W poszukiwaniu zen

Aura za oknem nie może się zdecydować, czy wciąż paradować w szatach jesiennych, czy wdziewać już wiosenne.

Zignorowana zima płacze cicho, zepchnięta gdzieś w kąt wszechświata.

Może właśnie ta kapryśność pogody powoduje i u mnie niejednolitość nastrojów?

Cieszę się rankiem, gdy widzę wyłaniające się zza chmur słońce.

Ale już za chwilę niebo robi się mroczne i zasnuwa ponurą barwą świat.

Deszcz zacina, smagany wściekłym wiatrem, co wyklucza jakąkolwiek szansę na wyjście z domu.

Kolor moich emocji też ciemnieje. Czuję złość, rozczarowanie, smutek…

Sięgam do notatek, artykułów, kursów.

Próbuję skoncentrować się na nauce fotografii. Chwytam aparat, po czym odkładam go do torby. Bo słońce za oknem tylko chwilowo, a gdy wyjdę, zaczyna padać, więc aparat i tak wyląduje w plecaku.

Uciekam zatem w krainę literatury.

Odkrywam w Legimi sporo ciekawych książek. I delektuję się nimi zachłannie.

Wracam po raz enty do klasyki, która jest niezastąpiona, znakomita, genialna!

Cofnęłam się w czasie do roku 194. i jestem w Oranie. Miałam być zaledwie chwilę, zostałam jednak, jak Rambert, na dłużej.

Towarzyszę doktorowi Rieux w codziennej walce o życie zadżumionych i, jak zawsze, przeraża mnie myśl o końcowym akapicie “Dżumy”…

To jedna z lektur, którą zabrałabym ze sobą na bezludną wyspę. Mogłabym czytać ją w nieskończoność.

Setny raz robię porządki w idealnie uporządkowanych prawie pustych szufladach i garderobie, zastanawiając się, CO JESZCZE mogę usunąć i wychodzi na to, że już nic, bo minimalizm wszedł w fazę końcową i ostateczną.

Tymczasem ja mam wielką potrzebę otoczenia się jeszcze większą pustką, choć w pokoju echo odbija się od ścian, bo całe jego wyposażenie to futon, dwie poduszki zafu i narożna półeczka, na której stoi posążek Buddy.

W drugim kącie pokoju za drzwiami Wega ma swoje posłanie, a w trzecim kącie umocowana jest na ścianie biała papierowa lampa, bardzo w stylu zen.

Nie mam już więc czego usunąć i odgracić, a z doświadczenia wiem, jak bardzo oczyszcza umysł porządkowanie chaosu wokół.

Sęk w tym, że moje otoczenie jest idealnie i perfekcyjnie uporządkowane, zminimalizowane i zorganizowane.

Szukam więc w codzienności tego cudownego i znanego mi stanu zen, ale wciąż nie potrafię go odnaleźć.

Mam nadzieję, że nadejdzie wraz z wiosną…

Katisha

 

Related Post

8 Replies to “W poszukiwaniu zen”

  1. Bardzo mnie pocieszyłaś słowami, że porządkowanie oczyszcza umysł. To znaczy, że jak zabiorę się do sprzątania, istnieje szansa, że umysł zacznie lepiej funkcjonować, że pojawią się upragnione nowe słowa i pomysły.
    Poza tym przypominam sobie swoje spotkania z zen w grupie. Napisałam nawet kiedyś artykuł na ten temat. Widzę teraz, dzięki Tobie, że powinnam do niego zajrzeć i zobaczyć co się da odświeżyć, żeby pokazać raz jeszcze te wspomnienia innym ludziom.

    1. Kiedyś sądziłam, że to tylko kolejny wymysł, ale tak, porządkowanie oczyszcza umysł z chaosu. Napiszę o tym więcej, planuję kilka postów o minimalizmie i oczyszczaniu przestrzeni.
      Chętnie przeczytam Twój tekst. Koniecznie pokaż go światu. Pozdrawiam 🙂

    1. Dziękuję 🙂 Zdjęcie zrobione właściwie od niechcenia, już szłam do samochodu po innej sesji 😉 Mam nadzieję, że pogoda w końcu się ustabilizuje i poprawi nam nastroje. Świetnie, że odgraciłaś biurko. To już początek zmian – na lepsze. Ściskam!

  2. Witaj Kasiu, wierzę, że upragniony poziom zen nadejdzie. Zrobiłaś już wszystko co mogłaś w danej chwili, aby go osiągnąć. Zatem tylko cierpliwość Ci potrzebna. Czekaj.
    Cudnie ,że ponownie odkrywasz klasyków literatury. Muszę też do tego wrócić. To również porządkuje))
    Kasiu, życzę Ci upragnionego spokoju! Miłego weekendu )))

    1. Dziękuję, Aniu! Ten mój zen był i był i nagle gdzieś zniknął. Źle mi bez niego, ale masz rację – potrzebna jest cierpliwość, a to też przecież… zen 🙂 Dobrego i spokojnego weekendu i dla Ciebie!

    1. Cieszę się, że wpadłaś z wizytą, choć wirtualnie. My, niestety, nie możemy podejmować w domu gości, gdyż nasz pies nikogo nie wpuszcza do mieszkania. Słońce właśnie powoli wychyla się zza chmur. Mam nadzieję, że na dłużej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *