Misterium

misterium

W sobotni wieczór, obserwując wschód Księżyca nad jeziorem, doznałam niesamowitego uczucia zjednoczenia z przyrodą i przeżyłam wspaniałe misterium.

Uzmysłowiłam sobie, jak dalece odczuwam teraz zespolenie z kosmiczną energią.

Misterium tej pełni Księżyca uświadomiło mi również, że możliwe jest pokonanie własnych ograniczeń i uzdrowienie swych lęków.

Księżyc, dawniejszymi czasy, przejmował mnie grozą. Mroźne srebrne światło, sączące się z przestworzy czarnego nieba, przywodziło na myśl lodowate oświetlenie w ponurym budynku starego prosektorium, w którym przychodziło mi bywać.

W jednym z wierszy* Sylvii Plath, mojej ulubionej niegdyś autorki, Księżyc symbolizuje światło umysłu (wyobrażonego w formie czarnych drzew), zimne i planetarne. Wypatruje się go, wędrując ku niebu wzrokiem wzdłuż gotyckiego kształtu cisu, drzewa kojarzonego ze śmiercią. 

Zimne światło, gotyk, czarne drzewa i cis są atrybutami mającymi raczej złowróżbne konotacje, stąd i postrzeganie Księżyca w ich asyście nie usposabiało mnie radośnie.

Księżyc jest twarzą samą w sobie, pisała poetka, a ja odwracałam od tego oblicza ze zgrozą oczy, szczelnie zasłaniając w domu okna, gdy wyobraźnia podsuwała mi obraz szyderczo uśmiechniętego fizys.

Odkąd jednak zaczęłam mocniej integrować się z naturą i analizować zagadnienia kosmicznej energii, z radością przyglądam się jasnej tarczy, prosząc księżycowe promienie, by jak najczęściej składały mi wizyty.

Podczas sobotniej pełni dwudziestego czwartego dnia lipca, zwanej Pełnią Burzowego (także Siennego lub Koźlego) Księżyca przeżywam fascynujące misterium.

Po gorącym dniu, chwila wyciszenia. Szept trzcin i łagodny plusk wody koją zmysły. Do pobliskiego amfiteatru wolno przybliża się Noc…

„ (…) Zaróżowiona zachodem noc idzie
od strony lasu powoli, leniwie,
niechętna czarnej wieczorowej sukni,
którą ma włożyć przed wyjściem na scenę.
Niewdzięczna rola – usypianie widzów.
Lecz kto gra inną? I z westchnieniem noc
wpina we włosy czarnego motyla.”
Ludmiła Marjańska, „Personifikacja”

Siedzę na ławce, w najwygodniejszej dla mnie pozycji – siadzie skrzyżnym. Usiłuję wymazać ze świadomości dobiegające z daleka dźwięki dyskotekowej muzyki. 

Na horyzoncie jarzą się czerwone światła gigantycznych turbin wiatrowych.

Z perspektywy wyglądają, jak rozrzucone niedbale w powietrzu rubiny, zawieszone gdzieś pomiędzy ziemią i niebem, na niewidzialnych nitkach. Na ułamek sekundy zaledwie rozbłyskują głębokim karminem, po czym gasną w gęstniejącej szarości.

I znów, i znów.

Da capo al fine… 

W marinie na przeciwległym brzegu zapalają się światła. Migotliwe ogniki tańczą wśród wysokich trzcin. 

Lecący nad głowami obiekt ciągnie za sobą świetlistą smugę. Nie, to jeszcze nie perseidy.

Zwyczajny satelita zaledwie.

I oto nad spokojną taflą jeziora pojawia się delikatny zarys okręgu. Wschodzi Księżyc. Na ciemnym firmamencie początkowo widać jedynie jego nikły cień.

Kolor tarczy wprawia mnie w zdumienie, budząc zachwyt.

Luna przybrała krwistoróżową barwę,

Zafascynowana obserwuję powolną wędrówkę ogromnej kuli po nieboskłonie.

Im wyżej się wznosi, tym jaśniejszym światłem błyszczy.

Gdyby księżycowi dorobić ozdobną rączkę, powstałby piękny wachlarz! pisał Sōkan.

Zaiste, z dzisiejszego Księżyca można byłoby stworzyć arcydzieło.

misterium

Głęboka toń jeziora marszczy się lekko.

Na drżących falach jawią się znaki. To księżycowa poświata kreśli krwawo lśniące kreski, układające się w kształt ścieżki.

Mångata**, myślę. Księżycowa droga, ścieląca się po wodzie.

Opuszczam brzeg jeziora, gdy Księżyc jest już wysoko na nieboskłonie. Lśni teraz przyjaznym ciepłym złotym blaskiem.

Krwisty cień rozpuścił się w kosmicznej otchłani, ale olśniewające misterium trwa nadal.

Szkoda, że czas wracać już do domu…

„Idę drogą.
Jeden krok po ścieżce,
jeden do księżyca.”
Bashõ Matsuo

Katisha

*”The Moon and The Yew Tree”, w tłumaczeniu: “Księżyc i cis”

**Mångata z języka szwedzkiego: mån – księżyc, gata – droga. Słowo określające kształt odbicia księżyca, pojawiający się na wodzie i układający  w zarys ścieżki.

fot. pixabay

Related Post

4 Replies to “Misterium”

  1. Skąd ta czerwona barwa księżyca? Dlaczego w tej pełni księżyc jest taki, nie inny?
    Takie pytania kołaczą mi się po głowie w związku z tą pełnią.

    1. Dla mnie pełna wyjątkowa, bo po raz pierwszy obserwowałam wschód Księżyca i jego powolną podróż po niebie. Do tego w wyjątkowym towarzystwie i cudownych okolicznościach – jezioro, letni wieczór, cisza. O czerwonej barwie przeczytałam, że Księżyc przybiera ją wówczas, gdy wchodzi w zewnętrzną część cienia rzucanego przez naszą planetę. Wówczas rozświetla się właśnie taką czerwonawą poświatą.

  2. Byłem, widziałem, choć aż tak głęboko i pięknie nie przeżywałem! 🙂 Potwierdzam jednak – było wyjątkowo!

    1. Okoliczności przyrody niepowtarzalne, towarzystwo miłe sercu, koniecznie trzeba powtórzyć to za rok!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *