Notatniki. Status: LOG OUT

status-log-out

Od pewnego czasu coraz częściej opuszczam świat wirtualny.

Pisałam już zresztą o tym wcześniej:

 Klasztor zen

Myśli o sensie życia

Wiosna, zmiany i cytaty

Usunęłam w telefonie i iPadzie Facebooka, postanawiając korzystać z niego wyłącznie w laptopie.

A tu niespodzianka, bo coraz częściej laptop spoczywa sobie zamknięty, a jeśli już go otwieram, to najczęściej po to, by zgrać z karty pamięci zdjęcia i dokonać potem ich selekcji oraz ewentualnej obróbki przed publikacją, bo wymagają tego pliki formatu RAW. 

Niedawno moje codzienne rytuały uległy na chwilę zmianom – podróż poza miejsce zamieszkania –  i podczas nieobecności w domu praktycznie nie odwiedzałam social mediów.

Pisząc ten tekst sprawdziłam, kiedy ostatnio zamieściłam jakieś zdjęcie na Instagramie.

O, wciórności! 17 maja. Toż to szok! Tak długo być nieobecnym w życiu internetowym?

Da się, uwierzcie, a najlepsze z tego jest to, że taki detoks wciąga.

Tych parę dni skutecznie wylogowało mnie z wirtualnego świata, a ja wcale się z powrotem do niego nie spieszyłam.

Wpadałam na fejsa z doskoku i jeszcze szybciej z niego wypadałam. Ilość tłoczących się informacji przerażała mnie.

Odpuściłam.

Wylogowałam się i poszłam w stronę ciszy.

Spadło, rzecz jasna, drastycznie zainteresowanie moją osobą i stroną, zamiast kilkudziesięciu powiadomień zaczęło się pojawiać zaledwie kilka, a ja uświadomiłam sobie, jak bardzo potrzebny jest mi spokój i ile dobrego czerpię z faktu życia poza kręgiem social mediów. 

Życie wymaga posiadania sporej dawki siły emocjonalnej,
aby ochronić się przed presją z zewnątrz.
Nie możemy jednak zapomnieć,
że my sami nieświadomie wywieramy na siebie presję.*

Przestałam wywierać na siebie presję. Wracam do moich dawnych zainteresowań aromaterapią. I czytam, czytam, wciąż jeszcze więcej czytam i piszę w swoim zeszycie. Od czerwca chcę prowadzić trochę inny dziennik, wymyślam sobie jego ostateczny kształt i myślę, czy spodoba mi się nowa formuła czy nie?

Robię powoli spis ziół, w które zamierzam się zacząć zaopatrywać.

Wdychając przepiękny aromat Palo Santo (na chwilę odstawiłam białą szałwię), przymykam oczy i zatapiam się w ciszy i swoich myślach.

Jak piękne jest proste życie! Ach, Walden** mi się marzy… Ostatnio zachwyciłam się tym niesamowitym odbiciem drzew i nieba w wodzie i pomyślałam, jakie to szczęście potrafić docenić taki widok.

Póki co jednak, mój Walden w niedalekiej przecież odległości widzę, gdy siedzę w kuchni przy stole lub w pokoju przy oknie i chłonę tę głęboką zieleń Bukowej Puszczy.

Na trawniku blisko rośnie przepiękny włoski orzech, a w jego koronie do późnych godzin wieczornych od wczesnego świtu gra nieustannie ptasie radio.

Wczoraj podziwiałam zachód słońca i zauważyłam, że dziesięć minut przed godziną dwudziestą drugą wciąż na dworze było jasno. Zapadał zmrok, ale niebo zachowało jeszcze niebieski kolor, przecięty czerwono-złotą smugą zasypiającego słońca. 

A dziś, wieczorową piątkową porą, wybierzemy się z Wegą na naszą ulubioną łąkę w Trzebuszu – pisałam o nim tu: Szczecińskie ścieżki. Trzebusz.

Z kubkami gorącej herbaty będziemy spacerować powoli wśród traw i słuchać przepięknego koncertu ptaków, które wieczorami dają nieziemskie recitale.

Nakarmię swą duszę i zmysły cudami natury i podziękuję za to, że jestem tak blisko niej.

Po raz kolejny przekonam się, że potrafię dostrzegać fūryū*** w prostocie codzienności. 

I wyrażę głęboką wdzięczność za wybór opcji: LOG OUT.

Katisha

*Tomas Navarro: Kintsugi. Jak czerpać siłę z życiowych trudności, Warszawa, MUZA SA, 2018

**mam na myśli oczywiście “Walden czyli życie w lesie” H. D. Thoreau

***Jun’ichirō Tanizaki, Pochwała cienia, Karakter, 2020: “fūryū – pojęcie to wskazuje, co jest niezbędne do utrzymania równowagi i proporcji. Nasz duch powinien płynąć przez życie tak jak wiatr płynie przez całą przyrodę. Takie utożsamianie życia z przyrodą tworzy stan umysłu o niezależnym obiektywnym charakterze. Fūryū można odnaleźć w prostych czynnościach codziennego życia; równocześnie fūryū odrzuca perfekcję i akceptuje niedoskonałość.”

Related Post

11 Replies to “Notatniki. Status: LOG OUT”

    1. A ja się wciąż uczę takiej akceptacji 🙂 Dzięki temu człowiek jest szczęśliwszy.

  1. Robię to samo co Ty czyli nie angażuję się zbyt mocno w media. Ostatnio zrezygnowałam z Twittera. Na Instagramie rzadko wstawiam zdjęcia. Jakoś mnie to nudzi. Jestem w zasadzie tylko na Facebooku i nie przez cały czas, a teraz nad morzem myślę, że nie będę wcale. Reset całkowity.
    Cieszy mnie ten późny zachód słońca nad morzem, bo właśnie się tam wybieram.
    Twoje refleksje jak zwykle poruszają mój umysł. Dziękuję 🙂

    1. Dziękuję, Aniu, za Twój komentarz. Wiem, że też zrobiłaś sobie przerwę od blogowania 🙂 Taki reset jest potrzebny do zachowania jasności umysłu i klarowności myśli, tak sądzę i widzę, że rzeczywiście się to sprawdza. Twittera nie mam już od lat, Instagram lubię, ale też już z umiarem. Mam nadzieję, że odpoczywasz i życzę Ci samych pięknych zachodów słońca nad Bałtykiem 🙂 Uściski!

  2. Żyję bez fejsa od 10 miesięcy. Bez całego tego niemożliwego (choć i tak filtrowanego) zgiełku i zamieszania, natłoku informacji, miliona rzeczy do przeczytania, czy choćby tylko do przelotnego przejrzenia, a nade wszystko bez sporej presji na siebie (skrycie) nałożonej. Oddycham znów. Jest mi lepiej. Ciszej i spokojniej. Nie potrzebuję go już. I nie chcę. Odwyk nie był taki straszny, bo był zwyczajnie konieczny. Uzależnienie… Wychlastałem go ze swego życia jednym precyzyjnym cięciem. Fejs, czy inne takie, nie są żadnym złem, ale gdy przestają ci służyć, a czujesz, iż to ty zaczynasz służyć im – wtedy jest czas (najwyższy) na twoje działanie. Szybkie, bezwzględne i stanowcze. By ponownie móc docenić rzeczy proste, od zawsze obecne w naszej codzienności…

    1. Słusznie, Waść, prawisz! We wszystkim należy zachować umiar. Kiedy skasowałam konto na FB kilka lat temu, ulga była niewyobrażalna. Wróciłam tam trochę z przymusu, bo to idealny kanał informacyjny (zależało mi na kalendarzu wydarzeń w Szczecinie), a gdy zaczęłam pisać blog, FB stał się moim sprzymierzeńcem w poszukiwaniach czytelników. Szybko jednak się okazało, że zalew informacji, dziesiątki grup i natłok zdarzeń zaczęły powodować moją niechęć do tego medium. Dlatego zastanowiłam się, co jest dla mnie ważniejsze? Lans w mediach czy spokój? Odpowiedź była natychmiastowa. Cisza i spokój są bezcenne i nic tego nie zastąpi. Bez szumu medialnego naprawdę łatwiej docenić codzienność i być wdzięcznym za proste życie. Bo gdy zabraknie kiedyś fejsa (a nic nie trwa wiecznie, wiadomo), może nasze życie wypełnić wielka pustka…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *