Kochany Lęku, dziękuję Ci za…

kochany-leku

Kochany Lęku, dziękuję Ci za to, że jesteś.

Towarzyszysz mi, Kochany Lęku, na mojej ścieżce życia od dawna. Jesteś mi bliski, bo jakże często ostrzegasz mnie przed niebezpieczeństwem i za to jestem Ci niewymownie wdzięczna.

W pewnym okresie mojego życia zawładnąłeś mną jednak całkowicie.

Powiodłeś mnie, Kochany Lęku, w ciemne obszary egzystencji.

Co noc wyszarpywałeś z podświadomości zepchnięte emocje i wyświetlałeś w projekcyjnej sali mózgu mroczne sny, drastyczne koszmary i upiorne majaki.

O godzinie trzeciej nad ranem, po wyczerpującej walce z przysennym paraliżem zrywałam się, często z krzykiem, próbując uciekać z przerażających seansów.

Na nic zdawało się zaciskanie powiek. Nadal tkwiły tam makabryczne obrazy, które w mojej pamięci zostały już na zawsze, wyryte jak w granicie, na wieczność.

Rzuciłeś mnie na głębię w skłębioną, szalejącą wodę, strąciłeś w pełną gęstej mgły otchłań, wiodłeś widmowymi korytarzami nieskończonych labiryntów, wzdłuż szpalerów tajemniczych, zamkniętych na głucho drzwi i chwiejnymi mostami bez poręczy nad bezkresnymi przepaściami.

Więziłeś w studni bez dna o ścianach tak ciasnych, że nie mogłam nawet drgnąć, wcielałeś siłą w komando ludzi-manekinów o nieruchomych twarzach i szklanych oczach.

Pozwalałeś uciekać przed grożącym niebezpieczeństwem podziemnymi korytarzami na otwarty dziedziniec, by móc ujrzeć w górze słońce i jasny błękit nieba.

Ale wszystkie wyjścia wokół były zasypane gruzem i niemożliwością było wydostanie się z matni.

Dawałeś nadzieję, że biegnąc co sił przez długi tunel o nieskończenie wysokich ścianach, uda mi się na czas dotrzeć do gigantycznej bramy, zanim runą na mnie czarne masy nieruchomej jeszcze wody, sklepionej wzdłuż ścian, lecz toczącej już z oddali gigantyczne odmęty lodowatej, posępnej topieli.

Prowadziłeś mnie przez opuszczone miasto, a ja idąc boso po odłamkach szkła, kaleczyłam stopy do krwi i wypatrywałam znaku życia w czarnych oczodołach domów bez szyb. Świeciło piękne słońce, lecz panowała przeraźliwa cisza i świadomość, że z miasta-widma nie ma wyjścia.

Kazałeś mi wsiadać do starego tramwaju, pełnego zjaw, który wiózł mnie w odległe dzielnice do opuszczonych ruin starej fabryki, gdzie fantazmaty tańczyły swój diaboliczny danse macabre i porywały mnie do obłąkańczego tańca, który trwał bez końca.

Nigdy nie pozwoliłeś wydostać mi się z pułapki.

Nauczyłeś mnie za to, Kochany Lęku, życia z atakami paniki.

Pokazałeś mi świat z innej strony. Mogłam go zobaczyć zniekształconym i zdeformowanym, jak w dziwnym, surrealistycznym śnie.

Egzystowałam pod kloszem, spod którego udawało mi się chwilami wydostać.

Nie byłam w stanie wyjść samodzielnie z domu, doznawałam przerażających objawów podczas spacerów, czy zakupów w sklepie.

Walczyłam z Tobą przez lata, bezskutecznie.

Aż w końcu zrozumiałam, że walką Cię nie pokonam.

Uświadomiłam sobie, że muszę Cię zaakceptować i docenić.

Wyrażam więc, Kochany Lęku, głęboką wdzięczność za to, że jesteś towarzyszem mojego życia.

Ale nie chcę już Twej dominacji i surowej władzy.

Troszcz się o mnie. Przestrzegaj przed niebezpieczeństwem. Weź mnie za rękę i chroń.

Pozwól mi w każdej, nawet najgorszej sytuacji, dostrzec choćby kwark dobra. Pomóż mi wydostać go na światło dzienne, by zalśnił jak bezcenny diament i rozświetlił mi mroki ciemności.

Nie zniewalaj mi już umysłu ciężką mgłą grozy.

Nie dław przestrachem.

Nie strącaj w tę straszną otchłań beznadziei, z której powrót bywa niemożliwy.

Nie zaciskaj na szyi zimnych kościstych dłoni paniki i nie wstrzykuj w żyły koktajlu trwogi, rozpaczy i przerażenia, paraliżującego moje jestestwo.

Nie wtłaczaj do gardła ogromnych kostek lodu, ścinających lodem moją krew i mrożących ciało.

Dziś wysyłam Ci, Kochany Lęku, zaproszenie do dalszego wspólnego życia, w którym wspólnie wypracujemy kompromis i określimy swoje role.

Nie bądź już tyranem. Podaj mi rękę i stań się przyjacielem.

Katisha

Related Post

8 Replies to “Kochany Lęku, dziękuję Ci za…”

  1. Piękne, wartościowe, terapeutyczne, lecznicze, oczyszczające i… trudne! To prawie jak pokochać swojego Wroga uczuciem bezinteresownym, szczerym i otwartym. Ale tak właśnie trzeba próbować… Szacunek.

    1. Dziękuję! Masz rację, to pokochanie wroga i przeistoczenie go w przyjaciela. Trudne wyzwanie, lecz nie niemożliwe. Zgodnie z filozofią zen, staram się patrzeć na wszystko oczami współczucia, zatem i na lęk także. Ufam, że w końcu, po latach, staniemy się przyjaciółmi…

    1. Dziękuję, Aniu! Myślę, że z mojej strony do pierwszy krok do porozumienia z lękiem. Wiem, że on tak szybko nie odpuści i się nie podda, ale ja spróbuję być konsekwentna. Najlepsze co mogę zrobić dla siebie, to akceptacja i niekończące się próby zaprzyjaźnienia z tą trudną emocją. Pozdrawiam!

  2. Kasiu, to jeden z najpiękniejszych Twoich tekstów. Co tam, nie waham się napisać – jeden z najbardziej plastycznych, jakie w życiu czytałam. Razem z Tobą czułam otaczające mnie przerażające manekiny, ciasne ściany i ciemność…
    Niesamowite👏👏👏❤

    1. Asiu, dziękuję. Nigdy nie zapomnę tych snów. Były tak realne i żywe, że opisanie ich stało się bardzo proste. Jeden z nich stał się kanwą opowiadania “Upiorna maskarada”, które zamierzałam zamieścić w nowej odsłonie “Makabresek”, ale póki co, porzuciłam pisanie, więc “maskarada” leży sobie gdzieś w chmurze i czeka na swój czas. Pozdrawiam!

  3. Przeniknął mnie ten tekst osobiście. Tak bardzo rozumiem. Tak bardzo czuję każde słowo, każde zdanie. Wyświetlam obrazy z Twojego opowiadania. Przerażające…
    Trzeba zaakceptować, walka nic nie da. Też próbowałam. Teraz zbieram sygnały i wiem, co mnie przerasta, co objawia się paniką. Lęk jest w każdym dźwięku telefonu, w każdym dzwonku do drzwi, w każdym westchnieniu najbliższych. Myślisz, że można się z nim przyjaźnić? Może to najlepszy sposób?
    Jestem. I dziękuję, że Ty jesteś 💙 Bądź!

    1. Monika, myślę, że z każdą emocją można się zaprzyjaźnić. Lęk jest trudnym przeciwnikiem w życiu, dlatego warto go oswoić, zaakceptować i spróbować zaprosić do swego życia jako przyjaciela. To jest trudne, ale na tym polega rozwój duchowy i oczyszczanie naszej ścieżki życiowej. Warto rozpoznać sytuacje, w których on się pojawia. Spróbować się im przyjrzeć z boku, pisać o lęku, pisać do lęku, rozmawiać z nim, poznać go na tyle, by przestał się nam kojarzyć z monstrum, a stał się po prostu jednym z uczestników tej uczty, jaką jest życie. U mnie lęk pojawia się najczęściej w odniesieniu do kwestii zdrowia mojego i mojej rodziny, a także w przypadku życia i zdrowia Wegi, ale to temat na inne rozważania.
      Mam nadzieję, że spróbujesz zrobić pierwszy krok do akceptacji swojego lęku. Każdy następny przyniesie odrobinę ulgi. Życzę Ci pięknego i spokojnego życia, z tym oswojonym lękiem. Dziękuję, że jesteś!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *