Złocisty wrzesień

zlocisty-wrzesien

złocisty wrzesień
lato tańczy z jesienią
wkrótce równonoc

Złocisty wrzesień usiadł na leśnej polanie i wypisuje zaproszenia na bal, podczas którego w czas ekwinokcjum lato przekaże jesieni panowanie nad światem.

Cierpliwie czekał, aż słońce pomaluje liście na złoty kolor.

Teraz zrywa je i układa w wielkim koszu, by później na kawałkach brzozowej kory stworzyć z nich misterne desenie.

Z wrzosów sporządza liliowy atrament i cieniutkim bukowym patyczkiem starannie kaligrafuje tekst.

Zwija korę w rulony na podobieństwo papirusów, delikatnie przewiązując ją wiotkimi, żółknącymi źdźbłami traw.

Wkrótce wiatr złotych wróbli* doręczy je adresatom.

W kuźni słońca na zamówienie września, promienie inkrustują złotem drogocenne jabłko, symbol władzy jesieni. Szlachetny damaskinaż skrzy się ciepłym blaskiem.

Korona królewska  czeka już w skarbcu.

Spleciona z błyszczących, jarzębinowych korali, mieni się głęboką purpurą.

Bez chwili wytchnienia książę wrzosów tka nocami kunsztowną suknię dla jesieni. Splata cienkie nici babiego lata w lekką szatę i zdobi ją połyskującymi kasztanami.

Prosi mgły, by uprzędły przejrzysty woal na królewski szal, a one wyczarowują eteryczny szyfon, z którego złocisty wrzesień układa tkaninę, drapując ją finezyjnie.

Matka Natura uśmiecha się ciepło.

Leśne elfy układają w przepastnych koszach dary od niej – aromatyczne grzyby, soczyste borówki, wrzosowy miód, galaretkę z ciemnej tarniny, jarzębinową marmoladę, sok z czarnego bzu, wino z derenia, jabłuszka pigwy, a wrzesień kreuje w myślach wystawną ucztę.

Świerszcze zapamiętale ćwiczą, by podczas balu zagrać mistrzowski koncert.

Pająki wytrwale snują nici, z których tkają kunsztowne tiule, a poranna rosa zawiesza na nich krople wody, migoczące diamentowo.

Złocisty wrzesień otula tiulem delikatne gałązki, zamykając pomiędzy nimi blask księżyca i gwiazd. Magiczne lampiony rozświetlą balową salę leśnego pałacu podczas nocy ekwinokcjum…

Słoneczna i ciepła aura zachęca mnie do regularnych spacerów. Przechadzam się codziennie leśnymi ścieżkami, niespiesznie popijając herbatę, słuchając grających świerszczy i ciesząc oczy widokiem fioletowych wrzosowych dywanów.

Widzę, jak pomiędzy drzewami przemyka szybko złocisty wrzesień z naręczem zaproszeń, koszami owoców, bukietami strzępiastych astrów…

Dziś spotykam go znowu. Dźwiga ogromny kosz grzybów. Przystaje na chwilę, podnosi oczy do słońca. Oboje w ciszy patrzymy dłuższą chwilę na czysty błękit nieba i zielone korony drzew.

Wreszcie ruszamy, każde w swoją stronę.

Na pożegnanie wrzesień, mrugając wesoło, odsypuje mi ze swego kosza kilkanaście pięknych grzybów i wręczając je, wyznaje mi, że czuje się jak wiosna, która donikąd się nie spieszy.

Katisha

*Kiedy nadchodzi schyłek lata (…) zrywa się bardzo ciepły i bardzo wilgotny wiatr z południowego wschodu Azji, zwany „wiatrem złotych wróbli”. Rzeczywiście, legenda głosi, że kiedy zbliża się ten szczególny wiatr, ryby żyjące w morzu wypływają na powierzchnię, zamieniając się w „złote wróble.” Henri Brunel

Related Post

4 Replies to “Złocisty wrzesień”

  1. Powinnam po Twoich pięknych słowach polubić jesień, ale nie, nadal jej nie lubię.
    Widzę już na sobie ten ciężar różnych ciuchów, słyszę deszcz, który zalewa moje drogi i dostrzegam nagie drzewa, szarość i o rety zimę z lukrowatym Mikołajem. Trzeba to przeżyć niestety, zanim znów pojawi się wiosna.

    1. Ja tylko tę złotą i ciepłą lubię. Zimową porą lubię świąteczne dekoracje – maleńkie lampki i świeczki, ale tak bardzo brakuje mi wtedy słońca… Nie poradzimy nic na cykliczność przyrody, więc trzeba to przeżyć i poczekać na kolejne lato.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *