Ukoronowana. Zapiski postcovidowe.

ukoronowana-zapiski-postcovidowe

Rok od rozpoczęcia pandemii koronawirusa dostąpiłam zaszczytu. Dwudziestego drugiego marca 2021 roku zostałam ukoronowana. Koroną, o której bynajmniej nie marzyłam, której nie pożądałam i nie pragnęłam.

Rok temu pisałam o dżumie współczesnej z nadzieją, że nie dotknie mnie jej bakcyl.

“Nasze życie przeważnie nie jest tym, które pragnęliśmy wybrać i tworzyć.
Jest tym, które nas wybrało i tworzy.”

Wendell Berry

Dwudziestego drugiego marca zostałam poddana testowi na obecność covid-19.

Dzień później w portalu pacjenta odczytałam wyrok: test pozytywny.

Dżuma współczesna, mimo dystansu, zachowywania higieny i noszenia masek, przyszła do mnie. 

Zostałam ukoronowana.

19 marca, piątek

Jak co tydzień, zabieram się za sprzątanie mieszkania. Zaczynam od kuchni. Porządkuję nawet wnętrza szafek. Jednak trudno mi się podnieść z klęczek, ciężko wyprostować kręgosłup i schylić się.

Normalnie zrzucam to na karb fibromialgii, ale tym razem ten ból mięśni jest jakiś inny. Dziwne…

Nie jestem w stanie dokończyć porządków. Zostawiam odkurzacz w pokoju. Dokończę w sobotę, myślę.

20 marca, sobota

Budzę się rano. Samopoczucie w miarę normalne. Jednak po śniadaniu zaczyna mnie ogarniać niepokój. Czuję rosnący wewnątrz siebie lęk.

Od dłuższego czasu pracuję nad rozwojem swojej intuicji. Prowadzę dziennik, zapisuję układy anielskich kart i ich interpretację. Dzięki temu zaczynam doświadczać pewnych przebłysków i odkryć. To fascynujące!

W sobotnie południe głos wewnętrzny już do mnie nie mówi. Krzyczy! Staram się go uciszyć, bo wydaje mi się, że to moje ego znów podejmuje taniec z lękiem, ale krzyk wewnętrzny jest tak silny, że nie mogę go dłużej ignorować.

W głowie przewija się taśma: wywieź psa – wywieź psa – wywieź psa…

Lęk osiąga apogeum. O godzinie trzynastej bierzemy plecak, w który pakujemy worek karmy, puszki z jedzeniem, psie smakołyki i kosmetyczkę z lekami oraz rozpiskę z ich dawkowaniem.

O godzinie trzynastej czterdzieści zostawiamy Szczecin za sobą. Przed nami pięćset kilometrów. Wraz z przekreśloną tablicą z nazwą mojego miasta lęk odpuszcza, a ja zaczynam rozumieć, że to nie krzyk ego, a głos mojej intuicji.

“Intuicja jest zdolnością duchową i nie wyjaśnia, ale po prostu wskazuje drogę.”
Florence Scovel Shinn
 

Kilka kilometrów za Opolem, na parkingu stacji benzynowej widzimy się z rodzicami po raz pierwszy od ponad sześciu miesięcy. Nie możemy się przywitać. Zachowujemy dystans. Oddajemy Wegę i jej rzeczy, żegnamy się, po czym nasze samochody rozjeżdżają się w dwóch przeciwległych kierunkach.

Przed nami powrót. Kolejne pięćset kilometrów.

Zachód słońca jest spektakularny, ale nie mam ze sobą aparatu…

Czuję spokój, że pies jest już bezpieczny.

21 marca, niedziela

Samopoczucie dziś takie sobie. Mamy oboje z Andrzejem objawy przeziębienia.

22 marca, poniedziałek

Rano dzwonię do lekarza rodzinnego. Objawy wskazują na zarażenie covidem. Pojawiają się zaburzenia smaku i węchu.

Lekarz oddzwania w południe. Chwilę po telefonie mamy już skierowanie na test. Na dworze świeci pięknie słońce. Wsiadamy do samochodu i za kilka minut czekamy już w kolejce do mobilnego punktu testów. Przed nami wiele samochodów. Za nami także.

Głos wewnętrzny mówi mi, że test będzie dodatni.

Wracamy do mieszkania. Na portalu pacjenta pojawia się informacja o kwarantannie.

Po południu nie mam już nawet ochoty na jedzenie, które kompletnie straciło smak. Moje olejki aromaterapeutyczne już nie pachną. Próbuję wciągnąć zapach eukaliptusa. Nie czuję nic, oprócz dziwnej pewności, że jestem zarażona koronawirusem.

23 marca, wtorek

Rano loguję się na portal pacjenta. Czytam.

22.03.3021 o godz. 23.00 zostało przeprowadzone badanie na obecność koronawirusa w Twoim organizmie. Wynik testu: pozytywny.

Zmienia się także status z “kwarantanna” na “izolacja”.

W dniu 22.03.2021 nałożono obowiązek izolacji domowej, która powinna zakończyć się w dniu 31.03.2021.

Zostałam ukoronowana wbrew sobie, myślę.

Kilka kolejnych dni jest pasmem oczekiwań. Co dalej?

Pojawiają się kolejne objawy. Silny ból głowy i gałek ocznych. Kompletnie zapchane zatoki. Osłabienie.

Wreszcie ciężki kaszel.

Przygotowuję rzeczy do szpitala. Na wszelki wypadek. Pogorszenie może nastąpić w każdej chwili, a wtedy nie będzie czasu na pakowanie.

Czas odmierzamy kontrolą saturacji co trzy godziny. I powolnymi wędrówkami po mieszkaniu. I jeszcze ćwiczeniami oddechowymi.

Cieszę się, że nauczyłam się już dawno oddychania przeponą. 

I cieszę się, że Wega jest bezpieczna, bo nie ma tu obok nas nikogo, kto mógłby nam podczas izolacji pomóc w opiece nad nią.

Pobliską ulicą często przejeżdżają karetki pogotowia na sygnale. Załoga najczęściej ubrana jest w białe kombinezony. To znak, że jadą do chorego z koronawirusem.

Do objawów choroby dokładam cegiełkę lęku.

Covid rozgościł się na dobre w moim organizmie. Wspólnie z kaszlem urządzili sobie w moich płucach kasyno. Grają w najlepsze w pokera, blackjacka, ruletkę, może i rosyjską, kto ich tam wie…

Daję im do zrozumienia, że zabawili już wystarczająco długo. Czas, by wyruszyli w drogę powrotną. Ku gwiazdom.

Dostaję tak wiele wsparcia od całej rodziny, przyjaciół i znajomych.

To wspaniałe i budujące!

29 marca, poniedziałek

Mija tydzień od dnia początku izolacji. Ciężki kaszel nie zamierza się jeszcze wyprowadzać z moich płuc. Czekają mnie z nim trudne negocjacje.

Lecz dziś czuję już smak potraw. I aromat eukaliptusa. I nawet subtelną woń lawendy. Przytknęłam do nosa swoją malutką poduszeczkę z suszoną lawendą i rumiankiem, którą trzymam w pościeli. Tak delikatny ma zapach, ale już go czuję!

Dziś po raz pierwszy od tygodnia usiadłam do medytacji.

Nie tak dawno pisałam o tym, co jest ważne w życiu.

Dziś wiem, że najważniejsza jest świadomość. Świadomość własnej słabości. I wiedza o tym, jak niewiele wiemy. I poczucie tego, że życie jest tak ulotne, a człowiek, mimo tego, że silny, jest jednocześnie tak kruchy.

Dziękuję swej intuicji. I dziękuję chorobie, bo wiem, że pojawiła się w moim życiu po coś.

W jakimś celu zostałam przecież ukoronowana.

Obok mnie stoi miseczka truskawek, które rano wyciągnęłam z zamrażarki.

Czuję ich smak i aromat. Czuję wdzięczność za to, że żyję. 

“Bodhidharma, niebieskooki, brodaty olbrzym,
który przybył do Chin w połowie VI wieku,
tak opowiadał wielkiemu cesarzowi:

– Panie, ani świątynie o złoconych dachach,
ani posągi Buddy, ani święte teksty,
ani nic nie jest warte rozbudzonej świadomości.
Chodzić, siadać, pracować, rozmawiać, jeść, oddychać,
dostrzegając mijającą chwilę, tę kroplę wieczności.
Nic nie jest tego warte.”

Henri Brunel

Po raz kolejny przekonuję się, że nie jest istotny stan konta, nie jest ważne stanowisko i prestiż. Nie ma znaczenia, jaki mam w aparacie obiektyw.

Liczy się świadomość.

Liczy się tu i teraz.

Nic więcej.

Katisha

Related Post

6 Replies to “Ukoronowana. Zapiski postcovidowe.”

  1. Myślę sobie, wybacz, że tak sobie myślę, ile osób choruje, bo strach w nich zwyciężył.
    Znam tylko osoby pokonane przez strach. Wcześniej izolowały się, nosiły maski na twarzy i tak jak Ty mówiły o zarazie. Na przykład koleżanka mojej mamy. Też z pozytywnym wynikiem trafiła do szpitala. Nawet nabawiła się zapalenia płuc. Wyszła z tego, jednak w szpitalu trochę posiedziała.
    Myślę sobie, co robi z nami strach. Po co oglądamy wiadomości w telewizji? Po co słuchamy radia? Dlaczego nie żyjemy normalnie? Dlaczego nie pozwalamy sobie oddychać? Co nam dają te maski i izolacja? Co nam daje to przekonanie, że ta choroba jest najgorszą chorobą na świecie? Nic. Koleżanka mamy wyzdrowiała. Inne osoby, które miały wyzdrowieć też wyzdrowiały. Ci, którzy mieli umrzeć, umarli.
    Wybacz tę gorzką refleksję. Życzę Ci zdrowia. Już się nie szczep. Przeszłaś to. Po co Ci dodatkowe trucizny.

    1. Aniu, dziękuję Ci za obszerny komentarz. Ja osobiście od dawna nie oglądam wiadomości i bardzo staram się pracować ze swoimi lękami. Staram się też normalnie żyć, choć oczywiście noszę maseczkę. Nie wiem, czy covid to akurat najgorsza choroba, choć w tej chwili pewnie tak jest – wszystko, co nie do końca zbadane, wydaje się nam straszne. Wiele lat temu takimi przerażającymi ludzkość chorobami były dżuma, tyfus czy cholera, a jednak człowiek w końcu je ujarzmił. Pamiętam też początki epidemii AIDS i lęk przed wirusem HIV. I ja życzę Tobie zdrowia, bo to najważniejsze w obliczu każdej choroby. Inne przecież nie zniknęły, choć covid je przysłonił swym cieniem. Wszystko przemija, więc i ta pandemia też w końcu minie. Pięknej wiosny Ci życzę!

  2. Kasiu, Ty o wszystkim piszesz w taki sposób, że przeżywam to w sobie.
    Masz w sobie wiele pokory i zrozumienia. To piękne dary. Niech Twoja świadomość wciąż rozkwita.
    Współczuję choroby, ale czuję ulgę, że obyło się bez szpitala i poważniejszych objawów. Tulę mocno i trzymam kciuki za Wasz całkowity powrót do zdrowia. 💙

    1. Moniś, dziękuję za to, że jesteś, że czytasz! Bardzo się staram, by moja świadomość wciąż się rozwijała. I bardzo chcę nauczyć się pokory – to piękny dar, o którym tak często ludzie zapominają. Ściskam Cię mocno i życzę wszelkiego dobra 💙💙💙

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *