Dotarłam już do kresu…

Życie jest jak schody pomyślałam, stojąc ostatnio u stóp prowadzących teraz donikąd schodów. W Szczecinie wiele jest takich tajemniczych miejsc, które niegdyś były atrakcjami dla mieszkańców, a obecnie bywają już porośniętymi roślinnością resztkami ruin lub obszarami zamieszkanymi jedynie przez duchy dawnych dni.

Widok tych szerokich kamiennych schodów* trącił w mej duszy nutę melancholii.
Sięgnęłam w głąb siebie, by posłuchać rozważań umysłu.

Czym dla człowieka jest życie?

Dla wielu ta codzienna wspinaczka wciąż w górę i w górę jest celem do osiągnięcia bogactwa, sławy, uznania. Pędzą więc przed siebie, za wszelką cenę zdobywając kolejne etapy, ciesząc się, gdy w szalonym wyścigu zostawiają za sobą innych i prą w górę, czasami po trupach tych, którzy wcześniej próbowali, a którym nie udało się osiągnąć szczytu.

I wtedy uświadomiłam sobie, że ja dotarłam już do kresu schodów, odnajdując swoje szczęście.
Spojrzałam wstecz.
W perspektywie widziałam kolejne etapy życia, ostatecznie wiodące mnie do miejsca, w którym jestem teraz.
Mijałam po drodze stacje, na których spędzałam wiele dni, tygodni, czasem lat.
Stacje, na których próbowałam odnaleźć spokój, a dostawałam kolejne bolesne ciosy. 

Jednak dotarłam wreszcie na szczyt, by teraz móc zobaczyć wszystko z innej, lepszej perspektywy. Widzę pozostawione za sobą lęki i depresję, zbędny bagaż emocjonalny, który targałam ze sobą niepotrzebnie tyle lat…
Zostawiłam go w końcu na którymś z tych stopni, uznając, że z nim nigdy nie uda mi się dotrzeć na górę. 

Na swojej ścieżce spotkałam w którymś momencie minimalizm. Spotkanie to stało się punktem zwrotnym w moim życiu.
Przez kilka lat skrupulatnie oczyszczałam przestrzeń wokół siebie.
Z przedmiotów, czasami zdobywanych sporym wysiłkiem finansowym, z ukochanych książek, których ilość w mieszkaniu pewnego dnia przytłoczyła mnie tak bardzo, że postanowiłam przestać je gromadzić.
Doświadczenie pustki jest dla mnie przeżyciem mistycznym.
Nic mnie nie ogranicza. Mam wgląd w swój umysł, duszę, w swoje wewnętrzne “Ja”.

Myślę o tym, ile złych, bolesnych i trudnych chwil zostało za mną.
Myślę o tym, jak bardzo zmieniło się moje postrzeganie świata.
Myślę o tym, że nawet jeśli spadnie ulewny deszcz, rozszaleje się burza albo osaczy mnie mgła, wypatrzę w oddali nikły błysk promienia słonecznego, że pośród atramentowej nocy dostrzegę poświatę dalekich gwiazd, a jeśli niebo będzie zupełnie czarne, wsłucham się w siebie i poszukam światła w swoim wnętrzu.

Światła, które ukazał mi zen…

Katisha

*schody uwiecznione na powyższym zdjęciu, obecnie prowadzące na szczyt pustego wzgórza, niegdyś wiodły do wieży Baresela – jednego z wielu punktów widokowych Szczecina. Wieża, zbudowana w 1904 roku wraz z okoliczną restauracją, została w 1945 roku zniszczona przez wycofujące się wojska niemieckie. Z czasów dawnej świetności pozostały dziś jedynie kamienne schody oraz wysadzana kostką brukową droga.

Related Post

2 Replies to “Dotarłam już do kresu…”

  1. Grunt to odnaleźć owo światło, w kierunku którego można pójść, by z czeluści mroku się wydobyć…

    1. Trudno je odnaleźć, ale warto go szukać. Ja mam to szczęście, że je dostrzegłam i zostawiłam mrok za sobą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *