Myśli o sensie życia i zwrot ku wolności

Porządki w sferze wirtualnej, o których pisałam ostatnio Wiosna, zmiany i cytatystały się początkiem procesu oczyszczania mojego wnętrza. Poukładana wokół przestrzeń sprzyja głębszemu wnikaniu w umysł i zadawaniu pytań. Pytań o sens tego, co robię i jak żyję.

Zaczęłam się zastanawiać nad celowością prowadzenia strony i pisania tekstów.  A później także nad sensownością zajmowania się fotografią.
I w swoim grubym zeszycie, założonym dla pisania porannych stron, a ostatecznie pełniącym funkcje dziennika i notatnika (z przewagą tego pierwszego) zapisałam wyraźnym drukiem pytanie do siebie samej: 

PO CO JA TO ROBIĘ? JAKI JEST TEGO SENS?

Jest we mnie sporo lęku ostatnio. Lęku o przyszłość, ale i o teraźniejszość.

Nie, to jeszcze nie ta gęsta szara masa, oblepiająca mnie i paraliżująca całkowicie wszelkie ruchy, ale coś, co powoduje, że splot słoneczny zamienia się nagle w kostkę lodu, której chłód promieniuje na całe ciało, powodując odrętwienie. 

Kreślę sobie jednak jakieś niezobowiązujące harmonogramy i nawet czwartkowy projekt Minimalistycznych Migawek mam już zaplanowany na WordPressie aż do końca maja, ale tkwi we mnie głęboko dylemat, jaki jest sens moich działań?

Nie, nie odpowiedziałam sobie jeszcze na zadane sobie pytanie. Waham się i rozważam różne scenariusze, bo ostatnio coraz częściej gdzieś w środku słyszę ten dyskretny szept, który mówi mi, żeby wylogować się z social mediów, usunąć konta, odzyskać spokój i zagłębić w ciszę. 

Kilka lat temu, gdy skasowałam swoje konto na Facebooku, odczułam ogromną ulgę.

Dziś, chwilami, po roku niespełna istnienia od nowa w tym miejscu, znów ogarnia mnie chęć rejterady w obszary wolne od lajków, stron, grup itd.

Zadaję sobie pytanie, czy te wszystkie webinary, lajwy, wyzwania i treningi są mi naprawdę potrzebne?

Wiele z nich zabiera mi drogocenny czas, który mogłabym poświęcić na lekturę klasyki, zrobienie sesji zdjęciowej, czy opisanie emocjonalnie cennej dla mnie chwili w dzienniku. 

„Odlubiłam”więc ostatnio całą masę stron i opuściłam wiele grup. Staram się już uważnie wybierać treści, które są dla mnie istotne i ważne. Krytycznie przyglądam się wszelkim zaproszeniom i coraz więcej ich odrzucam. 

Wybieram dla siebie wolność od przymusu bycia obecną w każdym zakątku social mediów. 

“Podstawowym warunkiem tego, żebyśmy mogli usłyszeć wołanie piękna i na nie odpowiedzieć, jest cisza. Jeśli nie mamy ciszy w sobie – jeśli nasz umysł, nasze ciało są pełne zgiełku –
nie jesteśmy w stanie usłyszeć, jak woła do nas piękno.”
Thich Nhat Hanh

Stałam się ostatnio dzięki temu jeszcze bardziej świadoma, że NIE MUSZĘ. Naprawdę!

Poczucie bycia wolnym jest bezcenne. Nie zamierzam zmarnować reszty życia na podporządkowywanie się przeróżnym „wypada”, „trzeba”, „należy” – w granicach rozsądku, rzecz jasna.

Konkludując, doszłam do wielu wniosków. Niżej dzielę się tylko kilkoma z nich.

1. NIE MUSZĘ robić idealnych zdjęć. Nie jestem profesjonalistą i nigdy nie będę, więc choć znam teorię, straconych lat praktyki nic mi nie zwróci.
Nie będę zatem w nieskończoność rozważać, czy bardziej odpowiedni będzie teraz pomiar światła punktowy czy centralnie ważony?
Nie będę wnikliwie i długotrwale analizować histogramu i rozpaczać nad tym, że spirala Fibonacciego nie zmieściła mi się w kadrze.

Będę za to robić zdjęcia. Po prostu.

2. W związku z tym, że nie jestem niczym klonem, a autonomiczną i unikatową jednostką, NIE MUSZĘ robić zdjęć z gatunku mile widzianych i modnych flat lay, koniecznie następnie podrasowanych presetami z Lightrooma.

Jestem sobą i mogę fotografować ulubione trawy, na które nałożę filtr z Photocape’a, bo Lightroom nie dla mnie. Na moim Macu wersja „pudełkowa” już nie pójdzie, bo aktualizacje na to nie pozwalają, a na subskrypcję nie zamierzam wykładać funduszy, których nie posiadam.

Edit – odkryłam, że Lightroom w wersji free istnieje na urządzenia mobilne, więc jednak te presety…

„Nie oglądaj się na innych ale fotografuj tylko to co Cię interesuje. Nie rozwiniesz Swojej Pasji jeżeli będziesz postępować wbrew własnym przekonaniom.” napisał na swoim blogu Marek Waśkiel, fotografik, którego przepiękne pejzaże Podlasia podziwiam na Instagramie.

Do tej mądrej rady zamierzam się od teraz stosować.

3. NIE MUSZĘ mieć od początku istnienia konta idealnie skrojonej siatki zdjęć na Instagramie, która powinna być obowiązkowo spójna i bez zarzutu .

OK, zgadzam się na presety z wersji free Lightrooma, ale wśród zdjęć traw i innej roślinności chcę od czasu do czasu umieścić zachód słońca i niebo, więc sorry, spójności stuprocentowej nie będzie.

Wyryłam sobie w głowie złotymi zgłoskami słowa, które napisał w jednej ze swoich książek David duChemin:„Artysta musi mieć w sobie coś z anarchisty.”

I będę o tym pamiętać. Zawsze!

4. Jestem wolna od nakazów mody i rozbuchanego konsumpcjonizmu. NIE MUSZĘ kupować co roku nowych mebli, a co miesiąc nowych butów, torebek, szmat i kosmetyków, bo „trzeba się pokazać” i wykreślać kolejne punkty z kilometrowych list „must have”.

5. Cieszy mnie wolność od porównywania się z Kowalską, Nowakiem czy Malinowskim. Kowalska zmienia samochód co pół roku i lata na weekendy do Honolulu, Nowak ma całą stodołę zabytkowych aut i mieszka w pałacu, a Malinowski buduje prom kosmiczny, więc i ja muszę, bo inaczej się uduszę zazdrością, zawiścią i kompleksami.

Otóż nie, NIE MUSZĘ! I nie przyrównuję się do nikogo.

6. Zachwycam się swobodą od przymusowej przyjemności podróży na narty, obowiązkowo we włoskie Dolomity, bo, panie dzieju, w pewnych środowiskach to obligatoryjna i obowiązkowa pozycja wywczasów.

“Jeszcze jedna rzecz: nie przejmować się wciąż tylko swoją „pozycją” w świecie. Kolejny miraż.
Istnieję. To wystarczy.”

Sylvia Plath

I, jakie to uwalniające, NIE MUSZĘ spędzać urlopu na Jamajce, uczestniczyć w safari czy wdrapywać się na Machu Picchu, żeby udowodnić innym swoją wartość.

***

“Zwolnij i ciesz się życiem. Gdy pędzisz za szybko, umykają ci nie tylko piękne widoki,
ale również świadomość, dokąd zmierzasz i po co.”
Eddie Cantor 

Idąc kilka dni temu ulicą uświadomiłam sobie, że prawie biegnę. Zatrzymałam się. Rozpięłam parasolkę, bo zaczął padać deszcz. I powoli ruszyłam naprzód. Wtedy zauważyłam nabrzmiałe pąki na drzewku magnolii. 

“Aby stać się wolnym, trzeba dać sobie odpowiednio dużo przestrzeni i spokoju.”
Thich Nhat Hahn

Spokój, uważność i cisza. Są mi dziś niezwykle potrzebne, by odzyskać utraconą wolność, by iść naprzód w swoim tempie.

I by znowu żyć podług zen…

Katisha

Related Post

14 Replies to “Myśli o sensie życia i zwrot ku wolności”

  1. Jakże piękne są dziwactwa i …dziwacy w świecie, gdzie większość jest do siebie tak podobna. Życzę Ci, Kasiu, odwagi bycia dziwaczką :-).

    1. Dziękuję, Mag! Zaczęłam już ograniczać czas spędzany w social mediach. 🙂 Ściskam mocno!

  2. Cisza i kontakt z przyrodą, teraz “łatwiejsze” w czasach antywirusowej kwarantanny od ludzkich zbiorowisk, to czynniki i dla mnie są zbawienne. Od zawsze. Czynniki to spowalniające, relaksujące i odświeżające!

    Twój Blog, w takiej formie jaki jest teraz, jest również i mnie bliski, zatem bardzo proszę – nie znikaj stąd pod żadnym pozorem! 🙂

    Ale że spirala Fibonacciego nie mieściła Ci się w kadrze – to jestem szczerze tym zdziwiony, zaskoczony, oburzony, a finalnie wręcz zniesmaczony! 😉 Wywalaj te foty – a chyżo! 😉

    1. Blog nie zniknie, przynajmniej na razie, choć chwilowo będzie mniej zdjęć. Gdy pogoda sprzyja sesjom, wirus zamknął nas w domach. Cóż, trzeba przetrwać.
      Spiralą pana F. już się nie przejmuję 🙂

  3. Odnośnie punktu 3 – to mnie hamowało przed blogowaniem. Że nie wiem do końca, jak i co chcę pisać i jak ma wyglądać mój blog. A przecież chcę pisać dla własnej przyjemności, a nie po to, żeby to było idealne 🙂

    1. Trzeba zadać sobie pytanie – po co piszę i dlaczego prowadzę blog? Jeśli chcę na nim zarabiać, to profesjonalizm jest koniecznością, ale nie każdy może sobie pozwolić na płatne opcje. Z czasem każdy blog ewoluuje, zmienia się, jak my wszyscy i często jest to zmiana na lepsze. Pozdrawiam 🙂

  4. Kasiu, niezwykle mądrze podchodzisz do siebie i życia. Mam już swoje lata i mogę ze spokojem stwierdzić, że wyjazd do Hiszpanii zrobił mi największą przysługę ))) Spowolniłam baaardzo. “Pozamiatałam” wokół siebie i jest mi z tym znacznie lżej. Rozumiem Cię więc doskonale! Dajemy sobie miejsce na przepływ dobrej energii, na wypełnianie jej krystaliczną czystością siebie, a dzięki temu na lśnienie własnej duszy. I masz rację, bez tego nei da się zauważać piękna wokół)))
    Miłego dnia!

    1. Aniu, zrozumienie takiej postawy i dojście do miejsca, w którym jestem zajęło mi parę lat. Lecz systematycznie oczyszczając wokół siebie przestrzeń dostrzegałam coraz więcej i uczyłam się, co jest tak naprawdę ważne dla mnie. Wciąż jeszcze porządkuję myśli, ale wiem, że porzucając stare ścieżki wkraczam na drogę, która jest moim przeznaczeniem. Spokojnej niedzieli!

  5. Kasia,
    Bliskie mi jest to, co piszesz o ciszy, niekonieczności czegokolwiek, wewnętrznym buntowniku, który jest w każdym twórczym człowieku i pozbyć się go, to zanegować część siebie oraz słowach Sylwii o cudzie istnienia!

    Poznanie siebie jest kluczowe i dopiero z tego wypływa czy chcemy siebie czy swoje wartości innym komunikować i w jaki sposób… Dobrze, że jesteś. Nikt nie jest taki jak Ty.

    Olga

    1. Dziękuję, Olga! Cieszy mnie, że są osoby, które potrafią zrozumieć takie postawy. Wiele ludzi traktuje to jak dziwactwo, ale cóż… Istnieję. To wystarczy 🙂 Uściski!!!

    1. To dla niektórych trudna sztuka – być nonkomformistą 🙂 Potrzeba czasem wielkiej odwagi, by pozostać sobą 🙂 Ściskam mocno!

  6. Jesteś cudowna.
    Mam podobne przemyślenia, choć zdaję sobie sprawę już z tego, że bez mediów mnie nie będzie. To jedyna prawda, którą wbrew sobie musiałam uznać za swoją. Poza tym ostatnio znowu ciągle pędzę, nie wiem za czym. Gnam do przodu, ale tęsknię do spokoju. Jeszcze kilka miesięcy…
    Strach przed wolnością paraliżuje, bo ekonomia rządzi się innymi prawami niż moja dusza. Wuem jednak, że nie MUSZĘ być jak inni – profesjonalna i spójna. Nie muszę mieć wszystkiego w jednym kolorze, w idealnej ramce. Nie chcę, nie umiem, a na profesjonalną pomoc mnie nie stać.
    Dziękuję za ten tekst. Zainspirowałaś mnie 😘

    1. Kochana, znam doskonale prawa ekonomii, bo od lat są dla mnie niezbyt łaskawe, a od ponad roku już zupełnie nieprzyjazne. Też zdaję sobie sprawę z tego, że bez SM dziś się nie istnieje i dlatego rozważam tę kwestię – jak Hamlet – to be or not to be… Muszę sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest dla mnie priorytetem.
      Mnie również nie stać na profesjonalną pomoc i reklamę. Uczę się wszystkiego sama, ale mam też wsparcie męża, który przynajmniej zajmuje się stroną, wordpressem i hostingiem, bo tego na razie nie potrafię. Nie umiem majstrować w kodzie HTML, więc skupiam się na innych aspektach. Nie ma już jednak we mnie tego pędu, że muszę być idealna i profesjonalna. Od tego się na szczęście odcięłam.
      Cieszę się, że ten tekst stał się dla Ciebie inspiracją. Mam nadzieję, że triumf poezji pokona ekonomię. Trzymam mocno kciuki!!! Ściskam i dziękuję za Twoje słowa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *