Odcinek 29

odcinek-29

Odcinek 29

10 listopada 2021

Wczorajsza nagła i niespodziewana wizyta w gabinecie dentystycznym zakończyła się pełnym sukcesem. Okazało się, że moje zęby są w idealnym stanie, co ucieszyło mnie ogromnie.

Ja wyszłam zadowolona, zaś moja karta płatnicza szczęśliwa i tak wspólnie podążyłyśmy w kierunku przystanku tramwajowego.

Pojazd szynowy szybko wtoczył się na przystanek, mimo godzin szczytu nie tak bardzo pełny, zatem znalazłam i miejsce siedzące.

W drodze podziwiałam pejzaże za oknem i kreśliłam w myślach plany, co zrobię, gdy wrócę do domu.

Po sławetnym koncercie księżna wraz z Migreną wybyły na dłuższe zakupy, co mnie wysoce ucieszyło.

Dwie zrzędy w domu, w tym jedna rzępoląca na skrzypcach, to zbyt wiele dla mnie…

A ponieważ ich nie ma, mogę spokojnie odetchnąć od namolnego towarzystwa.

Powróciwszy do mieszkania, przystąpiłam do realizacji planów.

Z laptopa płynie miła dla ucha muzyka, do której nucę sobie wesoło.

Szybciutko mieszam składniki, wyrabiam ciasto i przygotowuję blachy.

Korzenny aromat wypełnia wkrótce kuchnię i cały dom, a ja wyjmuję z piekarnika chrupiące ciasteczka.

Pierniczki w kształcie gwiazdek lądują w miseczce, ciesząc moje oko.

Postanawiam przyrządzić jeszcze syrop dyniowy do kawy.

To fantastyczny słodki ulepek, z cynamonem, wanilią, goździkami i dyniowym puree. Poranna kawa nim przyprawiona, smakuje znakomicie w ten jesienny czas.

Wkrótce mieszam już wszystkie ingrediencje i chwilę później przelewam gotowy syrop do słoiczka.

Kilka minut potem kuchnia lśni czystością, a ja cieszę się na miłe popołudnie.

Ustawiam na tacy miseczkę z pierniczkami i filiżankę nieziemsko pachnącej kawy ze świeżo zrobionym syropem.

Siadam na kanapie, sięgając po książkę…

Stukot obcasów na korytarzu brzmi niepokojąco, ale przekonuję samą siebie, że to może któraś z sąsiadek.

Moje niepokoje jednak, niestety, okazują się zasadne.

Łup!

Z impetem otwierają się drzwi.

Łup!

Z jeszcze większym rozmachem się zamykają.

Ależ jestem zmęczona! Och, wykończona jestem! Koszmarne te zakupy teraz. Pełno ludzi w sklepach, ach wyczerpało mnie to do cna. Marzę o kąpieli w cieplutkiej wodzie, no i oczywiście o odpoczynku. Tak, teraz muszę odpocząć przez kilka dni (SIC!)…

Zaklęta w kamień, tkwię na kanapie.

Ocean narzekań, morze lamentów i lawina żądań zalewa mnie zewsząd i przytłacza.

Milutkie popołudnie w popłochu wyskakuje przez okno, gdy do pokoju pakuje się jaśnie pani.

Ciska torby z zakupami na dywan, na futon, gdzie popadnie.

W mgnieniu oka pokój zasypany jest butami, kapeluszami, biżuterią, torebkami i masą kosmetyków, księżna zalega na kanapie (kiedy ja wstałam, nawet nie wiem) i pije moją kawę (z tym dyniowym syropem, którego nie znosi podobno), zagryzając ją piernikami.

Świetnie, że upiekłaś w końcu pierniczki, mówi do mnie.

Łaskawa pani, nie ma co!

Będę mogła sobie teraz tu odpocząć dłużej. Bo wiesz, mam w tym tygodniu kilka przymiarek u Klementyny (to jej osobista krawcowa), jakiś brydż, ach nuda, ale wypada mi pójść, potem proszona kolacja u markizy…

Nazwiska rzeczonej artystokratki już nie słyszę, gdyż błyskawicznie wkładam na siebie kurtkę, biorę plecak, psa na smycz i z ulgą zatrzaskuję drzwi.

Na schodach myślę, co tu zrobić, żeby się pozbyć marudy, ale chwilowo nic mi nie przychodzi do głowy.

Jedyne, co można uczynić, to ukryć pierniki, wtedy będzie miała motywację, żeby uczestniczyć w fajfach, herbatkach i brydżach, zamiast wylegiwać się na kanapie z moimi ciasteczkami.

Wracam w końcu do domu, bo dotkliwy chłód nastaje po zmroku.

Mieszkanie ciemne i ciche.

Uff!

Oddycham z ulgą, która ulatnia się błyskawicznie, gdy zapalam światło.

Pokój wciąż wygląda, jakby przeszło przez niego tornado. Łazienka – jak po ataku wściekłego huraganu, kuchnia – jakby nastąpiła w niej erupcja wulkanu…

Na stole pośród brudnych naczyń (zjadła zupę krem z dyni) kartka:

“Zadzwoniła Klementyna. Jadę na przymiarkę, potem na bankiet do hrabiny (tu jakiś bazgroł, którego nie umiem odcyfrować). Ułóż moje rzeczy, bo zupełnie nie miałam sił, by się nimi zająć. Nie znoszę bałaganu. Na razie.”

Opadam na krzesło. Kompletnie bez sił..

Katisha

Related Post

4 Replies to “Odcinek 29”

  1. Mmmm… Kochana! Ignoruj Wenę, gdy Ci nie pomaga. W duchu medytuj gdy marudzi, gada, bałagani i wyjada Twoje pierniczki. Odzywaj się do niej i reaguj tylko wtedy, gdy przychodzi z pomocą. Wiem, że to trudne, ale do czego masz zen?? Ciepło, życzliwie i spokojnie Cię pozdrawiam i przytulam.💖🤗🌸

    1. Gdy Wena pojawia się w domu, zen z krzykiem ucieka z mieszkania… Ignorowanie, niestety, nie daje rezultatów 🙈 Serdeczności ❤️❤️❤️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *