Trudne emocje. Część 3. Eksplozja

trudne-emocje-eksplozja

Poprzednie części cyklu “Trudne emocje” można znaleźć tutaj:  kamuflaż – spektrum

Przez kilka lat uparcie próbujesz odwieszać EMOCJE na wieszak z mundurem.
Nic z tego, włóczą się za tobą bez chwili wytchnienia.

Później usiłujesz je zatrzaskiwać w szafie pancernej.

Leżą wszystkie POUKRYWANE między aktami spraw poszukiwawczych i identyfikacyjnych i wydaje ci się, że już tam pozostaną.

Ale gdy zamykasz drzwi, uciekają spod stosów kart i osnuwają cię welonem emocjonalnej mgły, ciężkiej i przytłaczającej.

Czasami masz nadzieję, że gdy ZAMKNIESZ je w sejfie wraz z bronią, której tego dnia nie zabierasz ze sobą do domu, uda ci się przetrwać bez ich towarzystwa choć kilka godzin, ale i stamtąd wymykają się chyłkiem.

Podstępnie SKANUJĄ ci umysł i sączą jad, spływający do twojej duszy.

Próbujesz je z siebie wydmuchać wraz z dymem z kolejnego papierosa, starasz się ZDUSIĆ, ale one wysypują się razem z niedopałkami z przepełnionej ciężkiej popielniczki, która jest stałym akcentem wystroju twojego biurka.

Żyjesz w ciągłym napięciu i brak ci umiejętności konstruktywnego wyrażania EMOCJI.

Nie możesz pozwolić sobie na utratę KONTROLI, więc dławisz, upychasz, temperujesz, dusisz…

Trzymasz je w karbach, pokazując niewzruszoną gładką maskę, choć psychika przypomina już rozszalały WULKAN, który lada chwila obróci w gruzy twój umysł.

Wreszcie lawa zapiekłych ze złości emocji EKSPLODUJE…

***

Rozsypujesz się.

Pękasz jak stłuczone lustro.

Okruchy twojej jaźni skrzą się na ziemi.

Przyglądasz się im ostrym krawędziom ze zdumieniem.

Tak wyglądają kawałki mojego umysłu, dziwisz się.

Powłócząc noga za nogą idziesz do komisariatu zanieść zwolnienie lekarskie.
Nie poznają cię tam w pierwszej chwili.

Bez makijażu, ze smętnie zwisającymi włosami, wleczesz za sobą tren długiego czarnego płaszcza i w niczym nie przypominasz perfekcyjnie prezentującej się Morticii.

W twoim życiu pojawiają się za to nowi, niezawodni „przyjaciele”…

Katisha

Related Post

12 Replies to “Trudne emocje. Część 3. Eksplozja”

  1. “Piękne” po eksplozji rozsypanie… Ale i sama erupcja, graficznie też niczego sobie – pozdro dla Andrzeja! 🙂

    1. Jeszcze “piękniejsze” będą rezultaty owej erupcji. Andrzej dziękuje za pozdrowienia i pozdrawia Ciebie 🙂

  2. Piękna dyskusja na temat emocji. Wielokrotnie zdarza się tak ,że nawet terapia u psychologa nie jest w stanie pomóc, czyli odwrócić biegu kanciastej i tnącej emocji. Nie pozwala zabliźnić się ranom. Wielu ludzi próbuje zmagać się samodzielnie z problemami wynikającymi ze złych emocji . I to też nie jest dobre. Nie mamy wiedzy, doświadczenia. Zatem łagodzenie stanów po niekorzystnych doświadczeniach staje się dodatkową udręką. Wszędzie potrzebna jest równowaga i świadomość. Każdy z nas osiąga te dwa stany w różnym tempie. Faktem jednak jest, że aby je osiągnąć , muszą być “przerobione” w taki czy inny sposób burzliwe doświadczenia.

    1. Terapia u psychologa czy psychoterapeuty jest dobrym rozwiązaniem, ale znalezienie naprawdę dobrego specjalisty graniczy z cudem. Samodzielne zmaganie się z problemami nie przynosi często upragnionej ulgi. Sama uczestniczyłam w różnych psychoterapiach, ale z głębin mroków wychodziłam zupełnie sama. Długo, ale efektywnie.

  3. Pojawiają się nowi przyjaciele? W sensie pomocni ludzie? Czy może uczucia, które teraz rządzą w tobie? Smutek, żal, płacz, lęk? U mnie był lęk, zwłaszcza rano. Bałam się życia. Na szczęście minęło.Dobrze, że i u Ciebie nadszedł czas zmiany. Uczucia wreszcie wybrzmiały.

    1. Przyjaciele, ale wzięci w cudzysłów… Niestety, mierzyłam się sama z tym, co nastąpiło po eksplozji. Przyjaciele, których miałam na myśli, byli (a niektórzy wciąż są) niezawodni w sensie wierności i trwania przy mnie, ale nigdy nie marzyłam o ich towarzystwie i obecności w życiu. W kolejnym wpisie pojawią się wszyscy…
      Uczucia wybrzmiały, to prawda, ale dopiero dziś potrafię je wspominać bez bólu i cierpienia. Długą drogę musiałam przejść, ale i o tym jeszcze napiszę.

  4. Temat uniwersalny, ponieważ dotyczy każdego człowieka. Nie uczą nas przeżywać naszych emocji, tylko je odkładać, czy odwieszać, jak napisałaś, wypierać, spychać do podświadomych rewirów, z których – jedno jest pewne – urwą się jak psy za długo trzymane na krótkiej smyczy. Emocja jest jak fala, tak kiedyś usłyszałam, gdy zaczęłam pracować nad swoimi, musi przejść pełny swój bieg, od momentu pierwszego poruszenia, do ostatniego spienionego bąbelka wody zmieszanego z piaskiem gdy już się cofa. Tłumić, unikać, negować, przykrywać innymi emocjami to niestety oznacza nie przeżyć od początku do końca w unikalny sposób, jaki jest nam dany. I nie poznać siebie. Takiego i takiej, jakim się jest. Właśnie z tymi – jak wspaniale napisałaś – ostrymi krawędziami. I jeszcze z tą głębią, którą fala ukrywa. Co ciekawe każdy z nas ma jakąś jedną lub dwie dominujące emocje. Interesujące dlaczego takie, dlaczego włączają się właśnie w tych , a nie innych momentach. Nauczyłam się co jest dla mnie istotne przy moich emocjach – obserwacja i akceptacja. No, tak mam. A że kocham warstwy i kieszenie ludzkie, to innych ogarniam takim właśnie spojrzeniem, że mają swoje. Dziękuję Kasia za Twoje refleksje na ten temat. Uścisk, Olga

    1. Piękne porównanie emocji do fali, Olgo. Tak, emocja musi być wyrażona od początku do końca. Inaczej rani nas ostrymi krawędziami. Jeśli jednak przeżyjemy ją świadomie i uważnie, ostre ranty złagodnieją, a nasza uważność je wygładzi. Emocja przeminie i nie zostawi w nas ran…
      Zaakceptowanie trudnej do wyrażenia emocji to dla większości ludzi ogromne wyzwanie, czasami nie są w stanie tego unieść i latami udręczani są przez ostre kanty, spienioną grzywę fali czy drobny, acz uwierający piasek.
      Wyrażanie emocji – tego powinni uczyć w szkole wykwalifikowani psycholodzy. Ta umiejętność niejednokrotnie może uratować nam życie…
      Ściskam i dziękuję za Twoją refleksję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *