Tajemnica zen

Piątkowy wieczór.

Minęła godzina dwudziesta. Październik przynosi już o tej porze miękką ciemność.

Zapinam moją ciepłą czarną bluzę, biorę kubek świeżo zaparzonej herbaty i otwieram drzwi na taras. Siadam na drewnianym krzesełku. Podwijam nogi.

Patrzę przed siebie na miasto pogrążone w mroku. Rozświetlone maleńkie okna mieszkań w odległym wieżowcu wyglądają jak zrzucone z nieboskłonu okruchy dalekich słońc.

Zawieszam na chwilę wzrok na lśniącym rzędzie dalekich latarni. 

A później odchylam głowę i sięgam wzrokiem w roziskrzone gwiazdami wieczorne niebo. Zatrzymuję czas w tej cudownej chwili błogiej medytacji.

Wtedy pojawia się uważność. Otula mnie swoją obecnością.

Dzięki niej świadomie odczuwam lekki powiew wieczornego chłodu i oddycham głęboko ciągnącym od morza świeżym powietrzem.

Czuję pod palcami gładkie szkliwo kubka, ciepło, które oddaje moim dłoniom i waniliowy aromat herbaty.

Magia wieczoru w tak prostych czynnościach jest niewyobrażalnie piękna!

Stapiam się całkowicie z ciemnością wieczoru. Moja dusza scala się z kosmosem. Ego rozpływa się w aksamitnej czerni.

Teraz jestem w pełni sobą.

To chwila mojego satori.

***

Sobotni poranek.

Po godzinie siódmej powoli wstaje słońce. Błękit nieba mąci parada chmur. Przesuwają się po nim ciężkie ołowiane obłoki, lekkie przejrzyste woalowe szarości, aż nadciąga wreszcie bita śmietana oświetlona promieniami wschodzącego słońca. 

W bluzie i kurtce, bo poranek jest zimny i wietrzny, kulę się na tarasowym krześle. W ręku obowiązkowy kubek z gorącą kawą.

Niedzielny poranek jest cichy i spokojny. Wczesna pora sprzyja kontemplacji. 

Wzrok podąża za chmurami. Obserwuję ich fantastyczną rewię. 

Zaraz trzeba wstać, spakować torbę. I wrócić.
Do szczecińskiej codzienności. Do swoich widoków. 

Ale jeszcze chwilę, jeszcze odrobinę chłonę sobą spokój tego miejsca.

Spektakl na niebie trwa. Obraz zmienia się nieustannie.

Myśli płyną z obłokami.

To jest TA chwila, w której mój umysł jest wolny.

Jest zen. 

“Możliwe, że tajemnica zen polega tylko na zrozumieniu tu i teraz.”
Henri Brunel

Katisha

 

Related Post

2 Replies to “Tajemnica zen”

  1. Oby każda chwila była tak urocza. Niestety, gdy stoję na przystanku i czekam na autobus lub tramwaj, nie podoba mi się. Chciałbym uciec, przenieść się w czasie, nie widzieć ulicy, samochodów, ludzi, nie słyszeć hałasu. Mój wzrok wędruje do nielicznych drzew i do nieba.
    Tylko te elementy tej chwili akceptuję. I co z tym zrobić?

    1. Aniu, ja Cię doskonale rozumiem. Ogromny wpływ na nasze postrzeganie chwili ma sytuacja i otoczenie, w jakim się znajdujemy. O ile łatwiej jest akceptować i dostrzegać piękno chwili, pijąc kawę na tarasie w ciszy lub spacerując pustą plażą o zachodzie słońca, czy podążając ścieżką pośród idyllicznych pól i łąk…
      Ja, mieszkając w Szczecinie, sporadycznie wybieram się do tzw. centrum miasta, gdyż hałas i chaos jest dla mnie męczący. Wolę tkwić w swej spokojnej peryferyjnej dzielnicy i zachwycać się widokiem Puszczy Bukowej z okna. Ale i ja mam opodal linię kolejową i hałas pociągów, a latem – plac zabaw i głośno krzyczące bawiące się dzieci. Próbuję jednak skupiać się na pozytywnych elementach życia. To trudne, wiem, ale piszesz, że i Twój wzrok wędruje w stronę drzew i nieba. Potrafisz więc odszukać w chaosie cząstkę uważności, a to już bardzo dużo. Życzę Ci wielu drzew i bezkresu czystego nieba w szarej jesiennej codzienności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *