Powiastka o hipnozie

„Terapia hipnozą jest obecnie dość popularną metodą, którą stosuje się między innymi w leczeniu bezsenności” – ogromna reklama w jednym z największych dzienników regionalnych rzuca mi się w oczy.

Świetnie, to coś dla mnie! Dzwonię i rejestruję się.

W wyznaczonym dniu jadę do centrum. Jest koniec lutego, świeci dość mocno słońce.

Nie czuję się dobrze. Nie lubię słońca, kocham taką zimę, gdy dnie są krótkie i ponure.

Wiem, że to depresja każe mi nienawidzić słonecznych promieni.

Depresja kocha ciemność, czerń, chłód i mróz, kocha zapłakane jesiennym deszczem szyby i ponurą listopadową aurę.

Ucieka ze słońca, odwraca się od jasnych promieni, chowa przed ciepłem…

Ubrana na czarno, w ukochany kolor depresji i mój, idę ulicą skąpaną w słońcu ku nadziei.

Nadziei na normalny sen i normalne życie.

Moje długie włosy rozwiewa wiatr. Odgarniam je z niecierpliwością. Poprawiam okulary przeciwsłoneczne.

Wreszcie docieram na miejsce.

Gdy wchodzę do poczekalni, ogarnia mnie niewytłumaczalny lęk. Siadam na sofie i próbuję się skupić na obserwacji wnętrza.

Chwilę przyglądam się recepcjonistce odbierającej ze znudzoną miną dzwoniące telefony i udzielającej informacji głosem zaprogramowanego robota.

Czekam spokojnie, aż z gabinetu wyjdzie poprzedni pacjent, ale mój spokój jest pozorny.

We wnętrzu czuję burzę – huragan niepokoju, ulewę lęków, pioruny strachu.

Uspokajam siebie w myślach, ale nie bardzo mi to wychodzi.

Próbuję nadal kontemplować otoczenie.

Poczekalnia utrzymana jest w odcieniach bezosobowego beżu.

W kącie stoi wysoka juka. Przyglądam się jej  uważnie i zauważam, że to sztuczna roślina.

 – Dlaczego nie postawili tu odrobiny prawdziwego życia? – myślę zaintrygowana. – Pewnie, sztuczna jest bezproblemowa. Nie wymaga żadnej troski, może zbyt wiele kosztuje ich dbałość o szukających tutaj pomocy ludzi…

Nagle z hałasem otwierają się drzwi gabinetu.

Oderwana brutalnie od swoich rozważań widzę pacjentkę, która wybiega stamtąd z płaczem i głośno zarzeka się, że nigdy więcej tu nie wróci.

Recepcjonistka – automat wreszcie zdradza jakieś oznaki zainteresowania życiem, ale szybko znowu przybiera swój znudzony wyraz twarzy, gdy na progu gabinetu staje lekarka.

 – Proszę wejść – zwraca się do mnie chłodno, a moja zamrożona psyche reaguje odruchowo wewnętrzną wściekłością.

Nie znoszę takiego protekcjonalnego tonu, ale próbuję się mimo wszystko ustosunkować pozytywnie do terapeuty.

Lekarka stoi wciąż w progu gabinetu i przygląda mi się, a ja zauważam na jej twarzy dokładnie taki sam wyraz, jaki ma urzędująca za biurkiem recepcjonistka.

 – Co u licha? – myślę sobie. – Czy wszyscy są tutaj automatami?

Przestaję jednak snuć niedorzeczne rozważania osoby znerwicowanej, bo docieram wreszcie do progu.

Pani doktor odsuwa się i przepuszcza mnie, po czym zamyka drzwi, a ja mam poczucie, jakby zatrzasnęła się za mną krata klauzury.

Zaproszona przez lekarkę siadam na krześle przy biurku. Ona podchodzi do okna, chwilę patrzy na ulicę, po czym odetchnąwszy głęboko, odwraca się i patrząc na mnie, zadaje pytanie:

 – Czy pani sądzi, że tamta kobieta miała rację?

Zaskakuje mnie tym, ale zdaje się, że wcale nie oczekuje odpowiedzi. Milczę.

 – Przepraszam – mówi po chwili i uśmiecha się do mnie.

Siada za biurkiem. Sięga po kartę pacjenta i czytelnym pismem wypisuje wszystkie dane.

Patrzę na nią z zaciekawieniem. Jest wysoka i szczupła. Ubrana w czarne spodnie i białą bluzkę wygląda bardzo profesjonalnie.

– Co panią do mnie sprowadza? – pyta.

 – Cierpię na bezsenność i depresję – mówię krótko.

 – Leczy się pani? – pyta lekarka.

Odpowiadam, że tak i oświadczam, że mój lekarz zgodził się, abym spróbowała hipnozy. Pani doktor kiwa głową. Następnie zaczyna tłumaczyć mi, na czym polega zabieg. Opisuje wszystko szczegółowo, po czym pyta o jakieś wątpliwości.

Nie mam wątpliwości, chcę tylko spróbować kolejnej metody, która da mi szansę zasnąć bez prochów.

 – Zapraszam – mówi, wskazując ręką na stojącą przy ścianie kozetkę.

Kładę się, a lekarka zaczyna mówić. Jej monotonny głos nie wywiera nie mnie żadnego wpływu. Słyszę, co mówi, ale moje myśli biegną w zupełnie innym kierunku.

Myślę o powrocie do pracy i w pewnej chwili ogarnia mnie przemożna chęć otwarcia oczu i wyjścia z gabinetu.

Leżę jednak spokojnie, choć wewnętrznie spinam się już, a pragnienie opuszczenia tego miejsca narasta coraz mocniej.

Próbuję się jeszcze skoncentrować i posłuchać tego, co mówi hipnotyzerka, ale moje myśli odbiegły zbyt daleko.

Słucham jej, jakby była za ścianą i nagle uświadamiam sobie, że lekarka pozwala mi otworzyć oczy.

Z niewyobrażalną ulgą wykonuję polecenie.

 – Jak się pani czuje? – dociera do mnie jej pytanie.

 – Dobrze – odpowiadam. Nie rozwijam tematu, bo chcę stąd już iść.

Nie wiem dlaczego, ale zamiast się uspokoić, opanowało mnie do reszty uczucie narastającego lęku.

Lekarka, uśmiechając się do mnie, zaprasza na kolejną wizytę. Dziękuję za poświęcony mi czas i wychodzę z gabinetu.

W recepcji uiszczam stosowną opłatę, zaś recepcjonistka – automat sięga po kalendarz, żeby umówić mnie na następny termin.

Dyplomatycznie odpowiadam, że zatelefonuję, bo nie znam jeszcze grafiku służb w pracy, po czym, żegnana sztucznym uśmiechem, wychodzę.

Ulica jawi mi się jako bezpieczna przystań.

Czuję ulgę, ale mam też poczucie zmarnowanego czasu, pieniędzy i nadziei, że w końcu uda mi się pokonać Insomnię…

Katisha

Related Post

6 Replies to “Powiastka o hipnozie”

  1. Brzmi jak sensacyjna powieść.
    A mnie też czasem męczy bezsenność i myślałam, że może hipnoza to dobry pomysł. Teraz widzę, że niekoniecznie.

    1. Sama musisz spróbować, czy na Ciebie zadziała, bo wiem, że niektórym pomaga, ale to kwestia indywidualna. Co do powieści, mam zamiar włączyć ten fragment do pisanej książki, ale to kiedyś… Pozdrawiam 🙂

  2. Szkoda, że nie trafiłaś z tą hipnozą… Regressing wydaje się być jeszcze bardziej kuszący, acz tu poziom odwagi musi być jeszcze większy, wszak (teoretycznie) można się dowiedzieć wielu zaskakujących i szokujących dla siebie rzeczy… Sam nie próbowałem, choć w przyszłości – kto wie?

    1. Jeśli kiedyś będę miała możliwość, skorzystam z regressingu. Chciałabym się o sobie więcej dowiedzieć. Pewnie rozwiązałyby się niektóre zagadki mojego życia…

  3. Niezbyt przyjemne doświadczenie. Ja, uciekłabym już widząc ten beżyk na ścianach i minę rejestratorki. Mimo tego, że wiem jak pomocna może być hipnoza, nigdy się nie odważyłam jej spróbować.

    1. Na mnie nie zadziałała, choć pokładałam w niej duże nadzieje. Spróbowałabym chętnie kiedyś regressingu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *