Ścieżka

sciezka

Ścieżka duchowego wzrastania, po latach oczekiwania na swój czas, powróciła do mnie. Przyszła, gdy stałam się gotowa. Rozwinęła się, jak gładka wstęga, kiedy wszelkie potrzebne mi doświadczenia, przeżyte w młodości, ukształtowały mój punkt widzenia na życie.

“W złożonym i dynamicznym świecie
przeznaczenie z trudem i nie zawsze się wypełnia.
Wśród tysięcy splątanych ścieżek
trudno znaleźć swoją własną, opatrzoną imiennym drogowskazem.
Czasem, kiedy się wreszcie odnajdzie, ścieżka już dawno nie jest ścieżką,
lecz zadeptanym traktem, a przy wejściu pobierają opłatę.”

Piotr Kofta

Kilka dni temu ziściło się jedno z moich marzeń, którego początki sięgają końca lat dziewięćdziesiątych. Wtedy zaczęłam interesować się ezoteryką. Byłam stałym klientem sklepu “Pod Gwiazdami”. Miałam całą biblioteczkę książek o szeroko pojętej tematyce duchowej i ezoterycznej.

Wówczas zaczęłam przygodę z jogą. Praktykowałam czakroterapię. Uczyłam się odczytu runicznych kart. Czytałam o mudrach i Polarity.

W szkatułce spoczywały karty tarota, a w maleńkim pudełeczku – mosiężne wahadełko.

Prenumerowałam “Nieznany świat” i czytywałam “Czwarty wymiar”.

Poznałam tajemnicze pojęcia regressinu i rebirthingu.

W domu powiększała się liczba kryształów i kamieni szlachetnych do litoterapii, a ja nosiłam pierścień Atlantów i krzyż Ankh oraz zamierzałam zgłębiać tajniki chiromancji i feng szui.

Planowałam wstąpienie do Pomorskiego Towarzystwa Psychotronicznego.

I wtedy po raz pierwszy usłyszałam też o Reiki.

Jednak życie potoczyło się w taki sposób, że moje zamierzenia podążania ścieżką związaną z ezoteryką i duchowością musiałam odłożyć.

Wybrałam całkowicie inną ścieżkę. Niebezpieczną, emocjonalnie wyczerpującą i pełną ciężkich przeżyć, z którymi musiałam się codziennie konfrontować.

O trudnych emocjach, towarzyszących mi jeszcze długo po odejściu ze służby, powstał na blogu krótki cykl:

Trudne emocje. Kamuflaż

Trudne emocje. Spektrum

Trudne emocje. Eksplozja

Trudne emocje. Rezultat

Poskładałam więc rozwój duchowy w kostkę i starannie zamknęłam w szufladzie. Książki i inne atrybuty związane z ezoteryką zniknęły z mojego życia.

Zastąpione zostały codziennymi dawkami adrenaliny, której dostarczała mi praca, najpierw w prewencji, gdzie sięgałam dna, na które upadali ludzie, a później w wydziale kryminalnym, gdzie ogromna szafa pękała od stosów akt, z których wyzierały nieme błagania o odszukanie zaginionej osoby oraz zdjęcia osób czy zwłok o nieustalonej tożsamości.

Ścieżka duchowego wzrastania okryła się gęstą mgłą, a ja gasiłam ją z każdym wypalonym papierosem w wielkiej szklanej, wiecznie pełnej popielniczce, tkwiącej na moim biurku.

Rozpłynęła się ona w dusznej atmosferze klubów i pubów, dokąd szłam z kolegami po służbie odreagowywać skoncentrowany po całym dniu stres. Odsuwałam ją od stolików, przy których, długo w noc, nie potrafiliśmy rozmawiać o niczym innym, tylko o… pracy.

Pewnie wypatrywała mnie, schowana gdzieś na poboczach rzadko uczęszczanych pośród lasów w okolicy Szczecina dróg, ale nie wydobyły jej z ukrycia reflektory mojego samochodu, przecinające czerń nocy, kiedy uciekałam w ciemność i, nawijając samotnie bezsensowne kilometry na licznik, sądziłam, że widma z kart akt ułożonych starannie w mojej służbowej szafie przestaną mnie ścigać.

Czekała na mnie cierpliwie, aż wygram walkę z depresją, odłożę pistolet, wyplączę się z uzależnienia od psychotropów i przestanę wymykać życiu.

Moja ścieżka zaczęła się prostować, kiedy pewnego deszczowego popołudnia zaczęłam porządkować swoją bibliotekę.

Opisałam szczegółowo początek mojego procesu oczyszczania w jednym z odcinków Alfabetu zen.

Smutne laboratorium umysłu zamieniłam w piękną krainę alchemii, w której odkryłam swój osobisty kamień filozoficzny.

Dziś jestem lata świetlne od siebie samej sprzed kilku lat. Z radością i zaufaniem uczę się wzrastać. 

Realizację pogrzebanych marzeń zaczęłam od kursu Reiki.

Co będzie dalej?

Nie wiem, ale jestem pewna, że ścieżka poprowadzi mnie we właściwym kierunku – do pełni szczęścia.

“I dlatego warto wyruszyć w tę największą podróż od siebie do siebie po siebie…
I nieważne, ile czasu to zajmie.
Dla siebie samego warto iść na koniec świata,
nawet jeśli tam się okazuje, że to, czego się szuka, już się ma w sobie. (…).
Ale idź. Nawet jeśli mapy brak…
Po drodze okaże się, że tak naprawdę jej nie potrzebujesz.
Tylko wyrusz. Przed siebie.(…)
Poszerzaj siebie. Uwalniaj to, co już stare i przeszkadza w marszu.
I możesz się bać. (…) Ale można się bać i iść…
Początkowo to nie będzie proste.
Stare ścieżki tak dobrze wydeptane przecież,
umysł oswojony rozsiada się w swoim schematycznym królestwie i rządzi tobą, mówi, kiedy spać i jeść, jak reagować, jak oddychać…
Wchodząc na nową ścieżkę, trzeba wziąć porządną maczetę w dłoń
i karczować puszczę myśli, które nie zgadzają się na przyjście nowego.
Cierpliwie, dzień po dniu, wytrwale.
Jednego dnia nie wytniesz, odrośnie stara myśl –
one są silne jak mityczne wielogłowe smoki.
I odkryjesz w sobie MOC, o jaką się nie podejrzewałeś,
bo tuż przed upadkiem poczujesz, że możesz jeszcze i jeszcze, i jeszcze…
Aż w końcu wyjdziesz na jasną polanę, otrzesz pot z czoła i… westchniesz z ulgą.
A spoglądając w spokojną taflę jeziora, zachwycisz się… SOBĄ.”

Agnieszka Kawula

Katisha

Jeśli spodobał Ci się dzisiejszy tekst i uznasz go za wartościowy, może zafundujesz mi symboliczne espresso?

Related Post

4 Replies to “Ścieżka”

  1. “Nieznany Świat” i “Czwarty Wymiar” fantastycznie poszerzyły moje horyzonty i również były istotnym katalizatorem do zmian mojego postrzegania świata. Razem z “Nautilusem Radia Zet” zwróciły uwagę na zupełnie inną stronę życia. W pewnym sensie mnie uratowały. Zmieniły mnie i moje życie na lepsze. Przystopowały, zaintrygowały, wyciszyły. Dzięki nim również odnalazłem sens w chaosie bezsensu. I choć od dawna ich nie czytuję – akurat Nautilusowi pozostałem wierny – to właśnie w tych periodykach znajduję swe Kamienie Milowe kształtowania się mojego światopoglądu.

    1. Zastanawiałam się właśnie nad prenumeratą cyfrową tych periodyków, ale doszłam do wniosku, że na obecnym etapie, gdy czeka na mnie lista ponad 100 książek do przeczytania plus kurs Reiki i wykłady z astrologii, nie będę już miała czasu na ich lekturę. O kolejnych oczekujących na przerobienie kursach fotografii już nie wspomnę…

  2. Aż trudne do uwierzenia, że z ezoteryki przeskoczyłaś do policji. Dla mnie to jak skok na linie.
    Dwie zupełnie inne ścieżki. Ważne, że teraz odkrywasz nową.
    Podoba mi się to wycinanie myśli.

    1. To prawda, absolutnie przeciwstawne bieguny, choć gdyby poddać to gruntownej analizie, pewnie znalazłabym punkty wspólne. Pięknego weekendu Ci życzę, Aniu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *