Nowe życie

nowe-zycie

Tegoroczny sierpień wraz z deszczem spadających gwiazd przyniósł mi w darze nowe życie.

Gdy szesnastego maja pożegnałam ukochaną Wegę, złożyłam sobie solenne przyrzeczenie, że już nigdy nie będę miała żadnego zwierzęcia.

Zbyt wiele bólu i cierpienia kosztowała mnie śmierć, najpierw Nory, a teraz Wegi.

Psy nie są jedynie towarzyszami mojego życia, a nawet nie członkami rodziny (to takie oczywiste). Są moimi najlepszymi przyjaciółmi i aniołami, a ja związuję się z nimi szczególnie mocno.

Zdając sobie sprawę, że po śmierci Wegi dom stanie się przeraźliwie pusty, próbowałam rzucić się w wir zajęć – pisanie książki, medytacja, poznawanie Kronik Akaszy.

Codzienne długie spacery, popołudniowe eskapady do nowo odkrywanych miejsc, jeszcze więcej czytania – to wszystko miało wypełnić mi przestrzeń, nagle dotkliwie opustoszałą.

Umysł pochwalał mnie za rozsądną decyzję, serce płakało, wiedząc, że w głębi duszy pragnę bardzo kolejnego psiaka.

Zwycięstwo głosu serca zostało ostatecznie przypieczętowane.

Oto w domu pojawiło się maleńkie szczenię, a moje życie uległo całkowitej metamorfozie.

Idealnie minimalistyczny, perfekcyjnie uporządkowany dom, przeobraził się w hurtownię podkładów do nauki czystości, magazyn kocyków i odrobinę chaotyczną składnicę zabawek – piłek, kongów, kości, szarpaków itd.

Usystematyzowany plan dnia uległ rozsypce.

Poranna medytacja chwilowo musiała ustąpić toalecie, karmieniu i zabawom z malutkim pieskiem.

Zabiegi Reiki i codzienna praca z kartami aniołów zostały zamienione na dozorowanie i bieganie za szczenięciem, które – ciekawe świata, nowych miejsc i rzeczy – zagląda w każdy kąt mieszkania i próbuje złapać ząbkami wszystko, czego tylko potrafi sięgnąć.

Każdy kawałek zwisającego koca, końcówka rolety, uchwyt od kuchennej szuflady, koszyk w otwartej szafce, wiklinowa komoda w łazience – wszystko to jest niezwykłe, intrygujące i, niezwykle dla młodego zwierzątka, atrakcyjne.

Wiem jednak, że te chwile wytężonej obecnie uwagi i pracy, miną wkrótce.

Że już za chwilę malutka Tessa urośnie tak, że sama wskoczy na kanapę i już nie będzie można wziąć jej na ręce i mocno przytulić.

Pomimo zmęczenia staram się więc celebrować ten czas i uśmiecham się z czułością, gdy drobniutkie ciałko układa się obok mnie, zasypiając z ufnością.

W noc spadających gwiazd przychodzi do mnie refleksja, jak bardzo ten sierpień jest różny od zeszłorocznego.

Wówczas w tajemniczym zamku w Ostrężniku drzewa opowiedziały mi enigmatyczną historię tego miejsca. 

Brama Twardowskiego wyjawiła mi osjaniczny mit o kamieniu.

Z zachwytem i wzruszeniem uczestniczyłam w niezwykłym spektaklu, marząc o tym, by wraz z Wegą, ujrzeć znów za rok płaczące łzami św. Wawrzyńca niebo, pijąc ciepłą herbatę i śląc w kosmos dobre myśli.

“cisza
kiedy spadająca gwiazda
spada”
Rafał Zabratyński (RaV)

Sierpień, miesiąc mający dla mnie w sobie bezkresne pokłady magii, wkrótce przeminie.

Nie wezmę jednak tym razem ze sobą obrazu rozświetlonego jasnymi błyskami sierpniowego nieba.

W dalszą wędrówkę po ścieżce życia zabiorę pielęgnowane wspomnienie sierpnia A.D. 2020.

Gdy za rok nasza mała kruszyna szczęścia dorośnie, przyjmę od kosmosu zaproszenie na fascynujące sierpniowe niebiańskie widowisko.

Tymczasem, witaj nowe życie, w czarodziejskim miesiącu perseidów, miesiącu pełni lata, z wolna zmierzającego ku kresowi swojego panowania.

Niech magia sierpnia towarzyszy ci, nowe życie, aż do dnia, w którym wypełni się twe przeznaczenie i staniesz się ponownie jedną z gwiazd.

Katisha

fot. pixabay

Related Post

4 Replies to “Nowe życie”

  1. Spadająca Perseida – Tessa – z przytupem, gryzieniem i szczekaniem wtargnęła do Twego minimalistycznego i perfekcjonistycznie uporządkowanego życia. Chaos, radość, miłość – życie! Trzeba to teraz jakoś ogarnąć… 🙂 Ale to musiało się stać, więc się stało! A nowe (stare) obowiązki szybko (ponownie) wejdą Ci w niejaką rutynę, a życiodajny chaos wkrótce, po swojemu, sobie uporządkujesz! Live long and prosper, Tessa!

    1. Powoli ogarniamy chaos. Musimy przetrwać czas do ostatniego szczepienia, więc jeszcze miesiąc tylko krótkich spacerów po łące, ale już od czwartego miesiąca będzie można wyjść normalnie. I na wybieg się wybierzemy. I może do psiego przedszkola… Chaos powolutku porządkujemy. Najważniejsze, że dom znów żyje!

  2. Cieszę się razem z Tobą nowym życiem. Przypomina mi się jak przed śmiercią Rolki obiecywałam sobie, że nigdy więcej psa nie będę miała, a jednak już po tygodniu miałam dość pustki, jaką po sobie moja sunia zostawiła i przygarnęłam Pociechę.

    1. Mnie się po odejściu Nory wydawało, że już nigdy więcej żadnego psa nie wezmę, ale pojawiła się Wega. A teraz Tessa. Nie potrafię żyć w tej pustce, jaka zostaje po ich śmierci. Uściski!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *