Kontemplacje lipcowe

kontemplacje-lipcowe

Kontemplacje lipcowe, refleksyjne mocno, minorowe odrobinę, lecz i niosące nadzieję, że Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie” – jak śpiewał niegdyś Tomasz Lipiński z zespołem Tilt.

Kontemplacje lipcowe, mocno pokolorowane treścią piosenki The Eagles“Hotel California”, którą odnoszę chwilami ostatnio do mojej rzeczywistości.

Czekałam niecierpliwie na letnie wieczory.

Planując sobie fotograficzne plenery z makrofotografią i złotą godziną sądziłam, że będę podziwiać znów ciche jachty w marinie, słuchać pluskania fal nad Miedwiem, uczestniczyć w koncertach świerszczy i zachwycać się widokiem nieba.

On a dark desert highway, cool wind in my hair
Warm smell of colitas, rising up through the air”**

Nie do końca chodzi tu może o mroczną pustynną autostradę, lecz brak mi wiatru we włosach, otwartych w samochodzie szeroko okien i płynących z głośników dźwięków… między innymi “Hotelu California” 😆

Nie tęskno mi za zapachem colitas*, lata temu wyczuwanym w dusznych przestrzeniach klubów, lecz za aromatem rozgrzanego lasu i łąkowych czy polnych ziół.

Rok temu w lipcu wpatrywałam się w przepiękny księżyc, który hipnotyzował mnie swym blaskiem.

Tegoroczna pełnia Burzowego Księżyca i zarazem Superksiężyca przeminęła gdzieś między kolejną migreną a troskami o codzienność.

Jedyny do tej pory wydarty markotnej egzystencji wieczór, w którym usłyszałam na żywo grające świerszcze, to chwila spędzona w niedalekiej strefie ekonomicznej, która jeszcze nie do końca zagarnęła w swoje posiadanie ogromne pola nawłoci i trawiastych podmokłych łąk.

kontemplacje-lipcowe

Rok zaledwie minął, a wyczekiwane wieczory lata są jakże różne od tych zeszłorocznych…

Dwa lata temu lipiec był miesiącem spełnionych marzeń.

A dziś?

“And I was thinking to myself: “This could be heaven or this could be hell”

Wciąż czeka na mnie kamienny mostek w Giżynie i drugi brzeg Miedwia z widokiem błyskających na horyzoncie czerwonych świateł turbin wiatrowych.

Tak blisko, a tak daleko zarazem…

Hen ode mnie dziś marina jachtowa w Lubczynie.

Za daleko, by móc codziennie pojechać tam, jak zeszłorocznym latem, by w skupieniu i ciszy posłuchać opowieści kołyszących się do snu na gładkiej tafli jeziora żaglówek.

Ścieżki pieszo-rowerowe, niby rzut kamieniem od Szczecina, lecz też już niedostępne w szarzyźnie codziennych trosk w obszarze finansów.

“we are all just prisoners here, of our own device”

Temat obfitości zgłębiam od jakiegoś czasu, póki co, bez spektakularnych efektów, czując się wciąż więźniem własnych słabości, związanych z kodami, wzorcami i schematami, tyczącymi bogactwa i pieniędzy.

Nikon zasnął snem sprawiedliwego na półce i czeka na lepsze czasy, a ja szukam sposobu, by wrócić do miejsca, w którym już byłam

“I had to find the passage back
To the place I was before”

mając nadzieję, że stalowe noże determinacji zabiją bestię o imieniu “Sceptycyzm”

“The stab it with their steely knives, But they just can’t kill the beast”

i wyjście z zaklętego kręgu zwątpienia wreszcie się uda 🙌🏻🙌🏻🙌🏻

“You can check-out any time you like But you can never leave!”

Na koniec garść moich lipcowych inspiracji:

  • Star Walk 2 aplikacja służąca do obserwacji nieba
  • Strona Poliny Oshu, artystki rysującej przepiękne roślinne motywy
  • Cytat z książki “Mniej znaczy lepiej. O tym, jak odejście od wzrostu gospodarczego ocali świat” Jason Hickel

“My nie jesteśmy obrońcami rzeki. J e s t e ś m y rzeką.”
Rybak znad rzeki Magdaleny w Kolumbii

Dziękuję za polecenie tej lektury, Aga ❤️

Ponadto w planach mam:

  • naukę jazdy na hulajnodze, o której myślę od czasu, gdy w Szczecinie pojawiła się możliwość wypożyczenia elektrycznych hulajnóg (aplikacja w telefonie czeka, ale potrzebna mi była motywacja – Aga, dziękuję, dzięki Tobie się chyba odważę 🤗)
  • kurs rysowania wzorów roślinnych – zaczynam, póki co, od szlaczków 🤣
  • ukończenie kolejnego tomiku haiku o tytule “Złota godzina” (tomik pierwszy – “Przebłyski” – to już projekt zamknięty)
  • prowadzenie dziennika literackiego

kontemplacje-lipcowe

Pięknych lipcowych dni, moi Drodzy! 

Katisha

*colitas – meksykańskie slangowe określenie marihuany

**tłumaczenie tekstu “Hotelu California” można znaleźć tutaj: tekstowo, pamiętając wszakże o tym, że powstało wiele interpretacji tego utworu, a o tym, która z nich jest prawdziwa, przeczytać można na stronie: rockers

Posty powiązane

2 Replies to “Kontemplacje lipcowe”

  1. Trzymam kciuki za wydanie Tomiku 1, napisanie Tomiku 2 i za jazdę na hulajnodze! 🙂 A czasy są słabe… Trzeba jakoś się trzymać i mieć nadzieję na przyszłość, wszak jakaś ona być musi, pytanie tylko JAKA?

    1. Dziękuję! Co co przyszłości, pozostaje nadzieja, że jednak będzie dla nas wszystkich dobra 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.