Stan zawieszenia

stan-zawieszenia

Staram się. Naprawdę się staram, bo wiem, że rozwój duchowy to ścieżka, która nigdy się nie kończy. Codzienne znajduję więc czas na medytację i oczyszczające oddechy. Wiele kart zapisuję ostatnio w swoim dzienniku. Praktykuję wdzięczność i wstaję z uśmiechem, choć godzina szósta jest dla mnie środkiem nocy.  Rano piszę, zamykam się w cyfrowej ciemni, układam myśli i kreuję w nich swoje małe projekty. 

A jednak czuję się chwilami, jakbyś była zawieszona gdzieś w przestrzeni pośród życiem i trwaniem i zastanawiam się, jaki jest tego powód?

Żyję, czy tylko trwam? 

Mój nowy notatnik, kupiony z myślą o stworzeniu osobistego miejsca mocy, leży na razie w szufladzie, a ja miewam chwilami wyrzuty sumienia, że jeszcze nic w nim nie napisałam, choć mam już przygotowany plan zapisków.

Czakroterapia w folderze na pulpicie laptopa też czeka, a ja tłumaczę sobie codzienne, że musi widocznie przyjść czas, który jeszcze nie nadszedł.

Mam wiele pomysłów, które starannie składam w kostkę i odkładam na półkę „może kiedyś”. Dawno nie płynęła do mnie taka obfitość konceptów, ale ja nie chcę na razie brnąć w kolejne projekty. 

Planuję za to skończyć #minimalistycznemigawki, choć w założeniu miało być to przedsięwzięcie roczne. Uznałam, że 20 odcinków wystarczy.

Coraz mniej czasu spędzam w social mediach, czytam za to wciąż więcej i więcej, odkrywając nowe ciekawe książki. 

Ostatnio uświadomiłam sobie, że w swojej bibliotece mam wiele lektur, które niosą ze sobą smutne, przerażające i nasycone ciężkimi emocjami treści. Mentalnie zaczęły mi one bardzo ciążyć.

Sporo cyfrowych książek spadło więc z mojej chmury w niebyt (m. in. thrillery medyczne Cooka, „Lśnienie” Kinga, pozycje z zakresu literatury policyjnej na temat zbrodni i profilowania i jeszcze sporo innych).

Zastanawiające, jak uwalniająco działa odcięcie się od niskich energii tkwiących pozornie z daleka od nas (ulokowanych gdzieś w wirtualnej chmurze), a jednak związanych z nami niewidzialną wstążką z napisem „moja własność”. 

Trwam więc w  tym zawieszeniu i uświadamiam sobie, że to przecież jest życie. 

A może właśnie teraz, gdy odpuściłam wiele „muszę”, „powinnam”, „jestem zobowiązana”, gdy uczę się wyciszenia i spokoju, zaczęłam tak naprawdę żyć…

“Nie musisz opuszczać pokoju. Siedź przy stole i słuchaj.
Nie musisz nawet słuchać, po prostu czekaj.
Nie musisz nawet czekać, naucz się tylko wyciszenia, spokoju i samotności.
Świat dobrowolnie ofiaruje się tobie, abyś go odsłonił.
Nie ma wyboru; potoczy się w ekstazie do twych stóp.”

Franz Kafka

Katisha

Related Post

8 Replies to “Stan zawieszenia”

  1. Świat potężnie potrafi kusić swoją niezliczonością rzeczy, czekających tylko na twe odkrycie. Od tego ogromu może jednak potężnie rozboleć głowa, tudzież zwaryjować można całkiem! Ogrom, Ocean, Kosmos cały, Nieprzebrana Skarbnica Wiedzy i Wiadomości – wielką sztuką wydaje mi się umiejętność odpowiedniej segregacji i przefiltrowania, a następnie skubania małymi kęskami treści ci najbardziej pożądanych. To stwierdzenie jest raczej banalne, ale w swej prostocie wydaje mi się zwyczajnie prawdziwe. 🙂 Nie jestem filozofem, nie da się ukryć, acz fotka u góry jest taka piękna, choć taką prostą jest. Trawa, drzewo, rzepak, wstęga ulicy, no i niebo. Nic wyszukanego przecież, z jakże standardowymi kolorami! A ja to żrę oczyma i nażreć się tym nie potrafię! 😉

    P. S. Wiem, winno się skubać, nie żreć… 😉

    1. Delektuj się do woli zdjęciem 😉 Mam ostatnio sporo przemyśleń na temat odcinania się od social mediów i treści, które nic do życia nie wnoszą. Powoli wspinam się na wyższy poziom duchowości? Może. Kiedyś byłam już dość wysoko, później odpuściłam wspinaczkę, ale teraz znów idę przed siebie, z inną już wiedzą i doświadczeniem. Filtruję, segreguję i przesiewam przez gęste sito informacje z przestrzeni wokół siebie i czuję, o ile bardziej lżej mi na duszy i jak cudowne to uczucie, gdy odcinam się i mogę wybierać tylko to, co wartościowe i rozwojowe. To tak niesamowite uczucie, że chciałabym je podarować wszystkim ludziom na świecie!

  2. Też się zapętliłam wśród różnych myśli i słów. Dlatego jadę nad morze zapomnieć to co trzeba zapomnieć i przypomnieć sobie to warto sobie przypomnieć.
    Myślę, że jeśli tyle robisz, wreszcie odkryjesz swoją drogę i zajmiesz się tym co kochasz. Wątpliwości znikną i tego Ci życzę 🙂

    1. Myślę, Aniu, że ta droga, którą idę, jest tą właściwą. Czasami trzeba sobie tylko uświadomić, że jesteśmy we właściwym miejscu i w idealnym dla nas czasie, zaakceptować to i cieszyć się życiem. Życzę Ci owocnego wypoczynku nad morzem. Pozdrawiam ciepło 🙂

  3. Rozumiem Cię doskonale…
    Mam podobnie, choć nie potrafię przestać i paradoksalnie zapętlam się jeszcze bardziej. Wciąż brnę w coś nowego, nie kończąc tego, co stare…
    Czekam na wakacje, bo teraz ten napęd pozwala mi chyba oderwać się os złych myśli o pracy. Chyba mi to potrzebne, gdy reszta jest nieciekawa…

    1. Wiem, o czym piszesz, bo przez to samo przeszłam. Identyczny schemat – rzucanie się w wir wyzwań, webinarów, kursów itd., żeby wypełnić pustkę albo żeby nie pozwolić sobie na konfrontację z własnymi emocjami czy myślami, wreszcie żeby się nauczyć, doczytać, dowiedzieć… Jednak odzyskanie spokoju i uważny wybór z pytaniami: czy jest mi to niezbędne, co mi to przyniesie, ile muszę zainwestować w to przedsięwzięcie czasu i sił i czy dzięki temu będę szczęśliwsza i bardziej spełniona – jest podstawowym zestawem pytań, który teraz zadaję sobie, zanim zasubskrybuję następny newsletter z darmowym kursem czy wyzwaniem. I okazuje się nagle, że jestem szczęśliwsza bez kolejnego ebooka o wydawaniu powieści, bez checklisty z audytem konta czy kursu na jakiś temat. Wybieram to, co naprawdę mnie rozwija i cieszę się, bo widzę pozytywne efekty tych decyzji. Ale wszystko jest po coś, każdy ma swoją ścieżkę, widocznie teraz Ty musisz iść właśnie taką, a nie inną drogą. Ściskam mocno!

        1. Nie oceniać nikogo – bardzo trudna sztuka. Uczę się jej cały czas. Uściski!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *