Palingeneza światów

palingeneza-swiatow

Palingeneza światów, czyli kilka swobodnych mocno refleksji o tym,  jak przeminęło tegoroczne lato.

życie przemija
codzienna rutyna jak
palingeneza światów*

Rutyna. Jawi się często jako bezpieczna przystań stabilizacji.

Życie bez niespodzianek, zarówno tych miłych, jak też i przykrych.

Czy codzienne rytuały, niezmienne od dni, miesięcy i lat, dające poczucie bezpieczeństwa, mogą stać się pułapką, w której grzęźniemy powoli, zabijając swą ciekawość świata i zgadzając się na egzystencję w otulającym nas kokonie?

Czy może cieszymy się, móc być w pełni obecnym każdego dnia, podkreślając wagę naszych małych gestów wobec codzienności, która rozpisuje nam plan kolejnych dni według ustalonego przez nią schematu?

Chwilami czuję się jak Uroboros i tak bardzo potrzebna mi o d m i a n a.

Wyjście z zaklętego kręgu rutyny i doświadczenie n o w e g o.

Podsumowując mijające wakacje doszłam do wniosku, że stały się ono właśnie początkiem n ow e g o.

Rozpoczynające się tak niedawno przecież lato miało pomóc mi zrealizować ambitne plany.

Miało stać się kalką poprzednich letnich wakacji.

Moją osobistą palingenezą letniego świata…

W wyobraźni:

  • zapełniałam foldery na chmurze kolejnymi zdjęciami, w szczególności z dziedziny makrofotografii
  • wychodziłam codziennie z psem na spacer o godzinie szóstej
  • podziwiałam i fotografowałam spektakularne zachody słońca nad jeziorem
  • popijałam kawę wczesnym letnim rankiem na Jasnych Błoniach
  • chodziłam boso po plaży nad Dąbiem, obserwując smukłe sylwetki jachtów
  • zachwycałam się deszczem Perseidów
  • wędrowałam szlakami Puszczy Bukowej
  • siadałam wieczorami na kawiarnianym tarasie z widokiem na Odrę
  • spełniłam swoje marzenie i podróży gigantycznym diabelskim młynem Wheel of Szczecin,

i tak dalej…

Tymczasem triada letnich miesięcy dobiegła końca, a upływające dni powoli bierze w swe posiadania polecie.

Podsumowując lato zastanawiam się, czy coś zmieniło się w mojej codzienności?

Letnia palingeneza światów w tym roku okazała się ułudą.

Nikon spędził lato na półce – przełamałam tym swą wakacyjną rutynę, gdyż od 2019 roku lato było okresem, w którym najintensywniej poświęcałam się fotografowaniu i nie wychodziłam z domu bez aparatu.

Ani razu tego lata nie poszłam na spacer po Puszczy Bukowej.

Nie byłam też w marinie nad Dąbiem.

Nie dotarłam na Łasztownię, by przejechać się diabelskim młynem, a kawiarniany taras wieczorami rozpłynął się w sferze marzeń.

Spektakl Perseidów w tym roku został odwołany. Kurtyna z chmur zasłoniła niebo i nie ujrzałam ani jednej spadającej gwiazdy.

Codziennie budziłam się po ciężkich upalnych nocach w okolicach godziny dziewiątej, nie oglądając wschodów słońca i nie spacerując rześkim świtem z psem.

Tegoroczne lato zdecydowanie nie wpisało się w koncepcję wiecznego powrotu. 

Dziś także przełamałam rutynę dnia codziennego. Nie do końca stało się to wprawdzie z własnej woli, bo Tessa o wpół do piątej chciała już wyjść na spacer, więc trzeba było wstać.

W tej porannej godzinie krzątałam się chwilę po mieszkaniu, by usiąść z filiżanką kawy i kawałkiem ciepłej bagietki do wczesnego śniadania.

Nocna burza minęła, pozostawiając za sobą niezwykłą czystość powietrza.

Wyczyszczone zaledwie wczoraj po południu okna spłukał w nocy ulewny deszcz. Krople wciąż lśnią na szybach. Blask latarń odbija się w idealnie kulistych kształtach, rozsypanych na tafli szkła, jak niedbale porzucona garść diamentów.

Dawniej pobiegłabym po aparat, by zamknąć ten obraz w świecie cyfrowej kliszy.

Dziś zachwyciłam się po prostu pięknem chwili.

Po godzinie szóstej zaczął się ptasi koncert. Wysłuchałam go z uwagą.

I uświadomiłam sobie, jak od poprzedniego lata zmieniłam swoją codzienność.

Codziennie z radością otwieram szkicowniki i rysuję.

Codziennie rozmawiam z przyjaciółmi, i czuję, że nigdy nie byłam tak mocno z nimi związana, choć dzielą nas setki kilometrów.

Wieczorami zapisuję strumieniem świadomości wypływające z głowy myśli, czyszcząc umysł.

W sklepach zatrzymuję się w działach z artykułami papierniczymi i nieśpiesznie przeglądam zeszyty i notesy. Gładzę papier, sprawdzam jego grubość i teksturę. Starannie wybieram szkicowniki. W sklepie dla plastyków nie wybieram już teł do fotografii, lecz kupuję pisaki akrylowe. Testuję je potem powoli i uważnie na różnych rodzajach papieru. 

Pisana na nowo palingeneza światów…

i jeszcze miscellanea 😉 na koniec lata:

słowo

“Foxprime – szczęście poranka, kiedy wstajemy grubo przed innymi i siadamy w ciszy i cieple do pracy, a stukanie w klawisze laptopa to jedyny dźwięk w kosmosie. Nic nie zdążyło się jeszcze zacząć ani w domu, ani na Twitterze, dzień jest idealnie czystym rejestrem, a my w niemal magiczny sposób wyskakujemy do przodu o kilka długości, zanim cokolwiek się wydarzy, zanim ktokolwiek zdąży przeszkodzić. A potem zauważamy, że jest dopiero dziesiąta rano… a my już mamy tyle zrobione!” – cytuję za “Przekrojem”

wszechświat

najlepsze zdjęcia astronomiczne roku

odkrycie

dźwięk przestrzenny w nowych AirPods-ach

muzyka

pierwsza płyta Róż Europy “Stańcie przed lustrami” i trzecia płyta Kultu “Spokojnie” czyli magia lat osiemdziesiątych

piosenka

Niejeden – Kult

z absolutnie mistrzowskim brzmieniem waltorni na początku utworu

lektura

Robert Rient – “Przebłysk” (powtórnie)

Gabor Matè – “Kiedy ciało mówi nie. Koszty ukrytego stresu”

Sheila Darcey – “Terapia rysowaniem”

Peter Godfrey-Smith – “Ośmiornice i prapoczątki świadomości”

Dariusz Brzóska-Brzóskiewicz – “Haiku”

Urszula Zajączkowska – “Patyki i badyle”

John Lewis-Stemple – “Prywatne życie łąki”

Elizabeth Kobert – “Pod białym niebem. Natura przyszłości”

cytat

“Rzeki są dobrą metaforą – być może nawet zbyt dobrą. Bywają mętne i pełne ukrytych znaczeń, jak Missisipi, którą Mark Twain nazywa “najbardziej posępną, śmiertelnie poważną lekturą”. Ale bywają też jasne, czyste i zwierciadlane. Thoreau wybrał się na tydzień nad rzeki Concord i Merrimack i już pierwszego dnia zatracił się w refleksji nad refleksami igrającymi na wodzie. Rzeki mogą symbolizować los albo dochodzenie do poznania, albo też do tego, czego sami wolelibyśmy nie wiedzieć. “Podróż w górę rzeki była jak wędrówka do najwcześniejszych początków świata, kiedy roślinność kłębiła się na ziemi (…) – wspomina Marlow u Conrada. Rzeki reprezentują również czas, zmianę i samo życie. “Nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki”, miał powiedzieć Heraklit, na co jeden z jego uczniów, Kratylos, odparł ponoć: “Nie da się wejść do tej samej rzeki nawet jeden raz”. – Elizabeth Kobert, “Pod białym niebem. Natura przyszłości”

Słowa o rzece w kontekście katastrofy ekologicznej na Odrze poruszyły mnie szczególnie, stąd ten właśnie cytat. Dziś bowiem do rzeki płynącej przez moje miasto wejść nie można nawet ten jeden raz…

Nie pominę tu okazji do powtórnego zamieszczenia apelu Roberta Rienta o nadanie Odrze osobowości prawnej. Apel można podpisać tutaj: link do petycji

nadzieja

tęcza nad martwą Odrą, tchnąca nadzieją na powrót życia
(zdjęcie wykonane na szczecińskich bulwarach 22 sierpnia br. o godzinie 20.00, w rzece widoczne były nieżywe ryby)

palingeneza-swiatow

Dobrego końca lata.

Katisha

*palingeneza światów – wieczny powrót

Posty powiązane

6 Replies to “Palingeneza światów”

  1. A ja wciąż liczę na to, że jesienne barw uroki skuszą Cię do najkonowania… 😉

  2. Trzeba znaleźć równowagę.
    Rytuały i zmiany, żeby mieć przystań bezpieczną i jednocześnie otwarte drzwi.
    Wszystko płynie, my też.
    Dobrych ostatnich dni lata 🙂

    1. Tak pięknie napisałaś o tej bezpiecznej przystani i otwartych drzwiach. Metafora godna Poetki! Dziękuję!

Comments are closed.