Końce i początki

konce-i-poczatki

Końce i początki, z nich składa się cała nasza egzystencja, pomyślałam parę dni temu, gdy ujrzałam odlatujące żurawie.

Definitywnie zakończyło się już lato.

Wyciągnęłam z zamrażarki ostatnie pudełko z zamrożonym rok temu dyniowym musem. Pojawiła się refleksja, że gdy wtenczas kroiłam tę dynię, by ją upiec, była z nami jeszcze Wega.

Dziś jest Tessa.

Końce i początki.

Odeszło jedno życie, by pojawić mogło się nowe.

Piekę wegańskie dyniowe ciasto. Mieszkanie wypełnia woń cynamonu i imbiru. Krzątam się po kuchni.

Nagle w odgłosy codzienności wplata się donośny dźwięk, który każe mi rzucić wszystko i podbiec do okna.

Stoję jak zaczarowana i chłonę cudowne widowisko, jakie rozgrywa się za oknem.

Nad moim osiedlem przelatuje wielki klucz żurawi. Lecą bardzo nisko. Przez otwarte okno słychać łopot ich ogromnych skrzydeł. Kilkadziesiąt ptaków. Głośny klangor rozbrzmiewa echem jeszcze długo po ich przelocie.

Końce i początki.

Lato żegna się, ustępując miejsca jesieni. Wkrótce ekwinokcjum, na które wręczył mi zaproszenie złocisty wrzesień.

Spotykam go codziennie, gdy popołudniami jeżdżę do lasu z Tessą. Porzuciłam na chwilę Puszczę Bukową, by odkrywać uroki sosnowego boru.

Moje spacery są teraz medytacją uważności w ruchu.

Sprężystość mchu pod butami i miękkość piasku.

Woń leśnych wrzosów.

Zapach grzybów i wilgotnej ściółki.

Porozpinane między gałęziami, mieniące się tęczowo, pajęczyny.

Jesienne galasówki w barwach bursztynu na liściach młodych buków.

Wiotkie babie lato, muskające włosy.

Płynne złoto słońca rozproszone między drzewami, spływające miękko na trawy.

jesienny spacer
śreżoga pośród sosen

oświetla wrzosy

Dzikie gęsi w idealnie uformowanych kluczach, żegnające się ze mną do przyszłego lata, odlatują daleko.

Końce i początki.

Koniec bosych stóp, lekkich t-shitrów i mrożonej kawy.

Początek ciepłych bluz i gorącej herbaty w termicznym kubku.

Koniec długich jasnych wieczorów.

Początek wczesnej szarej godziny, rozświetlonej ciepłym blaskiem świeczek.

Przyroda powoli wplata w swój szmaragdowy płaszcz srebro babiego lata, złoto coraz krótszych promieni słonecznych, czerwień borówkowych owoców i ciepły brąz kasztanów.

Końcówka września to dla mnie chwilowy koniec spokojnych sobotnich poranków i początek kilkutygodniowych treningów z Tessą w psim przedszkolu. 

Kres kolejnego etapu w życiu i początek następnego.

Da capo al fine…

I tylko niezmiennie słucham, jak odjeżdża ostatni pociąg donikąd, a pobliskimi torami przez stację “Szczecin Zdroje”

nocne ekspresy
uciekają przed świtem
nieuniknionym
Leszek Engelking

Katisha

Related Post

6 Replies to “Końce i początki”

    1. Cóż, staram się dostrzegać dobre strony jesiennej pory, choć najtrudniej mi pogodzić się z coraz wcześniejszą ciemnością za oknem. Pozostaje nadzieja, że czas chłodów i mroku przeminie szybko. Uściski!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *