych zakładkach na blogu, a z nieoczekiwaną wizytą zjawia się długo nie widziana księżna Wena Twórcza.

LISTOPAD

Listopad to dnie wypełnione utarczkami z Weną i Migreną.

Pomimo tego, kończę jednak autorski projekt kalendarza z haiku z moimi zdjęciami na 2022 rok.

Dzięki gronu Wspaniałych Przyjaciół i datkom, które składają mi w zamian za kalendarz, udaje mi się spełnić moje marzenie.

Z zebranych pieniędzy, do których dokładam własne oszczędności, przygotowuję dwie paczki.

Jedna, pełna puszek i smakołyków, jedzie do schroniska dla bezdomnych zwierząt w Szczecinie.

Drugą, wypełnioną potrzebnymi środkami opatrunkowymi, wieziemy do schroniska z usługami opiekuńczymi dla bezdomnych ludzi w Szczecinie.

Dobro dzieje się naprawdę!

GRUDZIEŃ

W grudniu odbywa się udana operacja usunięcia mlecznych kłów Tessy.

Planując świąteczną paczkę ze smakołykami dla bezdomnych ludzi, patrzę w zimowe niebo, wypatrując Geminidów

Mijający rok przynosi zmiany na blogu – cykl “Szkice flanerskie” oraz niektóre teksty zostają usunięte, delikatnie zmienia się także wygląd strony i pojawiają się nowe kategorie.

💫✨💫✨💫✨💫✨💫✨💫✨💫✨💫✨💫✨💫✨

Z końcem tego roku życzę Wszystkim Wam, Kochani Czytelnicy,
by ten, który stoi za progiem,
przyniósł do Waszych serc dobro, spokój i zdrowie.

Dziękuję, że jesteście ❤️ 

Katisha

Diariusze z poprzednich lat można przeczytać tutaj: diariusz 2019 diariusz 2020.

Posty powiązane

4 Replies to “Diariusz 2021”

  1. Dziękuję Kasieńko, że prowadzisz tego bloga w tak zróżnicowany, a jednak przepełniony spokojem ducha zen. Dziękuję za to, że jesteś Kasiu! Jestem wdzięczna za to, że się poznałyśmy i zaprzyjaźniłyśmy!🤗💖💞🥰☀️✨

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.