Odcinek 30

odcinek-30

Odcinek 30

29 listopada 2021

Listopad, wiadomo, nie należy raczej do miesięcy nastrajających pozytywnie. Mało w nim światła i słońca, sporo szarości i chłodu. Próbuję jednak jakoś oswoić mroczne dnie.

Kupiłam lampę do fototerapii i staram się korzystać z niej codziennie.

Humor poprawiają mi również smakołyki, których sobie nie odmawiam.

Postanawiam zatem o poranku przygotować ulubiony koktajl.

Płuczę starannie truskawki, dodaję roślinne mleko waniliowe i odrobinę syropu klonowego (wspaniały karmelowy smak!), włączam blender.

Poprzez szum pracującego urządzenia przebijają się nagle niepokojące odgłosy, dobiegające z przedpokoju.

Blender milknie i wówczas dociera do mnie głośny śmiech i, o zgrozo, toczący się już w pokoju dialog!

Zamieram przy blacie, podczas gdy do kuchni z impetem kuli śnieżnej wpada księżna Wena, a za nią, nieodłączna ostatnio przyjaciółka, Migrena.

Hej, hej, co tu słychać, o, koktajl truskawkowy, mniam, super, całe wieki nie piłam, jak dobrze, że wpadłyśmy, ale mało go, zrób więcej, chętnie się napijemy obie… Wena siedzi już przy stole z MOIM koktajlem, a mikrosekundy ciszy ogarniają mieszkanie jedynie w chwili, gdy przełyka słodki napój.

Migrena, oparta o parapet, łypie spode łba. Wie doskonale, że nie jest mile widzianym gościem. Ostentacyjnie podziwia więc widok za oknem, odwróciwszy się do mnie.

Koniecznie musisz spróbować tego koktajlu, jest boski, po prostu boski, chyba nigdy w życiu nie piłam tak smacznego koktajlu, słowa z zawrotną prędkością lecą jedno za drugim, i pomyśleć, że to na roślinnym mleku, ach, chyba zacznę próbować tych wegańskich przysmaków…

Ostatnie słowa jaśnie pani wyrzuca z siebie, uważnie skanując wzrokiem blaty i stół.

Wiem doskonale, że szuka miseczki z nieziemsko pachnącymi piernikami, ale nic z tego.

Mam zachomikowane głęboko w szafce toruńskie katarzynki, o których ona nie ma pojęcia, natomiast własnoręcznie wykonane wypieki w tym roku będą dopiero od grudnia.

Chwilę potem na stole w kuchni stoją puste szklanki po koktajlu, a ja z przerażeniem patrzę, jak obie gaduły wygodnie sadowią się w pokoju na kanapie.

Rzecz jasna, zaczynają stawiać żądania dotyczące podania kawy, koniecznie z tym syropem dyniowym, bo taka była w sumie niezła (sic!), herbaty z dużą zawartością goździków, cynamonu i pomarańczy, kruchych ciastek, oliwek (najlepiej nadziewanych migdałami), słonych krakersów i paluszków, toniku…

Nie słucham dalej, bo udaje mi się przemknąć do garderoby.

Zaopatrzona w parasol i rękawiczki, wychodzę z mieszkania w listopadową szarość, mając nadzieję, że po powrocie zastanę cudownie pusty dom.

Po trwającym dość długo spacerze, otwieram cicho drzwi do mieszkania.

Nadzieja, towarzysząca mi dzielnie do tej pory, wydaje z siebie westchnienie i ostatnie tchnienie.

Księżna, wygodnie usadowiona, peroruje z namaszczeniem, podkreślając dynamiczną gestykulacją lecące w przestrzeń słowa w ilości i tempie równymi płatkom śniegu w szalejącej śnieżycy.

Migrena tkwi przed otwartym laptopem (MOIM), dzierżąc w dłoni notatnik i pióro (MOJE), zapisując coś pilnie.

Wsparta o ościeżnicę, z trwogą wyłapuję pojedyncze wyrazy, które zaczynają się po chwili układać w logiczny, acz groźny dla mego spokoju, ciąg.

Ach, już jesteś, to dobrze, bo zgłodniałyśmy, tak się obie zapracowałyśmy (!!!), może byś ugotowała tę pyszną zupę pomidorową, ostatnio jadłam, była znakomita, wiesz, a tak przy okazji, robimy właśnie spis kostiumów na karnawałowe bale, bo przecież to już niedługo, no i koniecznie na bal sylwestrowy, i na koncert noworoczny, ach, ile tego będzie, piszemy zamówienia, a paczki będą przychodzić tutaj… 

Próbuję wyłączyć zmysł słuchu, ale trajkotu księżnej nie da się w żaden sposób ujarzmić i zagłuszyć.

…w konwencji karnawału weneckiego, oczywiście, tak byłby cudownie, byłam kilka lat temu w Wenecji, cóż, to jest po prostu wspaniała zabawa, i te kostiumy, ach, i te maski, no, coś fantastycznego, zjawiskowe, olśniewające…

Eksplozja bólu w czaszce sieka mój mózg na kawałki i dopiero po chwili dociera do mnie sens jej wypowiedzi.

Oto dokonuje się zamiana mojego mieszkania w magazyn karnawałowych strojów rodem z Wenecji.

Mam nadzieję, że zamówi do kompletu gondolę.

Może wsiądą do niej obie z Migreną, a litościwa Odra poniesie je hen, do zamorskich krajów?

Na stałe…

Katisha

Posty powiązane

6 Replies to “Odcinek 30”

  1. Ach, ta Wena i Migrena! Niepoprawne egoistką. Narobią szumu, hałasu, mieszkanie przewrócą do góry nogami. Ale jedno trzeba Wenie przyznać. Na wykwintnych pysznościach wegańskich zaczyna się znać. Ale najgorsze, że i rozsmakowywać, czyli przysmaki trzeba będzie głębiej ukrywać!!!👏🌸💝💖💖😆

    1. Niestety, mieszkanie zamienią w magazyn, to pewne. A co do weganizmu, może to i dobrze, że księżna chce spróbować? Mam nadzieję, że obie z Migreną nie zabawią długo.

    1. Pierników nie oddam za żadne skarby! Co do kostiumów, hmm… Przynajmniej sobie pooglądam książęce stroje 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.