Trudne emocje. Część 2. Spektrum

Pierwszą część cyklu “Trudne emocje” można znaleźć tutaj: kamuflaż

BEZSILNOŚĆ

Domowe awantury, znęcanie się nad kobietami i dziećmi, alkoholizm. Podczas interwencji jedynie chwilowa możliwość udzielenia pomocy: „Zabieramy go do izby wytrzeźwień…”
„Nie! Nie mamy pieniędzy, żeby zapłacić, a jak on wróci, to będzie jeszcze gorzej!” Rozpacz w głosie. Nie możemy spędzić całej służby w tym domu, musimy jechać na kolejne wezwanie, bo operator już woła. Niebieska karta albo zawiadomienie o znęcaniu. Koniec interwencji. Wychodzisz, razem z bezsilnością opisaną lakonicznie w notatniku – awantura domowa, personalia, adres, wynik interwencji: pouczono.

ŻAL

Późny wieczór. Czekasz w radiowozie przy komisariacie. Podchodzi do ciebie mężczyzna w średnim wieku i łamiącym się głosem prosi o wsparcie. Pokazuje wypiskę z więzienia. Nie ma już domu. Żona wyrzekła się go dawno temu. Wrócił więc tylko po swojego wiernego psa, z którym teraz stoi przed tobą. Czarny rottweiler siada grzecznie na chodniku. Pytasz, jak pomóc.
Ja sobie poradzę, proszę pani, słyszysz. Udało mi się dostać robotę, ale jeszcze wypłaty nie mam, a muszę nakarmić psiaka, wskazuje towarzysza niedoli.
Sięgasz po pieniądze odłożone zawsze w legitymacji służbowej na tzw. czarną godzinę, podajesz mu banknot. Dziękuje ci. W oczach błyszczą mu łzy.
Odwracasz spojrzenie i pospiesznie ukrywasz żal razem z legitymacją pod bluzę moro.

WSTYD

Musisz dokonać przeszukania kobiety w izbie zatrzymań. Wchodzisz z nią do specjalnej, pustej zupełnie, celi.
Pamiętasz o tym, że w szkole policyjnej podkreślali wielokrotnie, że przestępcy bywają niezwykle kreatywni, jeśli chodzi o ukrywanie różnych przedmiotów, z których mogą zrobić pożytek, niekoniecznie pożądany przez organy ścigania.
Zakładasz więc gumowe rękawiczki, prosisz, żeby kobieta zdjęła z siebie ubranie. Najczęściej zdejmują wszystko, oprócz bielizny.
Kula w gardle, ale łykasz ślinę. Bieliznę też proszę, zdjąć, mówisz.
Zaskoczenie, zażenowanie, zakłopotanie. U nas obu.
Często się zdarza, że kobieta jest w trakcie miesiączki, ale w tym wypadku biologia nie jest czynnikiem zezwalającym na zastosowanie taryfy ulgowej.
Każdą rzecz dokładnie przeglądasz, obszukujesz, przetrząsasz. Dokładnie i precyzyjnie musisz też zrewidować osobę, jej włosy, jamę ustną.
Dziękuję, proszę się już ubrać.
Z ulgą ściągasz rękawiczki i wrzucasz je wraz z towarzyszącym ci wstydem do kosza.

LĘK

Operator zleca pilną interwencję. Sąsiedzi zgłaszają, że w mieszkaniu nad nimi słychać krzyki i groźby. Adres jest ci znany. Mieszka tam matka z synem. Oboje niezrównoważeni i mający problemy z prawem. Sytuacja jest dramatyczna. Brak reakcji na żądanie otwarcia drzwi, jedynie wrzaski i okraszone wulgaryzmami epitety oraz przyrzeczenie zabicia „starej k…” przez syna, który, jak się okazuje, gania z siekierą po domu, niszcząc w szale meble.
Czekając na otwarcie drzwi przez straż pożarną, sięgasz po pistolet. Czujesz wewnętrzny dygot i zdajesz sobie sprawę, że lęk zawładnął twoim ciałem. Uświadamiasz sobie, że wchodząc za próg mieszkania, możesz dostać w prezencie cios siekierą, ale kiedy drzwi stają wreszcie otworem, adrenalina wykopuje lęk gdzieś na korytarz. Zgarniasz go ze sobą, tkwiącego w osłupieniu w kącie dopiero, gdy szarpiąc się z zatrzymaną, wleczesz ją do radiowozu.

SMUTEK

Wchodzisz do mieszkania, w którym zmarł starszy człowiek. Przeraźliwa pustka wśród sprzętów. Zwłoki w rozkładzie. Żadnej bliskiej osoby, nikt nie przyjdzie na pogrzeb. Uświadamiasz sobie, jak bolesna i przerażająca jest samotność, szczególnie u kresu życia. Jedziesz z partnerem na cmentarz, by z własnych funduszy kupić zmarłemu symboliczny znicz i wiązankę. Smutek zostawiasz z nimi w cmentarnej kaplicy i starasz się nie myśleć już o tym, że nigdy nie wiadomo, jak będzie wyglądał kres twojego życia…

NIEMOC

Na dyżurze zdarzeniowym przyjmujesz od kobiet zawiadomienia o znęcaniu. Wypełniasz kolejne strony protokołów i wiesz, że prawie wszystkie na drugi dzień przyjdą wycofać zgłoszenie. Przerażenie w ich oczach, a w tobie bunt gdzieś głęboko, że oprawca śmieje się w twarz, bo ona nie zawsze ma szansę, by uciec, nie ma dokąd, nie ma pieniędzy, często są jeszcze dzieci, a miejsc w domach samotnej matki brakuje…
Przekazujesz sprawę sekcji dochodzeniowej. Niemoc, ukryta wśród słów wypisanych starannie na drukach zawiadomienia, rozkłada ręce w geście poddania.

BEZRADNOŚĆ

Matka składa zawiadomienie o zaginięciu córki, która zostawiła dwoje małych dzieci i wyszła do sklepu.
Kilka godzin później znajdujesz córkę w hotelu robotniczym z człowiekiem, dla którego porzuciła dotychczasowe życie. Odeszła świadomie z zamiarem zerwania więzów z rodziną.
Zawiadamiasz matkę, że córka żyje, przekazując jednocześnie jej decyzję.
Patrzysz na łzy i rozpacz zgłaszającej, słyszysz jej krzyk, dlaczego? co z dziećmi? co się stało? gdzie ona jest?
Pytania, pytania, pytania… Nie możesz powiedzieć, gdzie jest, z kim jest i dlaczego odeszła. Wolno ci przekazać tylko to, że żyje i nie życzy sobie żadnych kontaktów. Odwołujesz poszukiwania za zaginioną i oddajesz bezradność wraz z aktami do archiwum. Na wieczne czasy…

PRZYGNĘBIENIE

Pobierasz z sekretariatu stos poczty i trafiasz na zwłoki nn. Musisz jechać do prosektorium na czynności, założyć akta sprawy i wierzyć, że identyfikacja zakończy się powodzeniem. Że uda się wyprawić pogrzeb osobie z jej imieniem i nazwiskiem, że nie trafi na cmentarzu do smutnej kwatery nn.
Ale dni mijają i nic się nie zmienia. Dla kogoś mniej wrażliwego to tylko kolejny nn, ale dla ciebie, duszy wypełnionej po brzegi wrażliwością i empatią, to człowiek, który utracił swą tożsamość.
Akta leżą na najwyższej półce, a ze smutnych spraw nierozwiązanych identyfikacji spogląda na ciebie z niemym wyrzutem przygnębienie. Widzisz je stale, bo szafa otwarta jest całymi dniami…

O swoich emocjach związanych z prowadzeniem spraw identyfikacyjnych napisałam tekst, który pojawił się na blogu w listopadzie: Reminiscencje. Prosektorium

GORYCZ

Grudzień. Święta za pasem. Przyjmujesz zgłoszenie o zaginięciu. Upośledzony dorosły mężczyzna. Zaginięcie pierwszej kategorii.* Rzucasz wszystko, bo to jest najpilniejsze. Wysyłasz setki telegramów, pospiesznie analizujesz zawiadomienie, organizujesz wielką akcję poszukiwawczą. Tyraliery policjantów przeczesują leśne tereny, w mieście trwają gorączkowe poszukiwania. Żadnych efektów.
Kolejny dzień przynosi zgłoszenie przypadkowego spacerowicza. W lesie znajdujesz już tylko martwe ciało zaginionego.
Próbujesz wyścielić goryczą dno czarnego worka, zanim nad zwłokami zostanie zaciągnięty zamek błyskawiczny. Może zdążysz…

*Aby zakwalifikować zaginięcie do tzw. kategorii pierwszej, musi być spełnionych szereg przesłanek. Jedną z nich jest powód, gdy miejsce pobytu opuściła osoba, która z racji swego stanu zdrowia – upośledzenie – nie może kierować swoim postępowaniem i wymaga opieki innych osób, a ponadto może zachodzić uzasadniona obawa zagrożenia jej życia lub zdrowia.

Katisha

Related Post

10 Replies to “Trudne emocje. Część 2. Spektrum”

    1. Sam dobrze wiesz, że niewiele osób w ogóle ma szacunek dla policji, a doceniają jej pracę jednostki…

    1. Wiesz, Aniu, myślę, że muszę być mocna cały czas, całe życie, ale gdy umiem już radzić sobie z emocjami, jest zupełnie inaczej. Teraz staram się im nie poddawać, gdy czytam wiadomości o porzuconych, maltretowanych zwierzętach, o katastrofie klimatycznej czy o zwykłe ludzkiej głupocie. Ty sama wiesz, że to też trudne emocje…
      Uściski!

    1. Dziękuję Ci, Karolina, za Twoje słowa. Pomoc psychologiczna oczywiście jest dostępna (są psycholodzy resortowi), ale w czasach, kiedy ja służyłam, nie było to jeszcze takie powszechne. Poza tym, starałam się być silna, jak wszyscy inni, którzy w głębi siebie też pewnie przeżywali podobne rozterki i emocje.
      Uściski dla Ciebie!

  1. Wstrząsający tekst. Rozpadłam się na kawałki… Tyle emocji, które trzeba chować w sobie, by wykonać po prostu robotę…

    1. Tak. Gdybym ich nie ukrywała, płakałabym z tymi pokrzywdzonymi…. Trzeba było ubrać się w zbroję i założyć maskę, ale mimo, że ciężka to była praca, dawała mi naprawdę sporo satysfakcji.
      Dziękuję, Kochana, za Twoje słowa. To dla mnie znak, że o emocjach trzeba pisać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *