Nieoczekiwanie…

nieoczekiwanie

Nieoczekiwanie dzisiaj spędziliśmy połowę dnia w oczekiwaniu na:

  1. przyjęcie do lekarza weterynarii (wizyta nieplanowana),
  2. wyniki badań krwi Wegi,

a także na poszukiwaniu w aptekach Tramalu w kroplach o pojemności 10 ml.

Podczas licznych rozjazdów z jednego końca miasta na drugi, wstąpiliśmy na chwilę na naszą i Wegi ukochaną łąkę (pisałam o tym ciekawym i tajemniczym miejscu w jednym ze “szkiców flanerskich”). Przepięknie świeciło słońce, na błękitnym niebie leniwie sunęły puszyste, lśniące czystą bielą chmury.

W pędzie dnia przebłysk wytchnienia.

Zatrzymałam się.

Dostrzegłam obsypane bielą drzewko na środku łąki.

Nieoczekiwanie chłodny ten kwiecień, myślałam, stąpając po suchej zeszłorocznej trawie, choć słońce grzeje już coraz mocniej, ale tu wciąż czuje się chłodny jeszcze wiatr. W zeszłym roku o tej porze było chyba znacznie cieplej.

Tegoroczna, inna niż oczekiwana, wiosna, przyszła wreszcie, ale ja, spowita ostatnio w mgłę, oglądam rzeczywistość przez gęstą ciemną woalkę smutku, niepewności i wyczerpania.

Tak bardzo czekałam na słońce i ciepło, na pokryte kwiatami drzewa, na pierwsze zielone listki na gałązkach. Miałam w planach bieganie z aparatem po łąkach, polach i lasach i zamykanie w obiektywie piękna budzącej się do życia przyrody.

Zamiast realizowania zamierzeń, tkwię w domu z Wegą, poświęcając mojej kochanej suni, każdą chwilę. Za kilka dni Wega będzie obchodzić trzynaste urodziny. Bardzo bym chciała być z nią tego dnia znów na plaży w Międzywodziu, choć wiem, że teraz już nie będzie z nami wesołego, łapiącego fale psa, lecz stąpająca powoli psia staruszka, której koszyczek na leki coraz bardziej się zapełnia nowymi blistrami, fiolkami i buteleczkami.

A ja, nieoczekiwanie dla siebie, od kilku tygodni nie zajrzałam jeszcze ani do kursu makrofotografii, ani do kursu fotografii krajobrazowej, na które tak bardzo się cieszyłam. Aparat leży w garderobie, bezpiecznie schowany w torbie, a ja wyjmuję tylko czasem z plecaka telefon, żeby uchwycić jakiś widok na zdjęciu. 

Uczę się za to trudnej sztuki akceptacji i pokory. Podejmuję wędrówkę ścieżką Trzeciej Szlachetnej Prawdy Wygaśnięcia Cierpienia (dukkha-nirodha), by dotrzeć do przestrzeni “małej nirwany”. Doświadczenie stanu braku ego musi być fascynujące i wyzwalające, choć droga do jego osiągnięcia jest mozolna.

Henri Brunel, mój ulubiony autor, napisał w “Rozmyślaniach zen na każdy dzień roku”:

“Wiosenną nocą
zakwitła niespodzianie
stara jabłonka.

Podobnie któregoś ranka zrodzi się doskonały spokój satori.”

Wyczekuję z wielką tęsknotą tego magicznego poranka…

Katisha

Related Post

8 Replies to “Nieoczekiwanie…”

  1. Na pewno spokój i akceptacja nadejdą tak jak przyszła wiosna, tylko czy będą dokładnie takie, na jakie się czekało? Morał z tego, nie czekaj, już teraz łap chwile i ciesz się tym, co jest.

  2. Piękna, bardzo optymistyczna fota! Świeża, wiosenna, wytęskniona! Pewnie i Wega czeka na konkretną już pogodę, a nie takie niekończące się przedwiośnie… Mnie na spacerki też za bardzo chodzić się nie chce, acz jak wsio eksploduje już ciepłem – wszyscy ruszymy raźno do przodu! 🙂

    1. O, tak! Bardzo czekamy już na ciepło. No i oczywiście na miłe spotkanie na tarasie “Columbusa” z pięknie oświetlonym diabelskim młynem w tle 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *