Lipiec. Pełnia letnich darów

lipiec-pelnia-letnich-darow

“Lipiec:
Lipa, miodami pachnąca,
jak piec rozogniona kwiatem.”
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Kiedy rok temu kreśliłam plany na lipiec, nie sądziłam, że te 365 dni zmienią tak wiele w moim życiu.

Lipiec, na który tak bardzo ostatnimi laty czekam, przysłoniło mi w zeszłym roku czarne słońce depresji.

Na szczęście okazał się on też porą spełnionych marzeń  i czasem, w którym snułam swoje ulubione opowiastki z pól, łąk i lasów.

“Parny, duszny, upalny lipiec. Zwolnijcie. Albo w ogóle się zatrzymajcie.
Nadeszła pora zawieszenia ambicji i oczekiwań.
Koniec z ubieraniem się, telefonami komórkowymi i kalendarzem.
Obecnie nasze potrzeby jakby się zmniejszyły.
Czyżby dlatego, że zostały zaspokojone?
Cienisty zakątek, zimne napoje, chłodny wiatr –
czy to w domu, czy na zewnątrz.
Przerwa w rygorze dnia.
Czas wolny od poprawnego zachowania.
Lato to nie tyle pora roku, ile melodia,
która brzmi zadowoleniem nuconym przez nas od rana po zmierzch.”

Sarah Ban Breathnach

Właśnie taki był ubiegłoroczny lipiec… A dziś?

Minął rok i wszystko tak bardzo się zmieniło.

Odeszła za Tęczowy Most ukochana Wega.

Cierpienie po jej utracie stało się dla mnie szansą, by nauczyć się niełatwej sztuki akceptacji. Bez początku bez końca zdobywałam szlify trudnej umiejętności nieprzywiązywania się i starałam się wdrożyć w życie wiedzę o tym, że nie ma w nim niczego trwałego.

Anicca.

Powoli ugruntowywałam w sobie spokój. Pojawił się też pierwszy uśmiech, choć najpierw przez łzy.

Dziś, kreśląc te słowa, mam w sobie całkowitą pewność, że kosmiczne prawa dokładnie warunkują nasze życie i wytyczają ścieżki, którymi podążamy.

I że wszystko dzieje się w tym czasie, w którym ma się zadziać.

Nie ma przypadkowości.

Wszechświat otwiera przed nami kolejne drzwi, gdy osiągniemy wewnętrzną gotowość, by wejść na wyższy poziom. Zawsze najpierw musimy jednak sumiennie odrobić zadane nam lekcje.

Dziś wiem, że mój ukochany pies odchodząc, podarował mi nową wolność i szansę na przekroczenie progu drzwi do kolejnego wymiaru.

Wszystko dzieje się po coś…

Przede mną otworzył się skarbiec pełen darów:

1. Codzienna poranna medytacja w buddyjskiej Sandze, praktykującej w tradycji Thích Nhất Hạnha, mojego ukochanego Mistrza zen i nowa znajomość z osobą, która mieszka w Szczecinie i z którą będę mogła spotykać się na wspólnej praktyce uważności.

2. Ukończenie drugiego stopnia Reiki.

3. Nieśmiały powrót do fotografowania.

4. Nawiązanie kontaktu z wirtualnymi koleżankami z fejsbukowej grupy webinarowej Agnieszki Maciąg. Nasze pierwsze spotkanie poza internetem już w tę sobotę.

5. Decyzja o pojawieniu się w domu kolejnej suczki rasy gończy polski. Rasy przeze mnie ukochanej. Następczyni Wegi rośnie pięknie, a my, powoli kompletując wyprawkę, czekamy na sierpień, kiedy przyjdzie czas, by móc odebrać szczeniaczka z hodowli.

6. Realna szansa na rozpoczęcie pisania książki. Dziękuję, Kochana Małgosiu, 🙏🏻❤️ za Twój pomysł wzajemnego wspierania się podczas tworzenia.

7. Zamysł poznania tajemnic Kronik Akaszy. Kiedyś, w przyszłości…

Kończę pisanie. Za oknem w ciemności krople deszczu subtelnie szemrzą, życząc dobrej nocy.

Przez uchylone okno sączy się do pokoju chłodne powietrze, a ja szkicuję w myśli plan kolejnego dnia.

Rano posłucham lub sama przeczytam piękną gathę przed medytacją. Usłyszę dźwięk dzwonu uważności, który ugruntuje mnie w tu i teraz. 

Na śniadanie zjem kawałek soczystego arbuza.

Wybiorę się na targ po świeże truskawki i pójdę na sąsiednią ulicę, nacieszyć się zapachem kwitnących lip.

Upiekę wegańskie i bezglutenowe kruche ciasteczka.

A jeśli zaświeci słońce, po południu wybiorę się na ukochaną łąkę Wegi i naszą, by posłuchać, jak rośnie trawa. 

By zanurzyć się całkowicie z wdzięcznością w teraźniejszości.

I poczuć w sobie zen.

“Dęby okryły się karbowanymi liśćmi,
źrenice kotów w samo południe robią się wąskie jak igiełki,
pies położył się w cieniu.
Takie jest właśnie lato. (…)
Jakaż to doskonała okazja,
by zjednoczyć się z ostateczną prawdą wszechświata,
by zgłębiać ciszę.
Zen to po prostu patrzeć na otwierający się pąk,
słuchać, jak latem rośnie trawa.”

Henri Brunel

Katisha

Related Post

6 Replies to “Lipiec. Pełnia letnich darów”

    1. Dziękuję, Aniu. Co wyjdzie z pisania, okaże się za jakiś czas. Na razie staram się pisać codziennie, póki mam wenę i chęci 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie!

  1. Kasiu, tyle planów i uśmiechów przed Tobą. Jak pięknie.
    Bardzo mnie zaciekawił punkt o książce 🙂
    Wszystko dzieje się po coś, dzieje się w odpowiednim momencie. Po to, byśmy mogli wzrastać 💙

    1. Tak, wszystko dzieje się w określonym celu, choć żeby to pojąć, trzeba przejść długą drogę. Książka się powoli pisze, codziennie kilka zdań. Pięknego lipca dla Ciebie, Błękitna Poetko 💙

  2. Ruszasz znów do przodu – to cieszy! Nowo zapoznane osoby zawsze tutaj na propsie! Potrzebujesz tego. Zapach lip jest obłędny, jeden z moich ulubionych! A słuchanie, co w trawie piszczy winno koić, wyciszać i nastrajać pozytywnie – tylko uważaj na kleszcze! 🙂

    1. Staram się ruszyć naprzód, bo wiem, że stanie w miejscu to tak naprawdę cofanie się. Idę więc dalej przed siebie, w swoim tempie, tak, jak czuję. Przed kleszczami doskonale chroni olejek lawendowy, mój ulubiony, zatem ich inwazja nie jest mi straszna 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *