Odcinek 27

odcinek-27

Odcinek 27

5 listopada 2021

Piątkowy poranek, mimo planowanego sprzątania mieszkania, upływa spokojnie.

Czekając, aż podniesie się zasłona ciemności, siadam przy komputerze.

Przejrzę pocztę, może post na blog zacznę pisać, może chwilę poświęcę na obróbkę zdjęć do mojego kalendarza…

Kawa z dodatkiem syropu dyniowego pachnie cudownie. Stojący na stoliczku lampion roztacza dyskretny blask.

Siadam wygodnie na kanapie.

Wreszcie, po tylu dniach podróży, zmęczona jestem koszmarnie, głodna i pić mi się chce – drzwi wejściowe do mieszkania otwierają się z impetem.

NIE!

Tylko nie to, myślę w popłochu. Tylko nie ta zrzędliwa maruda!

Niestety, moje życzenie pozostaje bez echa, gdyż do przedpokoju wtacza się właśnie księżna Wena.

Lokaj stawia na podłodze niezliczoną ilość kuferków, walizek, toreb, pudeł na kapelusze i tym podobnych, po czym znika taktownie, zaś jaśnie pani wkracza do pokoju.

O, kawa jest, świetnie, mówi, zdejmując długie rękawiczki i rzucając je na kanapę. Och, ten kapelusz przecież już mogę też zdjąć, peroruje dalej, piękny jest, ale mi się znudził, w końcu noszę go kilka dni…

Monolog rozkręca się w najlepsze, co nie przeszkadza księżnej w międzyczasie cisnąć na podłogę rzeczonego kapelusza, zrzucić ze stóp czółenek na wysokiej szpilce i sięgnąć po MOJĄ filiżankę z kawą.

Nie zważając na fakt, iż mój wzrok mógłby ją zamrozić na kość, zaczyna snuć opowieść o halloweenowym balu.

Och, jaka cudna maskarada była! Ta suknia i ten kapelusz to właśnie mój strój. Piękny, prawda?

Nie czeka jednak na moją odpowiedź. Pytanie było ewidentnie retoryczne.

Kupiłam go w Paryżu, drogi był, ale wart swej ceny, naprawdę.

Hmm, skoro taki cenny, dlaczego leży w tej chwili zmięty i niedbale ciśnięty na dywan, myślę, ale nie odzywam się, by nie rozwijała dalej tematu.

Co w tej kawie jest, marszczy z niezadowoleniem nos, odstawiając już PUSTĄ filiżankę na stolik.

Syrop z dyni, odpowiadam.

Wiem, że nie lubi dyni, bo głośno to zawsze podkreśla, co nie przeszkadzało jej podczas ostatnich wizyt wyjadać moich dyniowych placuszków i musu.

No, trudno, jakoś tę jedną kawę przeboleję, ale więcej już nie chcę z tym syropem. Śmietanka ma być. I cukier w kostkach.

Kawa była MOJA, podkreślam ostatnie słowo, mocno je akcentując, JA lubię syrop dyniowy.

No już dobrze, przecież wypiłam i nic nie mówię, wstaje z kanapy.

Kierując się w stronę kuchni, zerka na mnie pytająco, ale udaję, że jestem pochłonięta przeglądaniem poczty mailowej.

Za chwilę słyszę dobiegający z kuchni odgłos buszowania w szafkach i niezadowolone pomruki, w których wybija się na pierwszy plan jedno słowo: pierniki.

Na szczęście wszystkie upieczone w ostatni weekend zostały już zjedzone…

Katisha

Posty powiązane

8 Replies to “Odcinek 27”

  1. Podobają mi się grafiki, których używasz do tej serii. Klimatyczne, estetyczne, akuratne!

    1. Cieszę się. Właśnie taką miałam wizję grafik do tych tekstów. Byłam ciekawa, kto zwróci na te grafiki uwagę 😉

  2. Wena cierpliwie poczeka, aż pojawią się kolejne pierniki.
    Może dodaj do nich dżem dyniowy. Wtedy sobie pójdzie i znów będziesz
    mieć święty spokój, chociaż ja bym wolała, żeby została, bo lubię
    o niej czytać.

    1. A wiesz, że w ostatni weekend piekłam pierniki i zamiast jajka dodałam mus dyniowy? Bo dla wegan to zamiennik jajka w cieście. Wyszły genialne i pyszne.W ogóle nie jest ta dynia w składzie wyczuwalna, ale skoro księżna wypiła mi kawę z syropem dyniowym, to raczej nie zrezygnuje z pierników z dynią w składzie, więc pewnie zostanie i będziesz mogła czytać, jak mi utrudnia życie 😉

    1. No tak mi się w życiu przytrafiło, że akurat do mnie zagląda. Wszystko przez te pierniki!

  3. Bardzo się cieszę, że wredna księżna Wena wróciła na pisane strony bloga. Jest wredna, ale polubiłam ją, stęskniłam się za jej marudzeniem. Dziękuję Kasieńko, że przywróciłaś ją do życia!🤗💖☀️

    1. Cieszę się, że powrót księżnej sprawił Ci, Ewuniu, przyjemność. Jestem bardzo ciekawa, jak długo u mnie pozostanie tym razem… Ściskam mocno!

Comments are closed.